34

Pandemia sprawiła, że ludzie wsiedli do samochodów. Czy miasta coś z tym zrobią?

nowy jork auta
Ludzie, chcąc czuć się bezpiecznie znacznie częściej wybierają samochody jako swój środek transportu. Jeżeli na drogi wyjeżdżą o 30 proc więcej aut, władze miasta muszą jakoś na to zareagować.

Jest wtorek, 13. października 2020. Właśnie okazało się, że w kraju mamy ponad 5000 zakażeń koronawirusem. Według Worldometer jesteśmy obecnie w TOP 3 zakażeń. TOP 3 – wyprzedzamy wszystkie kraje, z których naśmiewaliśmy się, żę ludzie tam są krańcowo głupi i nie przestrzegają zasad sanitarnych. I co? I Stany Zjednoczone oglądają dziś nasze plecy w tym rankingu, mając o wiele większą populację (Tutaj mały edit – dane do Worldometera spływają nieregularnie i tego samego dnia o 19:00 spadliśmy na 7 miejsce. Nie zmienia to jednak tezy artykułu). Sytuacja jest nie mniej ni więcej tylko beznadziejna, szczególnie dla służby zdrowia. I niestety, ale jak zła sytuacja by nie była, to nastroje społeczne raczej nie pozwolą na drugi, kompletny „lockdown”. Po prostu ludzki umysł nie jest w stanie bać się zagrożenia przez tak długi czas. Dziś wirus po prostu jest. Dalej zabija, dalej paraliżuje szpitale i przychodnie, ale już nie jesteśmy w stanie bać się go tak jak na początku. Nie znaczy to jednak, że nie można nic zrobić, by ograniczyć jego rozprzestrzenianie się.

Ludzie przesiedli się do samochodów – umożliwmy im to!

Jak wynika z Barometru Warszawskiego, cyklicznego badania pokazującego opinie i zachowania mieszkańców stolicy wynika jasno, że w stosunku do zeszłego roku znacznie zmalała liczba osób poruszających się komunikacją miejską codziennie zmalała o 10 punktów procentowych, z 55 do 45 proc. Jednocześnie – znacznie wzrosła liczba tych, którzy codziennie wybierają samochód – z 21 proc. w zeszłym roku do 27 w tym. Oznacza to wzrost o prawie 30 proc! Nie ma się oczywiście co tym ludziom dziwić – jazda samochodem jest bowiem zwyczajnie bezpieczniejsza. Patrząc po tym, że badanie zostało przeprowadzone we wrześniu, jestem zdania, że dziś, gdy mamy czterocyfrowy dzienny przyrost liczba obywateli która korzysta z własnego transportu jest jeszcze większa.

auta

Patrząc na ruch na drogach w Warszawie widać wyraźnie, że póki lockdown nie zostanie wprowadzony siłą, nikt nie ma zamiaru rezygnować z wykonywania swoich obowiązków. Wróciły bowiem korki i zapchane w godzinach szczytu arterie. Jestem więc bardzo ciekawy, czy miasto ma zamiar cokolwiek zrobić z faktem, że ludzie dla własnego bezpieczeństwa wybierają samochody. Moim zdaniem w tym temacie można zrobić całkiem sporo, ponieważ w gestii miasta leży wiele decyzji ułatwiających komunikację tym pojazdem. Po pierwsze – zwiększyłbym przepustowość głównych arterii, takich jak Trasa Łazienkowska czy most łazienkowski wpuszczając samochody na buspasy. I tak – wiem, że Trasa się sypie i grozi zawaleniem, ale takie zaniedbania to temat na zupełnie inny felieton. Po drugie – odwróciłbym wszystkie zmiany, które niedawno miasto poczyniło, a które miały „ograniczyć negatywny wpływ samochodów na przestrzeń publiczną”. Mówię tu chociażby o sytuacjach takich jak na Placu Zbawiciela, gdzie jeden pas ronda został zabrany, żeby okoliczne kawiarenki mogły stawiać na nim swoje stoliki. Finalnie – udrożniłbym główne węzły komunikacyjne, w dużej mierze odwracając niedawne decyzje władz miasta.. Kierowcy jeżdżący po śródmieściu pewnie wiedzą, jak fatalnym pomysłem jest naziemne przejście dla pieszych przy skrzyżowaniu Alei Jerozolimskich z Emilii Plater, uniemożliwiające płynny skręt w prawo z tej ulicy w kierunku Ochoty. Takich utrudniających życie kierowców decyzji jest więcej w całym mieście i jestem pewien, że każdy z mieszkańców ma swoje przykłady.

Nie mówię tu, że te zmiany powinny być permanentne. Nie mam nic do buspasów i udogodnień dla pieszych – w końcu każda osoba w autobusie czy poruszająca się pieszo to jeden pojazd mniej na drodze. Jednak w obecnej sytuacji, gdy w grę wchodzi ludzkie życie może warto przemyśleć, co ceni się bardziej. Jeżeli ludzkie życie, miasto powinno pokazać, że robi to co w jego mocy, by zapewnić ludziom bezpieczeństwo.

Jeżeli natomiast nie zrobi nic, wnioski można wyciągnąć samemu.