29

Panie pośle, pan niech się w e-sport nie miesza

Polski Związek e-Sportu marzy się posłowi Przemysławowi Wiplerowi. Materiał SuperStacji na ten temat wywołał dużą dyskusję, do której chciałem się włączyć w inny sposób niż poniższy. Jednak od 13 września nie otrzymałem odpowiedzi na pytania, które wysłałem do posła. Ciągłe przekładanie terminu skończyło się tym, że postanowiłem napisać tekst, bez wypowiedzi Wiplera. Zacznę jednak od […]

Polski Związek e-Sportu marzy się posłowi Przemysławowi Wiplerowi. Materiał SuperStacji na ten temat wywołał dużą dyskusję, do której chciałem się włączyć w inny sposób niż poniższy. Jednak od 13 września nie otrzymałem odpowiedzi na pytania, które wysłałem do posła. Ciągłe przekładanie terminu skończyło się tym, że postanowiłem napisać tekst, bez wypowiedzi Wiplera.

Zacznę jednak od początku. We wrześniu w sieci opublikowany został materiał SuperStacji, w którym mowa jest o pomyśle wcześniej wspomnianego posła. Możecie go obejrzeć między innymi na YouTubie. Zaraz po tym, jak na niego trafiłem, napisałem wiadomość prywatną na stronie fanowskiej (wówczas formularz kontaktowy na stronie nie działał) Wiplera w celu umówienia się na wywiad. Dzień później otrzymałem pozytywną odpowiedź, więc szybko wysłałem pytania. Jedna z osób z biura Republikanów, z którymi związany jest poseł, informowała mnie o kolejnych terminach, kiedy otrzymam odpowiedzi. Od 3 października moja poczta milczy, dlatego po 20 dniach postanowiłem napisać artykuł, nie przedstawiając tu wyjaśnień „pomysłodawcy” Polskiego Związku eSportu.

Co ma GotHic do e-sportu?

W materiale SuperStacji Wipler wspomniał, że razem z Republikanami pracują nad projektem zmian w prawie, które umożliwią powołanie takiego związku. Poseł powiedział też, że kiedyś chciał być zawodowym graczem. Tylko nie wiem w jaką grę, bo w późniejszej wypowiedzi mówi o swojej miłości do Gothica, który z e-sportem ma taki związek, jak i Wipler. Długo nie trzeba było czekać na falę krytyki na temat jego pomysłu. Pojawiało się mnóstwo komentarzy, mówiących o tym, że e-sport to nie sport, czy też o tym, żeby parlamentarzysta nie mieszał się do tej branży.

Później pojawiła się odpowiedź posła. Na stronie Republikanów zamieścił tekst pod tytułem „Dlaczego uważam, że potrzebny jest Polski Związek e-Sportu?”. Czytając publikację możemy się dowiedzieć, że „powołanie stowarzyszenia skupiającego graczy pozwoliłoby skutecznie skonsolidować ich środowisko w Polsce. Ułatwiłoby to pozyskiwanie pieniędzy od sponsorów na organizacje turniejów oraz na promocję e-Sportu„, czy też to, że pomógłby polskim graczom rozwijać swoje pasje. W jaki sposób? Nie wiem, bo nie wspominano o tym.

O co chciałem zapytać Wiplera?

Między innymi tego chciałem dowiedzieć się od Wiplera. W pytaniach zawarłem też takie kwestie, jak rozmowy z przedstawicielami e-sportu, czy poseł miał już do czynienia z tą branżą, jak chce przekonać do swojego pomysłu kolegów z sejmu, większości których wiedza na temat gier kończy się na tytułach, zainstalowanych na ich służbowych tabletach. Zresztą co widać po części z materiału SuperStacji. Na liście znalazły się też pytania o pomysł na działanie związku, kto powinien nim zarządzać itp. Nie mam pojęcia dlaczego do tej pory nie otrzymałem odpowiedzi, czy poseł boi się kolejnej krytyki, czy już odechciało mu się przygody z e-sportem.

Takiego związku nie chcemy

Wiem jednak, że nie ma zbyt dużego pojęcia o tej branży. Świadczy o tym chociażby nawiązanie do Międzynarodowej Federacji e-Sportu (IeSF), która tak naprawdę nie zrobiła nic spektakularnego dla naszego środowiska. Jeśli tak miałby działać polski związek, to szkoda czasu pana posła. Lepiej niech go spożytkuje na nocne granie, o którym też wspominał.

E-sport w  Polsce nie potrzebuje związku, stworzonego z inicjatywy polityków, którzy nie mają o nim pojęcia. Ani nie pomogliby organizatorom turniejów, ani drużynom, które bez takiego stowarzyszenia radzą sobie coraz lepiej.