131

Piractwo cyfrowe największą tragedią technologii XXI wieku?

Żyjąc w XXI wieku, okresie komputerów i internetu, można odnieść wrażenie, że zarówno sposoby walki z ludźmi, wywiadu, jak i kradzieży dostosowały się do nowych czasów, jak kleszcz do psiej skóry, za każdym razem zmieniając sposób podejścia – zachowując dalszą procedurę ataku. W latach 40’tych XX wieku, szpiegostwo polegało na podsłuchiwaniu rozmów oraz inwigilowaniu korespondencji […]

Żyjąc w XXI wieku, okresie komputerów i internetu, można odnieść wrażenie, że zarówno sposoby walki z ludźmi, wywiadu, jak i kradzieży dostosowały się do nowych czasów, jak kleszcz do psiej skóry, za każdym razem zmieniając sposób podejścia – zachowując dalszą procedurę ataku.

W latach 40’tych XX wieku, szpiegostwo polegało na podsłuchiwaniu rozmów oraz inwigilowaniu korespondencji pocztowej. W okresie lat 90’tych XX wieku, niektóre organizacje formowały się w prawdziwe organizacje przestępcze, czasami na wzór Sycylijskiej Mafii, które za pomocą komputera potrafiły zdobyć ważne pliki z naszego dysku, a dziś – podczas chmurowej ery informatyki, wszystkie nasze dane zostają zapisywane (często bez naszej wiedzy) na dyski twarde zlokalizowane w serwerowniach podzielonych starannie na użytkowników, którzy sądzą, że ich informacje zapisane w chmurach internetowych są bezpieczne.

Dzieląc świat na internetowy i fizyczny popełniamy duży błąd, nie zauważając, że zlepek tych dwóch przestrzeni odnajduje się w jednej rzeczywistości – w naszym życiu. Wszystko, co robimy w życiu fizycznym, może zostać opublikowane w sieci, a internet, a raczej publikowane w nim treści mogą wpłynąć na nasze życie, np. jeżeli podobającą się nam dziewczynę zwyzywamy w rozmowie z kolegą, ponieważ nie chce się z nami umówić, a on to jej podeśle, lub, gdy opublikuje tę rozmowę publicznie, więcej niż pewne jest to, że owa dziewczyna już raczej nie spojrzy na nas przychylnym okiem – przecież ją zwyzywałeś, a tłumaczenie, że to tylko internet nie ma tu sensu – bo to, co piszesz, popychane jest przez uczucia, marzenia i ból rzeczywistości – dlatego, musimy uważać na to, co robimy w sieci.

Inwigilacja za pomocą internetu nie jest rzeczą nową, jest z nami już od lat 90’tych, a dotyczy ona praktycznie wszystkich dziedzin życia. Jesteśmy śledzeni przez Microsoft, Apple, Canonical, Google, Yahoo oraz Facebooka. Wszystko, co robimy w sieci, jest w piękny sposób układane, jak dokumenty do walizeczek – do naszych profilów, a następnie sprzedawane za groszowe sumy tym, którzy akurat tego potrzebują. Jeżeli lubimy więc przeglądać internet w poszukiwaniu odkryć NASA, Google bardzo chętnie podeśle nam na górze naszych wyszukiwań wyniki powiązane z kosmosem – to wygodne, jednak dzieje się tak, bo Google przegląda naszą korespondencje, naszą aktywność na Google+, oraz przegląda nasze wyszukania w swojej przeglądarce. Istnieją jednak inne formy kradzieży w internecie, czego doskonałym przykładem jest upadły parę dni temu Kinomaniak, który prawdopodobnie upadł dlatego, że wreszcie ktoś przyczepił się do twórcy strony, że publikowane są tu filmy bez specjalnych opłat licencyjnych, z których wypłacane są pensje aktorów, reżysera czy scenarzystów, a żyć jakoś trzeba.

content-theives

Mało kto z nas myśli szerzej, patrząc na piractwo w sieci. Serwisy oferujące przerobione gry za darmo, przegrane filmy oraz albumy z muzyką są po prostu domem złodziejstwa i obłudy, często równanym przeze mnie z dziuplą, gdzie kradzione treści rozkłada się na części i sprzedaje potrzebującym, naturalnie nie mówiąc im dosadnie, że oglądając lub używając tych plików, po prostu kradną. Jestem pewien, że większość z was pobiera muzykę, filmy lub gry za pomocą popularnych w ostatnich czasach torrentów, jednak czy ktoś z was zastanawiał się, jakie straty przynosi to osobom, które pracują nad tą grą, filmem czy płytą?

