49

Pamiętacie jeszcze czasy, kiedy nie byliśmy ciągle online? Tęsknicie?

Życie szkolne i to w internecie — w 2002 roku to dwa zupełnie inne światy. Realni znajomi i znajomi online. Realne problemy, no i te problemy online. Ja wiem że gdy byliśmy młodzi świat był prostszy. Mieliśmy nieco inne kłopoty na głowie, a jedynka z nielubianego przedmiotu wydawała się końcem świata. Mimo wszystko jako cyfrowy emigrant doskonale pamiętam świat bez internetu, świat z internetem i ten obecny — w którym brak internetu wydaje się być czymś nie do pomyślenia. Przynajmniej dla większości z nas.

Życiorys wypisywany w statusach Gadu-Gadu i walka o każdy megabajt

W 2002 roku laptopy nie były tak powszechne jak dzisiaj, o telefonach z internetem z których korzystać można by sobie poklikać ze znajomymi można było zapomnieć. W praktyce więc internet szczęściarze mieli tylko w domu, szkole, biurze — pomiędzy nimi możecie postawić i / lub. Bo rzadko kto mógł liczyć na taki luksus wszędzie.

Czas spędzany online, to był czas który spędzaliśmy przed komputerem. Czasami godzina dziennie, czasami cztery godziny dziennie, a czasami wcale. Ba, doskonale pamiętam wakacyjne wypady, gdzie przez dwa tygodnie nie zaglądałem na komunikatory — zostawiałem jedynie wiadomość w statusie, do kiedy mnie nie ma — sugerując by w razie potrzeby wysyłać SMS.

To co jeszcze kilkanaście lat temu było standardem, teraz wydaje się wprost nie do pomyślenia. I choć młodsze pokolenie w dużej mierze nie jest w stanie sobie wyobrazić jak to było przed internetem, ja — podobnie jak wielu z was — doskonale pamiętam. I nie ukrywam że… czasem tęsknię. Nie miewam już szans odcięcia się od sieci na kilka-kilkanaście dni (chociażby dla własnej wygody i korzystania z nowych Map w podróży), ale zdarza mi się kilkanaście godzin offline. I bardzo sobie ten czas cenię.

Offline w 2019 roku? Da się, przynajmniej na chwilę

Ze względu na specyfikę mojej pracy — na co dzień internetu nie opuszczam. Jeżeli nie ma mnie przy komputerze, to regularnie co kilkadziesiąt minut przeglądam nowości ze świata z poziomu smartfona. Dlatego też podczas wakacyjnych wyjazdów staram się korzystać z komfortu bycia poza siecią tak dużo, jak tylko się da. Po wylądowaniu w innej części świata z premedytacją nie kupuję kart SIM, a plan dnia ustalam sobie z góry przed wyjściem z hotelu — dbając o to, by wszystkie najważniejsze informacje mieć zapisane w pamięci smartfona. To działa — i to jedna z najważniejszych części mojego odpoczynku. Psychiczne odetchnięcie od tego, co robię na co dzień.

U mnie sytuacja jest dość niestandardowa, ale często rozmawiając ze znajomymi poruszam temat higieny związanej właśnie z byciem online. I jeszcze nie trafiłem na nikogo, kto poszukiwałby ucieczki, albo przyznawał wprost że ucieka od bycia zawsze online. Po prostu im to nie przeszkadza. Sam w żaden sposób tego nie oceniam — raczej chodzi mi o to, że czas bez internetu, regularnego odświeżania, powiadomień i kontaktu z całym światem to dla mnie luksus i czas, w którym naprawdę mogę odpocząć. I zwyczajnie mi do niego tęskno.

Ale może to tylko proste sentymenty, bo nie pamiętam już jak uciążliwe było korzystanie z internetu 128 kbps, a każdy — nawet trwający kilkanaście sekund — materiał wideo przed obejrzeniem pobierało się na dysk.