38

Ostatnia rewolucja Apple

Konferencja WWDC 2011 zakończona, usługa magazynowania danych w chmurze zaprezentowana. Rewolucji nie było, a w oczach wielu komentatorów wiało nudą. Tymczasem rewolucja nadchodzi, z czego być może nikt jeszcze nie zdaje sobie sprawy. HISTORIA : By zrozumieć na czym polega innowacyjność produktów Apple, które później prasa nazywa „rewolucyjnymi” należy cofnąć się do przeszłości. W 1984 […]

Konferencja WWDC 2011 zakończona, usługa magazynowania danych w chmurze zaprezentowana. Rewolucji nie było, a w oczach wielu komentatorów wiało nudą. Tymczasem rewolucja nadchodzi, z czego być może nikt jeszcze nie zdaje sobie sprawy.
HISTORIA : By zrozumieć na czym polega innowacyjność produktów Apple, które później prasa nazywa „rewolucyjnymi” należy cofnąć się do przeszłości.

W 1984 roku Apple zaprezentowało komputer Macintosh, który zrewolucjonizował sposób w jaki korzystamy z komputerów (innowacyjne UI, myszka itp.) W 2001 roku pojawił się iPod, który rytmach popularnej i często darmowej muzyki z internetu, odprowadził Walkmana i Discmana do Krainy Wiecznych Łowów. Rok 2007 to już rok iPhone’a, na którego temat chyba nie ma co się rozpisywać. iPad – to już rok 2010. Warto zauważyć, że wszystkie te produkty były swoistym novum, ale nie stały się od razu rewolucją, jakby chciało tego Apple.

Pierwszy Macintosh był nieprzyzwoicie drogi a sprzedawcy w sklepach odradzali jego zakup z racji skromnych możliwości rozbudowy, niewielkiej pamięci czy małego ekranu. Tak naprawdę, sprzedawał się słabo. Pierwszy iPod, zaprezentowany zresztą kilka tygodni po tragedii WTC 11 września, przeszedł w mediach właściwie bez echa – co ważne, działał tylko z systemem Apple. Pierwszy iPhone został wprost wyśmiany przez konkurentów jak Nokia czy Microsoft – Steve Ballmer z MS nazwał produkt „najdroższym telefonem świata bez klawiatury”, dodając na łamach USA Today: „There’s no chance that the iPhone is going to get any significant market share. No chance.” Pierwszy iPhone, sprzedawany jedynie w USA znikał z półek w umiarkowanym tempie. Podobnie jak pierwszy iPad.

Podsumowując przydługi wstęp, produktom Apple potrzeba czasu i rozwoju by mogły zrewolucjonizować rynek – nowości które firma prezentuje pierwszy raz jeszcze rewolucją nie są i powodują jęk zawodu. Tak widocznie było i tym razem na prezentacji WWDC 2011, gdzie Apple zaprezentowało właściwie tylko usługi iCloud i iTunes Match. No właśnie…

UKRADNIJMY SOBIE MUZYKĘ

iTunes Match to usługa rewolucyjna, choć na taką nie wygląda. Więcej na ten temat napisałem już w tym artykule, jednak chcę przypomnieć: iTM pozwala na legalizację utworów nie zakupionych w żaden oficjalny sposób. Wytwórnie jeszcze nie biją na alarm, choć już pojawiają się pierwsze głosy krytyki tego modelu „przechowywania danych”. Zaskakuje jednak brak ostrej i zdecydowanej reakcji ze stron muzycznej Wielkiej Czwórki czyli oligopolu Universal Music Group (Francja), Sony Music Entertainment (Japonia/Niemcy/USA), EMI Group (Wielka Brytania) i Warner Music Group (USA). Być może do akcji już wcześniej wkroczył Steve Jobs, który jak donoszą media, zapłacił „za być może milczenie w tej kwestii” prawie ćwierć miliarda dolarów?
Wydaje się, że Steve Jobs puścił 6 czerwca do wszystkich oko – muzyka krąży w internecie w formacie cyfrowym, jest jak powietrze i tlen, który wdychamy bezwarunkowo czy tego chcemy czy też nie. Słuchania muzyki nie można nikomu zabronić i pobierać za to opłat w takiej formie jak to ma miejsce dzisiaj. Czas na nowy sposób przechowywania i dystrybucji tego typu dóbr – czyżby czas na nową rewolucję?