Nakręćmy film/nagrajmy płytę/stwórzmy grę!

Stworzenie filmu, nagranie płyty czy gry trwa długo, często ciągnąć się tygodniami, miesiącami, a nawet latami. Aby stworzyć tak duży projekt, należy zebrać ekipę, która zajmie się programowaniem i tworzeniem grafiki (gry), osoby, która poprawi lub kompletnie przygotuje nasze utwory do publikacji w formie płyty (muzyka), oraz scenarzysty, reżysera, stażystów, aktorów i wszelkiej maści osób odpowiedzialnych za istnienie filmów (film) – za co naturalnie trzeba im zapłacić. Do tego dochodzą tygodnie, w które zamiast przebywać z dorastającymi dziećmi czy po prostu z przyjaciółmi, musimy zostawać w naszym miejscu pracy, tworząc, a potem szlifując nasz projekt, za który dostaniemy w końcu pieniądze na opłacenie rachunków, wyżywienie siebie i rodziny, oraz na własne widzimisię – nawet delikatne.

Pobierając album z serwerów z czaszkami na flagach, oświadczamy, że jesteśmy piratami, złodziejami, kryminalistami, którzy okradają w jasny dzień ludzi jak ja czy ty, zarabiających więcej lub mniej, pracując ciężej lub lżej, ale zawsze pracujących, nie leżących bezładnie na tyłku nie robiąc nic, jak pokolenie konsumpcyjne, którego tak nie znoszę.

Wychowałem się w otoczeniu geeków, którzy poduczyli mnie używania Windows Mobile, którego pokochałem. Byłem użytkownikiem, który wraz z grupką paru ludzi odkrywał Androida oraz Windows Phone, publikując niejednokrotnie poradniki dotyczące obsługi, modyfikacji czy życia z nowymi platformami – niestety, dzisiejsze młode pokolenie nie robi nic, chce wszystko za darmo i ani mu się śni przyznawać się do błędów. Ja popełniałem je nie raz, ale teraz próbuje kupować aplikacje na mój telefon, jeżeli nie mogę ich nabyć, próbuje wersji demonstracyjnych lub czekam na promocje – jak w przypadku Nextgen Readera czy Mehdoh, gdzie aplikacje na okres jednego dnia były dostępne za darmo, dzięki czemu używam tych aplikacji w pełni legalnie, bez okradania programistów, którzy kawał swojego czasu poświęcili pisaniu, optymalizacji i reklamowaniu swojego programu, który teraz możecie kupić i zrekompensować im dobrze wykonaną aplikację, której używacie codziennie – a co, gdy zakupiony program się wam nie spodoba? Możecie zawsze użyć opcji zwrotu pieniędzy.

Pobieram z sieci, ale gdy coś mi się spodoba – kupuje to.

Najczęstszą i najgorszą odpowiedzią na pytanie – „piracisz?” jest „piracę, ale gdy coś mi się spodoba, to to kupuje”. Dlaczego ta wiadomość jest tragiczna? Ponieważ jak sami widzicie, gdy gra, film, płyta nie spodoba się konsumentowi, ten po prostu kasuje ją z dysku i ma święty spokój – a autor zostaje okradziony, bo powiedzcie – gdybyście napisali książkę, za którą mielibyście dostać wypłatę, ale wasz wydawca po dokładnym zapamiętaniu treści książki poinformowałby was, że książka nie nadaje się do druku, następnie drukując swoją „autorską” książkę z waszą treścią, historią i gigantycznym zyskiem, nie czulibyście się wykorzystani? Nie bądźcie więc wrogiem dla waszych przyjaciół, bez których przeglądanie sieci byłoby trudniejsze!

Platforma Steam idealnym przykładem dobrego sposobu na zakup dobrych gier?

