23

Tytus, Romek i A’Tomek – bohaterowie kilku pokoleń, których niedługo będziemy kojarzyć głównie z reklam Media Markt

tytus papcio chmiel
W wieku 97 lat zmarł Papcio Chmiel, nazywany (słusznie) ojcem polskiego komiksu. Szkoda, że dzisiejsze młode pokolenie będzie kojarzyło jego bohaterów głównie z reklam Media Markt.

Urodziłem się w 1993 roku. Na moje szczęście – nie doświadczyłem tego, co miał nam do zaoferowania poprzedni ustrój i jak to zawsze powtarzał mi mój ojciec – miałem szczęście urodzić się już w wolnym kraju. Co nie znaczy że spuścizna komunizmu nie odegrała ważnej roli w moim życiu. Spuścizna, której przyznam się, przez pierwszą część mojego życia nie potrafiłem pojąć. Ciężko bowiem dziecku z gameboyem w ręku samemu zrozumieć o co chodzi, kiedy spotyka się z rzeczywistością poprzedniej epoki. A spotykałem się z nią często, bo jak daleko sięgam pamięcią, chociaż mogłem mieć dostęp do komiksów ze Spider-Manem, Batmanem czy innymi superbohaterami, z niewiadomych przyczyn jednym z moich ulubionych zeszytów były przygody trzech bohaterów – Tytusa, Romka i A’Tomka.

Jestem dowodem na to, że Papcio Chmiel opowiadał historie, które łączyły pokolenia

Dzisiaj rano rozeszła się informacja o tym, że Papcio Chmiel, a właściwie Henryk Jerzy Chmielewski (chociaż dla mnie zawsze będzie „Papciem”), zmarł w wieku 97 lat. Pomimo tego, że nie śledziłem tego, co z rysownikiem działo się w ostatnich latach, byłem niejako przekonany, że patrząc na jego dobre zdrowie zostanie on z nami jeszcze długo. Papcio był jedną z tych postaci, które poznajecie w dzieciństwie i pozostają z wami przez całe dorosłe życie, więc macie wrażenie, że są nieśmiertelne. Niestety, patrząc na nagłówki (a raczej ich brak) na największych portalach informacyjnych, nie mogę nie odnieść wrażenia, że Papcio umarł nieco zapomniany.

Komiksy z Tytusem, Romkiem i A’Tomkiem wychodziły od lat 70′ i zawsze były odbiciem aktualnej dla danego czasu rzeczywistości. Mi, jako dzieciakowi absolutnie to nie przeszkadzało, skupiałem się na tym, co też tym razem wymyślą główni bohaterowie. Ba, jestem przekonany, że to właśnie te komiksy w dużej mierze nauczyły mnie tak ważnych umiejętności jak abstrakcyjne myślenie czy nieoczywiste skojarzenia. Do dziś pojazdy jak Wannolot czy mechaniczny koń Rozalia wydają mi się absolutnie normalne i nie widzę w nich nic dziwnego. Dzięki tym wymyślonym przygodom dziesięciolatek w 1970 i dziesięciolatek w 2000 mogły tak samo cieszyć się historią. Komiksy z Tytusem miały też jeszcze inną ważną cechę – zawsze były komiksami z Tytusem, opowieściami o osiedlowej paczce przyjaciół, harcerzy, których nadrzędnym celem jest uczłowieczenie kolegi. Nigdy nie doczekaliśmy się tu jakichś niesamowitych, wielozeszytowych historii, a jakikolwiek głębszy lore powstawał tylko w umysłach czytelników. Zasada była prosta: jeden zeszyt = jedna historia. To sprawiło, że w latach 70′ Tytus odniósł niesamowity jak na tamtejsze warunki sukces (teraz już nie pamiętam dokładnie, ale gdzieś czytałem że z ukazaniem się pierwszego zeszytu były spore problemy), a czterdzieści lat później ten same historie były w stanie wciągnąć kolejne pokolenie.