OSTATNIA REWOLUCJA APPLE

Apple od jesieni tego roku za pomocą usługi iTunes Match będzie w stanie „zalegalizować” do 2500 utworów niewiadomego pochodzenia w cenie 25 dolarów rocznie. Ale na tym nie spocznie – technologicznie nie jest gotowe (podobnie jak Google czy Amazon) do przechowywania muzycznych terabajtów danych w chmurze. Ale będzie, być może już w ciągu roku lub dwóch lat. Wniosek? Apple szykuje kolejną rewolucję, jednak odłożoną w czasie. Tym razem jednak Cupertino nie będzie prezentować nowego modelu urządzenia na „i”. Być może Steve Jobs za 2 lata po raz ostatni raz wyjdzie na scenę by zaprezentować usługę, która tym razem nie zmieni sposobu w jaki korzystamy z komputerów (Mac) czy słuchamy muzyki (iPod, iPhone) ale zmieni sposób w jaki muzykę kupujemy i konsumujemy. Wydaje się, że patrząc na iTunes Match, Apple przygotowuje się do wprowadzenia abonamentu, który pozwoli na legalne ściąganie muzyki ze sklepu iTunes Store – bez limitu.

Czy to rewolucja? Muzyka „za darmo” w dobrej jakości, na wyciągnięcie ręki (iPhone’a), wszędzie, zawsze, na każdym urządzeniu Apple i bez ograniczeń. Legalnie. Taka wizja z pewnością spodoba się milionom. Oto mógłby paść ostatni bastion hipokryzji w której tkwią od lat prawnicy, uczniowie, nauczyciele, policjanci, politycy ściągając nielegalne pliki; jak i przedstawiciele wytwórni płytowych, którzy do dziś nie mogą się pogodzić i nie mogą sobie poradzić z efektami digitalizacji produktu jakim jest muzyka. Ta walka nie ma sensu – muzyka wraz ze wsparciem wytwórni stała się produktem, artyści – animatorami rozrywki, a jedynym celem stał się zarobek. Muzyka to dziś produkt, który podobne jak opony w aucie – zużywa się. Jeśli tak, to czemu muzyki nie można kupować w pakiecie tak jak torebek chusteczek w Tesco ? Utwory Dody czy Rihanny są hitami, które za rok wylądują na śmietniku historii, podobnie jak zużyte chustki do nosa. Świat się zmienił i Apple wydaje się to rozumieć.

ZAPANOWAĆ NA CHAOSEM

Sam Steve Jobs nie był nigdy zwolennikiem abonamentu na muzykę – uważał że powinno kupować się utwór za określoną cenę. Każdy bowiem chciał mieć muzykę w swoim zasięgu by móc jej posłuchać wtedy kiedy ma na to ochotę. Ten sam Jobs zauważa jednak że świat poszedł do przodu i podobnie jak pliki filmowe, także pliki muzyczne można streamować dziś z internetu. Muzyka jest już wszędzie – trafia do nas i atakuje bez przerwy – w radiu, telewizji, koncertach, pubach – teraz wdziera się bezpośrednio do naszych urządzeń bezprzewodowych w postaci programów Pandora czy Tuba FM. Można mieć ją wszędzie, w każdej ilości i na wyciągnięcie ręki. Jak nie odpłatnie, to przecież także za darmo (YouTube). Wytwórnie muzyczne stają więc przed wyzwaniem – czy szalenie bronić swoich praw do tego co wydaje się być już poza całkowitą kontrolą, czy po prostu muzykę „uwolnić” a samemu pobierać opłaty, które i tak w ostatecznym rozrachunku przyniosą większy zysk, niż utrzymanie status quo. W myśl zasady „lepiej zarobić mniej niż przez piractwo w ogóle” wydaje się być dobrym pomysłem – ten trend chyba wyczuwa samo Apple a iTunes Match to stopa włożona w drzwi biura muzycznych gigantów – Cupertino na pewno na tym nie poprzestanie…

iTunes Match może stać się (choć nie musi) preludium do rewolucji jakiej nie było w dziejach internetu. Odkąd muzyki nie słucha się za pomocą fizycznych nośników a do jej konsumpcji nie potrzeba chodzić do sklepu, nie można jej już sprzedawać. Można wykupić prawo do jej słuchania. Ponieważ świat pędzi coraz szybciej, konsument jest w stanie przyswoić jedynie pewną liczbę płyt czy utworów bo na więcej nie ma zwyczajnie czasu. Koncerny twierdzą, że ponoszą przez piractwo ogromne straty, ale ilu piratów mających wielogigabajtowe biblioteki mp3, przesłuchały je choć raz w życiu w całości ? Apple mogłoby wprowadzić światową równowagę między tym co sprawiedliwe i legalne, zmieniając bieg wydarzeń na zawsze. Abonament na muzykę stałby się ostatnią rewolucją Apple w takim rozmiarze. Patrząc z tej, jak na razie wydaje się niewiarygodnej perspektywy, ostatnia konferencja Apple to kamień milowy w historii nowoczesnych technologii. Pytanie czy ta wizja jest realna, pozostawiam czytelnikom.

Rafał Pawłowski
Tekst pierwotnie na blogu MyApple
http://myapple.pl/blogs/rafal-pawlowski-7455/ostatnia-rewolucja-apple-82/