13

Otwarte przestrzenie w biurach irytują? Jest na to sposób – Tomoko

Nowe firmy, nowa formuła pracy - tak można krótko podsumować zmiany, do jakich dochodzi w niektórych biurowcach. Znikają nie tylko ściany i drzwi, ale nawet boksy wyznaczające przestrzeń konkretnych osób. Jest biurko, jest komputer i... tyle. Czasem biurek i komputerów znajdzimey naprawdę sporo, a tłum ludzi przebywa na jednej przestrzeni niczym w szkolnej klasie. To podobno ma sprzyjać pracy. Rozwiązanie idealne? Produkty typu Tomoko świadczą o tym, że nie.

Pracuję w domu. Ma to swoje wady i zalety – kto spróbował, ten wie. Dlaczego w domu, a nie w biurze? Bo biuro jest w innym mieście. Najprostsza odpowiedź, ale nie wyczerpuje tematu. Współpracowałem kiedyś z firmą, która miała biuro ulokowane kwadrans jazdy autobusem od mojego mieszkania. I też nie jeździłem. Postanowiłem sprawdzić, czy w biurze będzie się pracowało lepiej, lecz ów test pokazał, że nie. Albo siedzisz w słuchawkach na uszach przez cały dzień (co praktykowali niektórzy koledzy) albo jesteś rozpraszany prze różne rzeczy: rozmowy, telefony, osoby przychodzące i wychodzące, krzyki na korytarzu, zaczepki ze strony innych… W domu wydajność niby spada, ale w biurze nie była lepsza.

Zastanawiałem się nad tym niejednokrotnie, gdy czytałem o biurach w nowym stylu, czasem oglądałem filmy z takich miejsc czy sam je odwiedzałem i powtarzałem, że chyba nie dałbym rady. O czym mowa? O otwartej przestrzeni, która w ostatnich latach stała się tak popularna. W niektórych przypadkach wynika ona po prostu z oszczędności, cięcia kosztów lub niechęci do kombinowania w pomieszczeniu. W innych tłumaczy się, że to celowy zabieg, że podnosi się jakość pracy. Dobrym przykładem materiał opublikowany swego czasu przez Facebooka, Mark Zuckerberg pokazywał, jak pracuje się w ich siedzibie:

Nie ma biur, gabinetów, przepierzeń, ścianek. Z pomocą lornetki można pewnie obserwować osoby znajdujące się po drugiej stronie sporego budynku. A wśród szeregowych pracowników siedzą i Zuckerberg i inni top menedżerowie. Chociaż tu pewności nie mam – może mają też inne biurowce, a w nich znajdziemy już gabinety dla szych? Dowiadujemy się jednak, że każdy ma swój stolik właśnie w tym miejscu. Powód? To ma poprawiać jakość pracy. Każdy ma dostęp do każdego, ludzie są bardziej kreatywni, gdy tworzą w takim zespole, jest przyjacielska atmosfera, nie ma podziałów itd. Ile w tym prawdy?

Na to pytanie niestety nie znam odpowiedzi. Wiadomo jednak, że to nie jest wymysł Zuckerberga – taki model stosują przecież inne firmy. Duże i małe, amerykańskie i polskie, starsze i bardzo młode. Idea otwartej przestrzeni ma naprawdę wielu zwolenników. Ale są i przeciwnicy. Co więcej, pojawiają się pomysły mające pomóc tym, którzy nie przepadają za tłumem i takim miejscem pracy, a muszą/powinni w nim przebywać. Z myślą o nich zaprojektowano Tomoko. Na pierwszy rzut oka, to dość zabawny gadżet. Na drugi też. Gdybym jednak miał pracować w dużym biurze z wielką otwartą przestrzenią, pewnie sam bym w niego zainwestował…

Tomoko powstał w biurze projektowym w Finlandii, wykonuje się go z filcu poliestrowego, istnieją dwa modele: pierwszy stawia się na biurku, można tam wsunąć komputer, głowę chyba też – tak wynika z opisu, ale musiałbym spróbować, by stwierdzić, że to wygodne i ma sens. W drugiej wersji przypomina to… lampę? Tomoko zawiesza się na takiej wysokości, by siedząc lub stojąc można tam ulokować głowę – widać to na grafikach. Pełna izolacja od świata zewnętrznego? Nie – jest ponoć ciszej, nie widzi się wszystkiego wokół (jednocześnie nie jest się widzianym), lecz to nie umożliwia całkowitego „wyłączenia”. Może i wygląda dziwnie, ale pozwala skupić się na wykonywanym zadaniu i jest dla otoczenia sygnałem, że nie należy przeszkadzać.

Zatrzymując się przy tym projekcie, zacząłem trafiać na podobne pomysły. Klosze przyczepiane do ścian, budki przypominające te telefoniczne, parawany na biurka. Potrzeba matką wynalazku. Jednocześnie wypada stwierdzić, ze skoro jest podaż, to pewnie jest i popyt. Czyli idea otwartej przestrzeni jest przez niektórych łamana. Z pomocą Tomoko robi się to dość zauważalnie. To z kolei skłania do zadania pytania czy jest sens tworzyć biura przypominające te Facebookowe, skoro część pracowników taki model pracy zwyczajnie męczy i demotywuje?

Tak, wiem, że to problem pierwszego świata. Ale jednak problem. W niektórych przypadkach pewnie bezrefleksyjnie wdrażany „bo tak robią w Ameryce” albo „tak robi Facebook”. A ostatecznie może się okazać, że jeśli do biura wstawi się 20 takich wygłuszających kloszy, to szybko znajdą się w nich głowy pracowników. Bo niby fajnie jest omówić jakiś projekt z kolegą z sąsiedniego biurka, lecz potem trzeba to jeszcze wprowadzić w życie. A to wymaga nierzadko sporego skupienia.