5

Sam zamieniałem miejscami krzyżak i gałkę. Jak sprawdza się pad Astro C40 TR?

Większości graczy wystarczą standardowe kontrolery dodawane do konsol i mówiąc szczerze, doskonale ich rozumiem. Niektórzy chcą jednak czegoś więcej, chcą sięgnąć po półkę premium, poczuć lepszy plastik, dostać dodatkowe przyciski czy możliwość konfiguracji. Kilka ostatnich tygodni grałem na e-sportowym padzie Astro C40. Jak było?

Astro zawsze będę kojarzył ze sprzętami wyższej klasy i tak też wspominam zestaw słuchawkowy Astro Gaming A50. To samo uczucie towarzyszyło mi podczas testów przeznaczonego PlayStation 4 i PC pada Astro C40 TR. Eleganckie, choć pozbawione fajerwerków pudełko, sztywne etui w zestawie – na pewno przynajmniej jeden poziom wyżej niż standardowe konsolowe kontrolery. Podobnie jak pad, który już przy pierwszym kontakcie sprawia wrażenie sprzętu zrobionego z lepszej jakości plastiku.

No hej, grubasku

W języku angielskim jest takie fajne słowo „bulky”, które idealnie opisuje wygląd Astro C40. Masywny, gruby, nieporęczny – tego typu odczucia będą towarzyszyć posiadaczom PS4 w pierwszej godzinie zabawy. Pad jest zdecydowanie masywniejszy i bardziej „rozbuchany” rozmiarem względem DualShocka 4. Obawiam się, że osoby z mniejszymi dłońmi mogą mieć pewne problemy z komfortem, ale to tylko spekulacje. Zdecydowano się tu na zgrabne połączenie ciemnej szarości, czerni i czerwieni zmieszanej z pomarańczem. Pad wygląda dobrze, a jeszcze lepiej leży w dłoni dzięki fajnemu, delikatnemu gumopodobnemu wykończeniu elementów trzymanych w jej wnętrzu. Gałki i krzyżak mają przyjemny ruch, tak samo jak przyjemny skok zafundowano przyciskom. Te oznaczono trójkątem, kółkiem, krzyżykiem i kwadratem – identycznie jak w PlayStation 4. Wszystko fajnie kiedy gracie na konsoli Sony, na PC trzeba będzie natomiast zapamiętać który przycisk do czego służy – ale to drobiazg.

Bumpery i spusty są dobrze wyprofilowane, te drugie można regulować przełącznikami umieszczonymi na spodzie pada. Mogą mieć więc on standardową długość lub zostać skrócone by reagować szybciej – nigdy nie był to dla mnie ogromny gamechanger, jednak faktycznie w strzelankach czuć, że reakcja jest minimalnie szybsza. Co dziwne, miałem jakieś problemu z tą funkcją na PC, po skróceniu przyciski przestawały działać. Błąd, coś z softem, czy może ograniczenie w grach na komputerze? Tego niestety nie wiem, na PS4 system działa natomiast tak jak powinien.

Astro C40 posiada dwie dodatkowe łopatki, którym można przypisać funkcje. Wszystko fajnie, oprócz tego tylko w teorii są one dobrze rozmieszone i idealnie wchodzą pod palce. W praktyce bowiem ciągle przypadkowo je naciskałem, co oczywiście wpływało na grę. Idzie się do tego przyzwyczaić, ale jednak uznaję to za problem, a nie przydatną dodatkową funkcję. Jest to o tyle dziwne, że podobne rozwiązania bardzo lubiłem w kontrolerach Razera, gdzie przypadkowe naciśnięcie łopatek było naprawdę sporadyczne.

Pad posiada oczywiście płytkę dotykową, zachowujemy więc jej funkcjonalność na PlayStation 4 – tyle tylko, że z uwagi na rozmiar kontrolera, dużo trudniej sięgnąć do niej kciukiem niż w przypadku DualShocka 4. Na dole znalazło się miejsce na złącze mini-jack 3,5 mm więc podłączycie do pada słuchawki przewodowe, kontroler posiada również wibracje.

Astro C40 posiada dedykowaną aplikację, która pozwala nie tylko na zmianę konfiguracji przycisków czy przypisanie funkcji do łopatek, ale również na ustawienie czułości gałek. Super sprawa, wymaga jednak podłączenia się do komputera – pewnie to niemożliwe, ale fajnie byłoby mieć tę możliwość również z poziomu PlayStation 4. Pada podłączycie zarówno przewodowo (dołączony do zestawu kabel microUSB), jak i bezprzewodowo za pomocą dongla z zestawu.

Według zapewnień producenta, C40 będzie działać na jednym ładowaniu 12 godzin i choć nie miałem okazji przesiedzieć pół doby przy jednej sesji, to tak na oko jest to wartość realna i raczej niespecjalnie przejmowałem się tym, że podczas zabawy kontroler zaskoczy mnie tak nieprzyjemnie, jak robi to często DualShock 4.