I nie chcę tu się rozpisywać o tym, jak to komiksy z Tytusem niosły głębsze przesłanie, bo będzie to bardzo patetyczne w stosunku do komiksów, których rolą było przede wszystkim „bawić”. Jednak kiedy na to patrzę teraz, z perspektywy dorosłej osoby, to widać, że pomiędzy wierszami Papcio przekazywał sporo patriotycznych wartości, które wyniósł z domu i z lat okupacji. Historie z Tytusem były więc jednymi z tych, które, jeżeli chciały przekazać czytelnikowi jakiś morał, to nie wysuwały go na pierwszy plan, nieco polegając na inteligencji samego czytelnika. I jest to coś, czego we współczesnej kulturze masowej bardzo mi brakuje.

Tytus de Zoo nieco nie wytrzymał konkurencji z Batmanem czy Spider-Manem

Zapewne niewiele osób wie, że ostatni zeszyt z Tytusem wyszedł w 2008 roku.  Jednak nowym wydaniom nijak było do popularności pierwszych komiksów. Tamte nakłady rozchodziły się w setkach tysięcy, podczas gdy końcówka lat 90’tych to już tylko dziesiątki. Dla najbardziej współczesnych wydań danych brak, aczkolwiek trend można sobie wyobrazić. O ile Tytus w świadomości ludzi w Polsce zapewne dalej jest rozpoznawalny, to (niestety), podobnie jak np. Resio, miał on status bardziej sentymentalny. Wiele osób miało styczność z tymi komiksami na jakimś etapie swojego życia, ale możliwość wyboru ze wszystkich dzieł literatury, jakie tylko powstały sprawiała, że współcześnie komiksy Papcia Chmiela rzadko kiedy były dla kogoś pierwszym wyborem.

To mocne zakorzenienie w naszej kulturze widać przede wszystkim w decyzji sieci Media Markt, która zdecydowała się z Tytusa, Romka i A’Tomka zrobić swoje maskotki. Nie mam nic do Papcia Chmiela za to, że sprzedał prawa i mam nadzieję, że dzięki tym pieniądzom mógł przeżyć resztę życia w komfortowych warunkach na jakie zasłużył. Ba – same reklamy Media Markt też zaskakująco trzymają jako taki poziom. Jednak ich głównym problemem jest to, że… mają niewiele wspólnego ze swoim pierwowzorem. Ktoś kto pamięta, jak zachowywali się główni bohaterowie komiksu będzie wiedział, że w tych reklamach można by postacie na dowolne inne i w sumie niewiele by się zmieniło. Dlatego jako osobie, która twórczość Papcia lubiła jest mi nieco przykro, że dziś, 20 lat po tym jak sam zacząłem czytać komiksy z Tytusem, kolejne pokolenie będzie kojarzyło ich głównego bohatera jako „tę małpę z reklam”. Czy kogoś zachęci to do sięgnięcia po zeszyt? Szczerzę wątpię.

Wątpię też, że, jeżeli sam będę miał kiedyś dzieci, to w jakikolwiek sposób docenią one te historyjki. Tym bardziej właśnie sam doceniam fakt, że pomimo iż urodziłem się 70 lat po Henryku Chmielewskim miałem okazję nie tylko zebrać prawie wszystkie komiksy (ba, niektóre bardzo stare, z przesuniętymi kolorami) ale też poznać go i zdobyć na dwóch z nich autograf. Nie ma się jednak co łudzić, że dzisiejsi i przyszli 10 latkowie wybiorą historię sprzed ponad pół wieku zamiast nowego crossoveru Marvela. I nie chcę tu absolutnie obrazić fanów Stana Lee, bo przecież Marvel nie miałby swojej pozycji bez świetnych komiksów. To co chcę powiedzieć, to to, że przygody Tytusa były unikatowe, nie do skopiowania i nie do powielenie przez żadną konkurencję.

I mam wrażenie że bez nich kolejne pokolenie może być nieco uboższe.