22

Oto FSE-M – pierwszy, polski i elektryczny samochód dostawczy

Szczerze powiedziawszy to do dzisiaj nawet nie wiedziałem, że coś takiego jak Fabryka Samochodów Elektrycznych w Bielsku-Białej istnieje. Teraz okazuje się, że wyprodukowała swój pierwszy samochód, choć może to określenie nieco na wyrost. FSE-M to przerobiony na elektryka Fiat Doblo.

FSE-M to początek całej gamy aut

FSE to niewielka firma, która założona została przez Thomasa Hajka, managera związanego od 25 lat z motoryzacją. Firma finansowana jest w tej chwili ze środków UE oraz prywatnych inwestycji, ale niedługo rozpocznie kampanię crowdfundingową, w której chce zebrać około 1 mln PLN, a w dalszej perspektywie wejść również na giełdę. Pieniądze mają pozwolić na rozszerzenie oferty, która prawdopodobnie będzie również bazowała na pojazdach Fiata. Tak jest po prostu taniej, choć niestety przystosowanie auta spalinowego, do napędzania silnikiem elektrycznym wiąże się z pewnymi kompromisami.

W przypadku modelu FSE-M baterie o pojemności 33,2 kWh zostały zamontowane pod podłogą i w przestrzeni bagażowej, co niestety sprawiło, że próg załadunkowy jest podniesiony o około 20 cm. I ma to oczywiście swój wpływ na pojemność, która w zależności od wersji może wynieść od 3,4 do 4,6 m^3. Ładowność to natomiast 600 kg, o 400 kg mniej niż wersja spalinowa. Warto jednak odnotować, że same baterie litowo-jonowe pochodzą z polskiego oddziału firmy BMZ. Polski jest również silnik.

Jak podaje branżowy serwis elektrowoz.pl silnik elektryczny zaprojektowany i zbudowany przez polską firmę Komel jest w stanie rozwinąć moc 85 kW (116 KM) i zaoferuje moment obrotowy na poziomie 250 Nm. W połączeniu z bateriami o pojemności 33,2 kWh ma to zapewnić zasięg w graniach 100-180 km, w zależności od załadunku. Nie jest to dużo, ale FSE twierdzi, że zna swoich klientów i dla nich taki dystans pokonywany w ciągu jednego dnia jest wystarczający. Reszta elementów karoserii i wyposażenia pochodzi z Fiata Doblo. Firma nie ukrywa, że zdecydowała się na taki krok z powodu kosztów. Zaprojektowanie własnej platformy to wielomilionowe koszty, a firma do tej pory wydała podobno około 10 mln PLN.

W przyszłości mają pojawić się zarówno mniejsze jak i większe samochody dostawcze, wszystkie będą oczywiście napędzane silnikiem elektrycznym. Firma ocenia, że w 2025 roku będzie w stanie wyprodukować 10 000 samochodów, ale niestety mam wrażenie, że to bardzo optymistyczne szacunki.

FSE – kibicuje ale jestem sceptyczny

FSE nie podało jeszcze przynajmniej oficjalnie ceny swojego dostawczaka, ale można założyć, że będzie to kwota wyższa niż 100 000 PLN. Trzeba jednak pamiętać, że powinien załapać się na rządowe dopłaty, więc w rezultacie może cieszyć się niezłą popularnością wśród klientów instytucjonalnych. Szczególnie, że bazuje na sprawdzonym rozwiązaniu jakim jest Fiat Doblo.

Jednak jak czytam, że na rozwój fabryki potrzeba 1 mln PLN ze zbiórki crowdfundingowej, to zapala mi się czerwona lampka. Produkcja samochodów to nie jest tani biznes, a 1 mln PLN to nie jest duża kwota. Trudno brać w takim przypadku na poważnie plany produkcji 10 000 samochodów rocznie za 6 lat. Nie wspominając nawet o tym, że jedną z innowacji ma w tych samochodach ma być montaż paneli fotowoltaicznych na dachu. Nie sądzę aby pozwalały one na znaczne zwiększenie zasięgu w ciągu dnia.

Może jednak się mylę i auta FSE będą się sprzedawać w tysiącach egzemplarzy, wtedy z przyjemnością odszczekam swoje słowa i pogratuluje firmie dobrych produktów :-)

zdjęcia pochodzą z materiałów prasowych producenta