Odkąd platforma Valve rządzi i dzieli na rynku gier komputerowych, zauważyć możemy – głównie na przykładzie Linuksów i Windowsa, że ludzie bardzo chętnie sięgają po oryginalne gry, głównie dlatego, że są one łatwo dostępne, są często przeceniane i co najważniejsze – są przystępne cenowo, a ich zakup można zrealizować w 5 minut – od momentu zakupu do momentu rozpoczęcia pobierania. Prócz tego, istnieją grupy w społeczności Steam, gdzie ludzie rozdają za darmo gry, do których kody im gdzieś zalegają, a sam tytuł posiadają już w kolekcji – np. gry zakupione na Humble Bumble. Jeżeli więc szukacie dobrych gier, wystarczy poszukać, ewentualnie zajrzeć na Allegro poszukując kluczy do gier na Steam, jeżeli te z samego serwisu Valve są dla was za drogie – np. Serious Sam HD: Pierwsze i Drugie Starcie kupicie tu za 14 złotych, płacąc za obydwie gry po 7 złotych, nie 7 euro – jak w przypadku sklepu Steam, dostając tu w prezencie również kody do Serious Sam Classic – nie wierzycie? Zajrzyjcie na Allegro!

ss

Patrząc więc na to z góry, jeżeli ktoś nie chce kupić gry, filmu czy płyty, a nawet książki w tradycyjnej czy cyfrowej formie, (gdyż te również w ostatnim czasie często potrafią przemieszczać się po serwerach stron typowo warezowych) i tak ich nie kupi, bo taka jest jego moralność. Są to osoby, które często są świadome tego, że ich postępowanie jest w pełni karalne, jednak nadal to lekceważąc – bo kto ich sprawdzi?

Nasza nietykalność się kończy, wraz z upadkiem wolności w sieci.

Portale społecznościowe, wyszukiwarki, nasze smartfony czy komputery, a nawet miejski monitoring coraz bardziej zbierają informacje o naszej osobie. Jesteśmy stale inwigilowani, przy czym nic nie zmieni to, czy używacie Windowsa, OS X czy Ubuntu (lub innych dystrybucji Linuksa) jak ja. Nasze komputery przestały być targetem ludzi, którzy poszukują piractwa, czego przykładem są nasi sąsiedzi z zachodu – Niemcy.

W Niemczech piractwo jest marginalnie kastrowane, raz – z powodu śledzenia użytkowników w sieci, dwa – z powodu wysokich kar pieniężnych czy nawet kar więzienia za zwykłe pobieranie plików z sieci. Jeżeli pobierzesz jakiś plik, który będzie na twoim dysku przez kilka dni i nie zostanie z niego usunięty, a dostawca twojego internetu wskaże organom ścigania, że pobierałeś coś nielegalnego tego i tego dnia, podczas nie daj Boże kontroli policji twojej okolicy, możesz zostać po prostu zamknięty. Co prawda, tamtejsze prawo jest zaostrzone głównie w przypadku wytwórni muzycznych i filmowych, jednak zdarzają się też przypadki, gdy policja natrafia na żyłę złota w postaci serwerowni udostępniające pliki za pomocą torrentów – wtedy wszyscy pobierający pliki są po prostu sprawdzani, jeżeli posiadamy oryginalną kopię pobranej przez nas gry, filmu czy płyty – jesteśmy zbawieni, może po prostu nie posiadamy w domu komputera z napędem CD, a chcemy zagrać, posłuchać, odtworzyć nasze nabyte dobro?

Takie prawo powinno przyjść również do Polski, głównie dlatego, że piractwo zostałoby wręcz wykastrowane ze wszystkich możliwości kradnięcia twórczości innych – szkoda tylko, że jego wprowadzanie może potrwać nawet parę lat, lub po prostu może zostać wprowadzone jako przykrywka grubszych projektów – jak było z ACTA. Pozostaje więc pytanie, to świat jest zły, czy my? Kradnący dobra znajdujące się w sieci lub za pomocą sieci są złodziejami, którzy powinni być karani tak, jak pozostali złodzieje aut, biżuterii czy innych dóbr, czy powinno się dla nich aktualizować kodeks karny? Odpowiedzcie sobie sami, patrząc na swoje życie i własne kontakty z piractwem oraz fakt chęci posiadania zarobków na własnej ciężkiej pracy.

Grafika 1, Grafika 2, Grafika 3.