79

Parlament Europejski chce oddzielić wyszukiwarkę Google od innych usług. To bez sensu

Jeżeli wydawało się Wam, że Google ma przerąbane w Europie, to patrzcie na to. Dotychczasowe działania wymierzone w kalifornijską firmę to pikuś w porównaniu z najnowszym pomysłem parlamentarzystów ze Strasburga. Chodzi o podzielenie jej na kilka mniejszych podmiotów, co by zapobiegło monopolistycznych zapędom. Czy aby nie ociera się to już o absurd? Do informacji tych […]

Jeżeli wydawało się Wam, że Google ma przerąbane w Europie, to patrzcie na to. Dotychczasowe działania wymierzone w kalifornijską firmę to pikuś w porównaniu z najnowszym pomysłem parlamentarzystów ze Strasburga. Chodzi o podzielenie jej na kilka mniejszych podmiotów, co by zapobiegło monopolistycznych zapędom. Czy aby nie ociera się to już o absurd?

Do informacji tych dotarł jeden z dziennikarzy brytyjskiego dziennika Financial Times. Są one zapisane w szkicach projektów, których pomysłodawcami są dwie największe frakcje Parlamentu Europejskiego – Ludowcy i Socjaliści. Chcą oni odseparować wyszukiwarkę od innych usług Google’a. Przyczyna? Monopolistyczne zapędy firmy. Urzędnicy wychodzą z założenia, że kalifornijska firma faworyzuje swoje własne usługi w wynikach wyszukiwania i z tego powodu usługa Search powinna funkcjonować jako odrębna i niezależna firma, która w neutralny sposób będzie traktowała wszystkie serwisy i strony w sieci.

Sam Parlament Europejski nie ma co prawda możliwości ingerowania w struktury Google’a. Może to jednak zrobić Komisja Europejska, co będzie wymagało wydania odpowiednich dyrektyw. Wbrew pozorom nie jest to wcale scenariusz odległy, bo szkic projektu miałby zostać ukończony już w przyszłym tygodniu, a głosowanie nad rezolucją – w najbliższy czwartek.

google-vs-eu

Socjalizm w czystej postaci? Tak można to odbierać, bo o ile dotychczasowe działania władz europejskich miały pewne logiczne podstawy, to tak dalekie ingerowanie w struktury amerykańskiej firmy jest już mocno kontrowersyjne. Nie sposób tego porównywać z żadnymi innymi antymonopolistycznymi działaniami urzędników wobec gigantów technologicznych (a tych, jak wiemy, było w przeszłości całkiem sporo). Można jedynie się domyślać, że za pomysłem tym stoi silne lobby. Google ma na pieńku z niemieckimi wydawcami (wśród których znajduje się gigant – Axel Springer), a od niedawna również mocno oberwał w Hiszpanii, gdzie wprowadzono sławetny Google Tax.

I trudno się im dziwić, bo Google radzi sobie fantastycznie na rodzimym rynku jako dostawca wielu różnych usług związanych z internetem. Ma zapędy, a przede wszystkim środki by być monopolistą. Właściwie trudno wskazać dziedzinę, w której kalifornijska firma nie byłaby obecna – a kiedy już tak się dzieje, to szybko daje popalić konkurencji tak jakością jak i cenami swoich usług. I to właśnie ta perspektywa jest dla dużych firm europejskich przerażająca. Sęk w tym, że zamiast zdrowej konkurencji oraz wprowadzania zmian u siebie, obserwujemy uciekanie się do wywierania nacisku na regulatorów rynku, by ci odwalili całą czarną robotę. Na tym skorzystają oczywiście tylko molochy ze Starego Kontynentu, bo na pewno nie my, konsumenci. Ale piszę to przez pryzmat własnych poglądów, więc domyślam się, że część z Was niekoniecznie się ze mną zgodzi.

Tylko czy takie działanie faktycznie da odpowiedni efekt? Centrala Google’a znajduje się daleko za oceanem, gdzie macki organów unijnych nie sięgają. Może zatem z prawnego punktu widzenia będziemy mieli w Europie Google rozbite na części, ale w praktyce raczej zmieni to niewiele.