21

Piraci z Karaibów – w jakiej kolejności oglądać?

Piraci w kinie to gatunek, który przeżywał spore upadki i zwroty. Od przełomu lat 20 i 30 zeszłego wieku było wśród filmów o tej tematyce sporo pomniejszych hitów, ale tak naprawdę, jeśli jakiś tytuł pamiętamy, to tylko ikonicznego „Karmazynowego pirata” z Burtem Lancasterem w roli głównej. Po sukcesie tego filmu, cały gatunek przepadł na półkach z kinem B, a nawet C. Później było jeszcze gorzej, próby restauracji z lat 80 i 90-tych skończyły się dwiema spektakularnymi wtopami finansowymi, grzebiąc gatunek na kolejne lata. Sytuację odmienił dopiero pewien ekscentryczny pirat o nazwisku Sparrow, kapitan Jack Sparrow. 

Piraci z Karaibów, niespodziewany sukces

Historia wspomnianych we wstępne filmów-katastrof finansowych każe nam się zastanowić, co ma ten film, czego zabrakło poprzednikom. Przecież pomijając wyniki z box-office „Piratom” Polańskiego czy „Wyspie piratów” Renney’ego Harlina ani realizacyjnie, ani gatunkowo nic nie brakowało. Były to podobnie z humorem opowiedziane historie, z bardzo dobrze zrealizowanymi scenami bitew, pojedynków czy awantur w pirackich przybytkach.

Przyczyn tego stanu rzeczy wydaje się być kilka, ale osobiście za najważniejsze uznałbym trzy z nich. Po pierwsze, do kina przyciągała pierwszoligowa obsada. Charyzma i wizerunek Johnny’ego Deppa jako Jacka Sparrowa jest nie do podrobienia i przykuwał uwagę już w zwiastunach filmu. Co więcej, specyficzna opinia o Deppie jako aktorze spowodowała, że na wizytę w kinie decydowały się osoby, które w „normalnych” warunkach na ten film by się nie wybrały. Do tego będący wtedy u szczytu popularności Orlando Bloom i będąca na fali wznoszącej się Keira Knightley… ani film Harlina, ani tym bardziej Polańskiego nie miał tak „nośnej” obsady.

Drugą przyczynę widziałbym we włączeniu do gatunku pirackiego elementów fantasy. Trzeba pamiętać, że był to czas święcących tryumfy filmów z serii „Władca pierścieni”. Połączenie piratów i zombie (no, prawie) dekadę wcześniej skończyłoby się pewnie spektakularną katastrofą, tutaj stało się silnym magnesem.

Trzecim powodem jest wizerunkowe trafienie w odpowiedni czas. Nawet pomijając kwestię popularności fantasy, kino kostiumowe jako całość powróciło wtedy z zaświatów, z takimi hitami jak choćby „Gladiator”. Wspomniani „zbankrutowani” poprzednicy debiutowali w czasie, gdy panowała moda na zupełnie inną od nich stylistykę. W czasie gdy Polański rzucał swoją piracką załogę do kin, sukcesy święcił tam „Obcy”, „Top Gun” czy „Star Trek IV”. „Wyspa piratów” odstawała od ówczesnych hitów chyba jeszcze bardziej (rok 1995 to „Batman Forever”, „Szklana pułapka 3” itd).

Oczywiście na tak ogromną skalę sukcesu wpływ miał też błyskotliwy i zabawny scenariusz, efekty specjalne, ale moim zdaniem to powyższe elementy przeważyły szalę na stronę ogromnego sukcesu.

Piraci z Karaibów, czyli Jack Sparrow i spółka

Pierwsza część była fantastycznym, pełnym humoru filmem, w którym główni i zupełnie niepasujący do Siebie bohaterowie, musieli połączyć siły, aby odzyskać to, co dla nich ważne. Will chciał uwolnić z rąk piratów Elizabeth, Jack Sparrow chciał odzyskać swój okręt, kapitan Barbossa chciał zdjąć z siebie i załogi klątwę, a Elizabeth, cóż, córka gubernatora Port Royal potrzebowała dowiedzieć się, czego tak na prawdę chce od życia.

Do tego doszły generujące zabawne sytuacje konflikty wewnętrzne. Uczciwy i gardzący piratami Will musiał zmierzyć się z prawdą o swoim „pirackim” pochodzeniu, Jack Sparrow nawet po tylu latach bycia sławnym piratem nie był w stanie stać się prawdziwym, nielojalnym i bezdusznym bandytą (co chyba tłumaczy trochę jego problemy z dłuższym posiadaniem „Czarnej Perły”). Kapitan Barbossa prezentował za to wszystkie wspomniane wyżej cechy morskiego zakapiora, choć ze względu na nienajlepszy stan zdrowia (klątwa zmieniła ich w nieodczuwające bodźców zombie) nie dorównywał Jackowi sprytem, ani poczuciem humoru, co wprawiało go w kompleksy.

Do tego wszystkiego dostaliśmy ciekawe postacie także z dalszych planów, piękne plenery, widowiskowe pojedynki, ciekawe rozwiązania fabularne i wspaniałe okręty. Nie da się też nie wspomnieć o kapitalnej, jak zawsze, muzyce Hansa Zimmera.

