0

Panie Gonciarz – dzięki za ten film. Dawno mnie tak nic nie poruszyło

W takie dni jak dzisiaj, kiedy częściej mi się zdarza przegrywać w konfrontacji z typowymi dla niektórych pór roku chorobami z reguły leżę w łóżku przeczesując Sieć w poszukiwaniu "czegoś ciekawego". Ubolewam czasem, że Internet oferuje "bogactwo ubogości", ciągle mniej lub bardziej słabe żarty, a dobrych treści jest czasem jak na lekarstwo. Krzysztof Gonciarz pokazał jednak, że można połączyć coś nośnego z czymś prawdziwie dobrym.

Z reguły stronię od treści „inspirujących”. Ci, którzy aspirują do bycia życiowymi mentorami przypominają mi liderów grup sprzedających rewolucyjne garnki, czy sokowirówki za grube tysiące. Walenie truizmami, przekonywanie o własnej „ukrytej sile” i że wszystko zależy od nas, a sukces jest na wyciągnięcie ręki. Tyle samo można osiągnąć bez pomocy takich mentorów – jednak nie każdy o tym wie, bo książki R. Kiyosakiego, czy Joe Vitale sprzedają się cały czas całkiem nieźle. W końcu każdy chce być bogaty i zapisać swoje życie głównie złotymi literami.

Kiedy trafiłem na film Gonciarza byłem mocno sceptyczny – głównie z powodu powyższych obaw. Oglądałem niedawno Włodka Markowicza, również „kropki”, po których miałem intelektualnego kaca. Czułem się tak, jakby ktoś powiedział mi coś, co wiem, tyle że owlókł to w tak mocno górnolotną otoczkę, że sztuka przerosła treść. Ktoś, kto nad filmem Włodka się nie zastanowił, ten zachwycił się całkiem zgrabnym montażem i typowymi dla takich treści efektami. Włodek nic odkrywczego nie powiedział. Połącz kropki. Zabrzmi to brutalnie, ale równie dobrze można byłoby tam wstawić: „Umyj zęby”, „Zjedz warzywo”, „Wyrzuć śmieci”.

Niektórym wyda się to nie w porządku, że przy okazji filmu Gonciarza wspominam o Włodku – trudno w ten sposób się nie odnieść do tej sprawy. Krzysztofowi udało się zrobić to, czego nie udało się wykonać u Włodka. Kończąc oglądanie materiału Gonciarza nie miałem poczucia, że te kilka minut mi upłynęło bezpowrotnie, a w tym czasie mogłem zrobić coś bardziej interesującego – na przykład jeść lody, albo palić papierosa. I choć Krzysztof również nie powiedział czegoś, czego bym nie wiedział – zainspirował. Jak jasny gwint.

W ciągu kilku minut już chciałem jechać do Hong Kongu, choć wcześniej snułem podróżnicze plany. W 180 sekund od kliknięcia „Play” wiedziałem już tyle, że mogłem w duchu powiedzieć sobie: „Ej, rzeczywiście. Hong Kong jest warty odwiedzenia”. Dalej było już tylko lepiej. A i argument, którym rzucono na końcu – bije w twarz i patrzy, czy równo puchnie. Z reguły nie zastanawiamy się nad tym, że te kilkadziesiąt lat, które nam dano na zobaczenie świata zlatuje bardzo szybko i zapewne nie zdążymy zobaczyć wszystkiego, co byśmy chcieli. Osobiście, ja mam cały czas wrażenie, że jak przyjdzie mi umrzeć, to będę sobie pluł w brodę, że nie zjadłem tego, nie zrobiłem tego, nie żywiłem się zdrowiem, czy że częściej nie biegałem o poranku. Gonciarz wyrywa to z człowieka, podsuwa pod nos i subtelnie mówi: „rusz się, człowieku – jedno masz życie”.

I to wszystko przy genialnej oprawie wizualnej. Miasto i z dołu i z góry – dzielnice nędzne i bogate, ludzie i kultura. Jak czasami patrzę na to, co wyrabiają osoby związane z filmem – zazdroszczę im talentu do pokazywania tego, co ważne. Ja albo nie urodziłem się z taką umiejętnością, albo jeszcze jej w sobie nie odkryłem. Ale to wyczyn pokazać tak wiele w tak krótkim czasie. I nie powiedziałbym, że z tego ogromu bodźców narzekałem „przejedzenie”. Nawet product placement, który pojawił się w filmie Gonciarza (Intel) nie zakłócił mojego odbioru filmu. Da się? Da się. Za to Krzysztofowi chciałem podziękować – dawno nie oglądałem czegoś tak dobrego i tak mocnego w Internecie.

Grafika: 1