13

Pęczniejące ptactwo: gdzie są granice marki Angry Birds?

Nie trzeba być analitykiem rynkowym, by móc stwierdzić, że Angry Birds są jedną z najmocniejszych marek funkcjonujących obecnie na rynku. Stosując przyziemne porównanie, rzec można, że są równie wszędobylskie co krakowskie gołębie. Jeszcze w tym miesiącu Rovio Entertainment – twórca gry – planuje publikację pierwszej z serii książek „Bad Piggies Egg Recipes” uwzględniającej wikt w […]

Nie trzeba być analitykiem rynkowym, by móc stwierdzić, że Angry Birds są jedną z najmocniejszych marek funkcjonujących obecnie na rynku. Stosując przyziemne porównanie, rzec można, że są równie wszędobylskie co krakowskie gołębie. Jeszcze w tym miesiącu Rovio Entertainment – twórca gry – planuje publikację pierwszej z serii książek „Bad Piggies Egg Recipes” uwzględniającej wikt w postaci kanapek z pasta jajeczną lub jajkowym sushi. Wcześniej rynek gadżetów wzbogacił się o pluszowe maskotki, gra karciana i planszowa, obuwie, przybory szkolne… jest tego zatrzęsienie. Ale tak jak efekt bańki mydlanej stosuje się do rynku finansowego czy internetowego, tak w odniesieniu do konkretnej marki ryzyko jest podobne.

Finowie absolutnie nie planują poprzestawać na wspomnianych wcześniej gadżetach. Firma planuje wydanie serii książek edukacyjnych dla dzieci w wieku od lat czterech do -nastu. Jak podkreśla Wall Street Journal, jest to związane m.in. z fińskim systemem edukacyjnym, który stawia na edukację przez zabawę. „Aktualnie to od nas zależy, uwzględniając podstawy zarządzania marką, by utrzymać ją przy życiu, zachować jej świeżość i dającą radość naszym fanom dostawę coraz nowszych rzeczy”- wyjaśnia w wywiadzie dla Wall Street Journal Wibe Wagemans, dyrektor wykonawczy ds. marki.

Warto wspomnieć, że Wibe Wagemans wcześniej pracował przy budowania brandu wyszukiwarki Bing. To z kolei jest druga strona medalu. Nie dość, że Rovio stawia na obecność Angry Birds, wszędzie gdzie tylko się da, to jeszcze zatrudnia kolejne postaci funkcjonujące na rynku rozrywki od dłuższego czasu. Tak zatrudnienie w strukturach firmy znalazł David Maisel, były przewodniczący Marvel Studios. Jego głównym zadaniem są obecnie przygotowania do stworzenia pełnometrażowego filmu, którego głównymi bohaterami – w odróżnieniu od istniejącego już RIO – będą główni bohaterowie gry. Jest on przekonany, że taki film znalazłby szerokie grono odbiorców.

Póki w świadomości konsumentów żyje marka, póty produkt będzie się sprzedawał. Jaki zatem jest najlepszy sposób na podtrzymywanie jej przy życiu? Chociażby przez odniesienia w popkulturze. Nawiązania do Angry Birds pojawiły się m.in. w izraelskim programie satyrycznym „Eretz Nehederet” jako porównanie do izraelsko-palestyńskich negocjacji pokojowych. Dodatkowo gra pojawiła się także w programie Conana O’Briena, serialach 30 Rock i How I Met Your Mother, reklamach Binga i T-Mobile. Oczywiście Rovio jeszcze długo będzie trzymało się stworzonego przez siebie produktu, zgodnie z zasadą: „nie zarzyna się kury znoszącej złote jajka”. Dobrze byłoby jednak dla samej firmy, żeby pomyślała nad formą kamizelki ratunkowej w razie gdyby statek na którym płynie, nagle zaczął tonąć.

I pewnie dlatego też co raz częściej media huczą od plotek na temat ewentualnego przejęcia fińskiej firmy przez jednego z gigantów rynku rozrywki elektronicznej. W tym kontekście najczęsciej pojawia się Zynga oraz Electronic Arts. Aktualnie najbliższej zdobycia trofeum jet Zynga, przede wszystkim dlatego, że EA dopiero co podpisała dokumenty dotyczące zakupu PopCap Games. Transakcja warta 1,3 miliarda dolarów przebiła wcześniejszą ofertę Zyngi. Nadszarpnięty budżet EA i sceptyczne reakcje inwestorów na ten zakup, mogą oznaczać sceptycyzm w kolejnych zakupach. Dlatego prekursor gier społecznościowych ma spore szanse na zdobycie udziałów w Rovio.

Trudno nie zgodzić się z Tricią Duryee z AllthingsD, która zauważa, że istnieje przynajmniej pięć przesłanek, dla których taki mariaż byłby możliwy:

  1. Potężna marka – Rovio wykonało znacznie lepszą prace w tym zakresie niż Zynga z jakimkolwiek ze swoich produktów;
  2. Bogata sakiewka – Zynga to mnóstwo pieniędzy, w przetargu o PopCap oferowała 1 miliard dolarów;
  3. Bezpłatna gra – obie firmy obrały model darmowych gier, a monetaryzacja odbywa się poprzez zakup wirtualnych gadżetów i przedmiotów wykorzystywanych w rozgrywce
  4. Czynnik ryzyka Zynga – największym jest uzależnienia firmy od Facebooka; rynek mobilny przyniesie dywersyfikację;
  5. Cud jednego hitu – najpoważniejszy zarzut pod adresem Rovio: firma znana jest wyłącznie za sprawą Angry Birds i mało kto jest w stanie wymienić inne gry, które wyszły spod igły Finów.

Jednocześnie wymienia tylko jeden element ryzyka: szefowie obu firm to wyraziste postaci, którzy w swoich działaniach są niezwykle uparci. Ciężko będzie im zatem osiągnąć kompromis.

I to jest właśnie granica tej marki. Nie ma szans by w nieskończoność trzymać się tylko i wyłącznie jednego produktu. Za mistrza posługiwania się marką można postrzegać Disney’a. Lata ’90. należały do Króla Lwa, później przyszedł czas na mniej lub bardziej udane znaki towarowe jak Toy Story, Gdzie jest Nemo, aż wreszcie zostaliśmy zasypani lawiną Aut i Piratów z Karaibów. Ważne jednak, by rozwijając firmę, tworzyć jeśli nie odskocznie to przynajmniej poletka doświadczalne. Ciężko bowiem o kreatywne podejście do gry, w której rozrywka ogranicza się wyłącznie do naciągania procy i wystrzeliwania kolejnych ptaków. Bardzo jestem ciekaw, czy programiści z Rovio będą w stanie nas jeszcze kiedyś zaskoczyć.