Główne postaci w świecie Piratów z Karaibów


Jack Sparrow – pirat-ekscentryk, karaibski człowiek-instytucja, pijak i miłośnik rumu, kobieciarz i generalnie postać sprawiająca wrażenie, że nie wszystkie klepki są na właściwym miejscu. Zakochany w swoim okręcie „Czarna Perła”, który ciągle stara się odzyskać. Postać wykreowana przez Deppa została, pod względem zachowań „zgapiona” z Keitha Richardsa z The Rolling Stones, który zagrał zresztą później Sparrowa seniora.

Will Turner – syn pirata, o czym początkowo nie wiedział. Świetny kowal, szermierz, mający ciągłe dylematy co do konieczności parania się okołopirackimi zajęciami. Postać trochę pierdołowata, pozwalająca na swoim tle błyszczeć tym bardziej charakternym.

Elizabeth Swann – córka gubernatora, dziewczyna wyglądająca na dobrze ułożoną pannę z wyższych sfer, kryje w sobie charakterek typu „wybij okno”. Z równym wdziękiem ładuje się w kłopoty, co wyciąga z nich innych.

Kapitan Barbossa – grany przez świetnego w tej roli Geoffreya Rusha, odwieczny przeciwnik Sparrowa, przez dłuższy czas właściciel „Czernej Perły”. W kolejnych filmach taktycznie współpracujący z głównymi bohaterami w tym i Sparrowem, ale zdecydowanie nie godzien zaufania. Zawsze pomocny przy interpretacji kodeksu piratów. W ostatniej części scenarzyści zafundowali mu rodzinną dramę, katharsis i prawie biblijne zakończenie życia… należy tylko żałować, że tak fajny czarny bohater znalazł swoją śmierć z ręki tak kiepskich twórców.

W kolejnych filmach przewija się jeszcze peleton innych postaci, takich jak syn Willa i Elizabeth, córka kapitana Barbossy, a wśród czarnych charakterów kapitanowie Davy Jones, Czarnobrody czy Salazar. Szczególnie z tym ostatnimi jest jest spory problem. Jest już tak przerysowany, że w zakresie czarnocharakterowania plasuje się gdzieś pomiędzy morderczymi krabami z filmu Cormana, a Mr Freezem z „Batmana i Robina”.

W jakiej kolejności oglądać Piratów z Karaibów?

Szczerze powiedziawszy to… obejrzeć warto tylko pierwsze trzy filmy, czyli wyreżyserowane przez Gore Verbinskiego „Klątwę Czarnej Perły”, „Skrzynię umarlaka” oraz „Na krańcu świata”. Tworzą w miarę spójną trylogię, choć oba sequele cierpią na typowy syndrom „kontynuacji wielkiego, niespodziewanego hitu” i nie dorównują poziomowi jedynki. Za dużo CGI, za dużo pompatycznej blockbusterowości i bardzo mocne pójście w wątki fantasy moim zdaniem trochę popsuło te filmy, ale ogólnie całość ogląda się przyjemnie.

Natomiast im dalej, tym coraz gorzej. Zarówno „Na nieznanych wodach”, a szczególnie „Zemsta Salazara” to napisane na kolanie wydmuszki wypełnione plastikowym CGI i wykastrowane wizualnie przez kręcenie pod odpustowe 3D. Niestety tak się dzieje, gdy za powstaniem kontynuacji stoją księgowi, a nie scenarzyści.

Kiedy nowe filmy o Piratach z Karaibów?

Chciałoby się zakrzyknąć: „Oby nigdy”, ale nie bądźmy naiwni, odcinanie kuponów od serii pewnie będzie trwać nadal. Pewną nadzieją była informacja, że producenci planują całkowity reboot serii, zupełnie odcinając się od poprzednich części. Takie eksperymenty przynoszą czasem doskonałe i zaskakujące efektu, czego przykładem jest choćby Bond z „Casino Royale”.

Początkowo pogłoski mówiły o tym, że za scenariusz mają być odpowiedzialni twórcy historii Deadpoola i Zombieland, po pewnym czasie z projektem zaczęto łączyć scenarzystę od serialu „Czarnobyl”. Niestety ostatnio szerzą się pogłoski, że szefowie Disneya, zmienili zdanie, i chcieliby Jacka Sparrowa z powrotem, co zapewne stawiałoby całkowity reboot pod sporym znakiem zapytania.

Żeby jeszcze skomplikować sytuację, inne plotki mówią o dwu filmach z tej serii w produkcji, z których pierwszy mógłby mieć jakieś sceny z Jackiem Sparrowem (zapewne zależne to będzie od wyników procesu Depp vs Amber Heard) a drugi miałby być bardziej „feministyczną” odmianą, z główną postacią kobiecą, graną przez  Margot Robbie.

Niestety na dziś nie ma żadnych pewnych informacji o tym, na jakim etapie są prace pre-produkcyjne. Cała sytuacja z Covid-19 też nie pomaga w precyzowaniu planów, kiedy film / filmy z tej serii pojawią i w jakim kanale dystrybucji. Pozostaje czekać i liczyć na to, że jeśli ostatecznie kontynuacja powstanie, to producenci postawią na oryginalną historię a nie odcinanie kuponów.