Śrubokręt i do dzieła

Astro C40 to konfigurowalny pad, wystarczy tylko chwycić za śrubokręt z zestawu. Odkręcamy frontową płytkę zabezpieczoną czterema śrubkami. Kiedy ją zdjąłem, zobaczyłem trzy „sloty” – umieszcza się w nich jeden z trzech modułów. Mamy dwie gałki i jeden krzyżak – tak, dobrze myślicie – można zamienić je miejscami wedle uznania. Dziwne ustawienie dwóch gałek po lewej stronie kontrolera pominę, bo nie ma ono sensu, natomiast wszyscy, którym przeszkadzają dwa analogi umieszczone w jednej linii (znak rozpoznawczy PlayStation 4) będą zachwyceni. Wystarczy kilka chwil by przełożyć krzyżak na dół, a gałkę do góry by uzyskać efekt właściwy dla padów do Xboksa One. Czy gra się tak lepiej? Wszystko zależy od preferencji i przyzwyczajenia, każde ustawienie ma swoich zwolenników i przeciwników, jednak moim zdaniem pomysł stosowany w kontrolerach Microsoftu jest bardziej naturalny dla dłoni, co przekłada się też na wygodę grania. Dla mnie więc możliwość przełożenia lewej gałki na górę i zrobienie konstrukcji asymetrycznej jest jednym z największych atutów Astro C40.

W zestawie znajdziecie jeszcze cztery dodatkowe grzybki na gałki, więc w kwestii dostosowania pada pod własne preferencje jest naprawdę dobrze. Zarówno śrubokręt, dongla i części wymienne można wrzucić do zgrabnego, sztywnego etui. To też jak najbardziej na plus – nawet nie chcę myśleć jak łatwo takie małe elementy zgubić.
Kompletnie nie wiem od czego to zależy, ale napotkałem na pewne problemy podczas grzebania w padzie. Otóż każdy z modułów ma czerwoną kreskę informującą o tym jak powinien być ustawiony przed skręceniem. Niby wszystko w porządku, ale po założeniu płytki i dokręceniu śrubek często zdarzało się, że sprzęt nie działał. To znaczy wykazywał jakieś oznaki funkcjonowania i na przykład mogłem w menu PS4 przesuwać się tylko w prawo. Brałem więc śrubokręt, rozkręcałem – wszystko zamontowane tak jak trzeba. Wyciągam, wkładam, wyciągam, wkładam – zaskakiwało za drugim albo za trzecim razem. Druga sprawa to płytka, która nie zawsze dokręcała się równomiernie i na przykład odstawała w prawym dolnym rogu. Nauczyłem się żeby każdej śrubce dawać po jednym ruchu podczas dokręcania, a później dokręcać jednak po drugiej – ale też nie zawsze udało się perfekcyjnie wskoczyć na miejsce. Wiadomo, że im więcej takich poprawek tym mniej wytrzymają śrubki i gwinty, więc uczulam żeby robić to dokładnie i dopasować wszystko idealnie przed finalnym skręceniem.

Czy takie rozkręcanie jest wygodniejsze niż magnesy w padach konkurencji? Z jednej strony trzeba trochę pokręcić, z drugiej mamy pewność, że żaden z elementów nie wypadnie i nie zniknie gdzieś pod kanapą czy nie wystrzeli w kąt pokoju podczas wyciągania z etui.

Werdykt

Astro C40 nie jest na pewno kontrolerem idealnym. Nie działa z Xboksem i warto o tym pamiętać. Fajnie, że ma dongla i za jego pomocą łączy się z komputerem czy konsolą – niby zabiera slot USB, ale mam przynajmniej pewność, że nie będzie cyrków jak z niektórymi padami firm trzecich, które zdecydowały łączyć się z konsolą za pomocą protokołu BT.

Dla mnie Astro C40 jest wygodny, choć wymaga przyzwyczajenia ze względu na swój rozmiar i „klockowatość”. Dlatego też obawiam się, że wiele osób może męczyć swoimi gabarytami, co ostatecznie wpłynie na obniżenie komfortu zabawy. I tak, powrót do DualShocka 4 po dłuższej sesji z Astro C40 naprawdę mocno czuć. Ale wrażenia z użytkowania mam jak najbardziej pozytywne. Przeszedłem na nim nowe Call of Duty: Modern Warfare i strzelało się bardzo przyjemnie, tak samo jak siekało roboty w NieR: Automata, do którego powróciłem po dwóch latach. Więc tak, to solidny, dobry, fajnie wykonany pad.

Niestety największym minusem kontrolera jest jego cena – to aż 849 złotych. Gdyby uciąć z tego tak ze 200-250 złotych, odbiór byłby zdecydowanie lepszy. Ja wiem, że Astro, że pro-gaming, że możliwości konfiguracji, ale nawet 2 lata temu za te same pieniądze można było kupić podstawowe PlayStation 4, w dodatku z grą.