2

Opłaca się kupować polskie gry. To inwestycja na lata zabawy

Nasi rodzimi twórcy z roku na rok radzą sobie na rynku coraz lepiej, a reszta świata darzy ich coraz to większą miłością. To świetnie!

To nie do końca jest tak, że to my – Polacy – jesteśmy świętą krucjatą, ruszającą naprzeciw tym okrutnym wydawcom spoza naszych granic. Po prostu tak się dobrze składa, że najwięksi z naszych twórców kierują się dobrymi praktykami, dając przykład mniejszym kolegom z okolic i reszty świata. Mówię tu oczywiście głównie o Techlandzie i CD Project Red. Każdy z polskich graczy doskonale zna te marki, pewnie większość z nas ogrywała ich tytuły. Szczerze wierzę też w to, że większość zaopatrzyła się w gry w pełni legalnie, wspierając twórców.

Polscy twórcy dają dobry przykład

Dying Light nie może narzekać na brak wsparcia od twóców. Gra wyszła w 2015 roku, a dalej otrzymuje aktualizacje i dodatki. Pięć lat wsparcia to praktyka naprawdę godna pochwały. Wiedźmin otrzymał sporo darmowych DLC, niedawno poinformowano o cross-save’ach. Obie firmy po prostu uczciwe podchodzą do swoich odbiorców i są za to chwalone nie tylko przez Polaków, ale i fanów z całego świata. Redzi mogą pochwalić się w tym momencie jednym z cieplejszych wizerunków w całej branży, brawa dla nich!

Steam może się uczyć od GOG-a. Nowa polityka zwrotów jest świetna

Oczywiście istnieją też smutniejsze aspekty tego wszystkiego. Głównym „problemem” jest fakt, że w ogóle musimy cieszyć się z uczciwego podejścia do graczy. Wielkie firmy przyzwyczaiły nas, że wcale tak nie musi być. Ileż to już psów powieszono na EA czy Bethesdzie, trudno zliczyć. Od dłuższego czasu część czołówki firm prześciga się wzajemnie w byciu gorszym w oczach graczy. A to w ogóle nie wspierając swoich produktów, a to uśmiechając się wyłącznie do fanów z większym portfelem. Niedopracowane gry, wielkie rozdrabnianie się z DLC, podawanie wszystkim odgrzewanego kotleta i tak dalej, i tak dalej. Mówiąc najprościej – po prostu nie są fair. W obliczu takich sytuacji marki, które zachowują się uczciwie i rozsądnie są wynoszone na piedestał i otrzymują największy aplauz. Oczywiście, że robią dobrą robotę, ale czemu musi nas tak cieszy zwykła uczciwość? Czy jest szansa, że dojdziemy do momentu, w którym będziemy chwalić za naprawdę śmiałe gesty, a nie za podstawy? Byłoby cudownie.

O trzech elementach, dzięki którym gra wygląda pięknie i o sile społeczności w wydobyciu piękna każdej gry

Wszystko też z czegoś wynika. Redzi nie byli od początku świętoszkami. Wystarczy wspomnieć o aferze z gonieniem piratów przy wydaniu drugiego Wiedźmina. Zabezpieczenia przy tym produkcie napsuły krwi nawet uczciwym odbiorcom, blokując im dostęp do gry w pierwszych dniach po premierze. Słowem – działo się. Na szczęście wyciągnęli z tego wnioski i przy trzeciej części wszystko już poszło świetnie, przy Cyberpunku sprawa ma wyglądać podobnie. Techland i CD Projekt Red łączy również to, że nie wydają co roku po jednym tytule AAA, nie wspominając o większej liczbie. Ich zasoby nie pozwalają na takie praktyki, wielkie tytuły dostajemy w odstępach czasowych. W trakcie tej przerwy jakoś trzeba sobie radzić i żyć. Wspieranie własnych gier w czasie przerwy sprawia, że gracze o nich nie zapominają, bo sami nie czują się pominięci. To po prostu rozsądna zagrywka marketingowa, niepozwalająca im stracić w oczach fanów. I bardzo dobrze.

Wszyscy bądźmy po prostu fair

Nie tylko Polaków stać na wielkie gesty, ale bardzo się cieszę, że to właśnie Polacy potrafią dbać o swoich fanów i nie zaprzestają tych praktyk, mimo rosnącego znaczenia w branży. Bardzo bym się ucieszyła, gdyby to z nas brano przykład. Dużo gorzej będzie, jeśli to my skusimy się na powielanie schematów od tych niedobrych twórców. Zawsze szczerze zachęcam do wspierania tych, których działania najbardziej nam się podobają. Pokazujmy twórcom, że doceniamy ich podejście, zachowując się równie uczciwie jak oni, a może kiedyś jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie…