przeglądarka opera
18

Opera ma się z czego tłumaczyć. Takie aplikacje nie przysporzą im fanów ani wiarygodności

Opera to nie tylko lubiana przeglądarka internetowa, ale także inne projekty. A wśród nich, jak informuje Hindenburg Research, aplikacje z pożyczkami na wysoki procent. Bardzo wysoki.

Opera Software, czyli norwerska firma odpowiedzialna za jedną z najpopularniejszych przeglądarek internetowych dostępnych na rynku, dotychczas kojarzyła się jako firma, której spokojnie można zaufać. Ich flagowy produkt cieszy się bardzo dobrą opinią, zarówno pod względem samej przeglądarki i jej działania, jak i etyki i podejmowanych kroków przyświecających jej twórcom. Okazuje się jednak, że nie wszystko jest takie jednoznaczne, bo owszem. Opera sama w sobie jest produktem naprawdę fajnym, przemyślanym i bez obaw warto po nią sięgnąć rozważając zmianę aplikacji do przeglądania WWW, ale podobno nie wszystkie projekty firmy mogą poszczycić się równie dobrą opinią. Są takie, których lepiej unikać — a teraz mogą dodatkowo przysporzyć wizerunkowych problemów.

Zobacz też: Google wprowadza zmiany, operatorzy protestują. Koniec z drogimi kredytami w aplikacji

Opera ma na swoim koncie kilka aplikacji, które nigdy nie powinny były powstać?

Z opublikowanego przez Hindenburg Research raportu wynika, że Opera Software ma na swoim koncie cztery aplikacje których intencje są dość dyskusyjne. Mowa tu o CashBean, OKash, OPay oraz Opesa, które tworzone były głównie z myślą o rynkach indyjskim, kenijskim oraz nigeryjskim. Wszystkie cztery naruszają regulamin Google Play w kwestii oprocentowania. Według regulaminu sklepu, największe z nich w skali roku wynosić może 33%, stawki oferowane przez operowe aplikacje są wielokrotnie większe. Rekordowo (w Opesa) sięgać mogą nawet 438 procent! Co ciekawe: aplikacje chwaliły się rozsądnymi pożyczkami od 91 do 365 dni. W praktyce jednak użytkownicy mieli 29 dni (w OKash) albo nawet…. poniżej piętnastu dni, na oddanie sumy bez chorych procentów. Żadna nie spełniała regulaminowych sześćdziesięciu dni, o których mowa w regulaminie Google Play. A kiedy osoby pożyczające pieniądze ominęły termin spłaty, oprocentowanie potrafiło podskoczyć nawet do… uwaga, 876 procent!

Zobacz też: Lubisz naprawdę szybkie przeglądarki? Opera 64 jest dla Ciebie

Mało? No dobrze, to na dokładkę dodam jeszcze, że niektóre z programów rzekomo pobierały dane z książki telefonicznej, po czym nękały znajomych, rodzinę, współpracowników i kogo tam jeszcze mieliśmy wiadomościami i telefonami. Wszystko to z nadzieją na wywołanie presji i szybszą spłatę. Według twórców raportu, te aplikacje mogły być dla Opery narzędziami które tworzą pozory dużo większych przychodów, mimo że ich główny produkt… no cóż, w tej kwestii nie jest jakoś specjalnie szalony.

Sprawa jest poważna — i jeżeli te oskarżenia się potwierdzą, Opera może znaleźć się w tarapatach. Nie wiem jakie konsekwencje prawne czekają na firmę (poza spadkiem cen akcji, bo to mamy już za sobą — z około 9 dolarów na 7.15 dolara), ale myślę że może to odbić się czkawką wśród wiernych fanów ich rozwiązań, którzy nie bez powodu zaufali właśnie produktom Opery. A takie zagrywki… no cóż, budzą sporo wątpliwości.

Zobacz też: Oto nowa Opera Reborn 3. Przyszłość zaczyna się dziś

 

Aktualizacja:

Stanowisko Opery wobec ostatniej spekulacji

Grupa Opera jest świadoma istnienia raportu grającego na zniżkę cen akcji, opublikowanego 16 stycznia 2020. Firma uważa, że raport jest pełen błędów, bezpodstawnych stwierdzeń, mylących wniosków oraz interpretacji działalności biznesowej firmy jak i wydarzeń jej dotyczących.

Firma niedawno wystartowała i wyskalowała z sukcesem kilka nowych przedsięwzięć biznesowych jednocześnie dalej prezentując solidne wyniki finansowe. Firma zamierza dalej wykorzystywać swoją znaną markę i ogromne grono 360 milionów użytkowników w celach dalszego wzrostu. Firma pozostaje oddana utrzymaniu wysokiego standardu etycznego i stałej ewolucji naszych produktów, działań i ładu korporacyjnego.