98

OneDrive to chmura wbudowana w Windows 10. I działa najgorzej ze wszystkich

Mogłoby się wydawać, że jeśli dana usługa/aplikacja staje się częścią systemu operacyjnego, to pod pewnymi względami będzie działać lepiej. Moje oczekiwania wobec OneDrive'a są jednak najwyraźniej zbyt wygórowane.

Zacznę od podstawowej informacji – używam jednocześnie czterech usług w chmurze. Dropboksa, Dysku Google, iCloud i OneDrive’a. Dwie pierwsze potrzebują dedykowanych aplikacji, trzecia jest częścią integralną systemu macOS, a OneDrive stał się elementem Windows 10.

Do dziś pamiętam nawet moment, w którym OneDrive połączono z Windows 8 i wprowadzono tak zwane migawki. Chodzi oczywiście o wirtualne pliki – opcję odwzorowania struktury katalogów 1:1 na dysku bez potrzeby pobierania wszystkich plików. Wybrane przez nas foldery są przetrzymywane lokalnie, ale pozostałe są migawkami, miniaturkami, skrótami do pełnych wersji obecnych w chmurze. Jeśli mnie pamięć nie myli, to Microsoft zrobił to jako pierwszy. Później, na dłuższą chwilę się z tego wycofał, ale na całe szczęście dzisiaj znów możemy korzystać z tej funkcji.

Szkoda tylko, że coraz rzadziej mam ochotę używać samego OneDrive’a.

Wpis ten nie powstaje pod wpływem emocji wynikających z jednorazowego przypadku. To całe miesiące gromadzonej  przeze mnie irytacji z przeróżnych powodów. Czasami OneDrive odmówi posłuszeństwa i nie potrafi ukończyć procesu przesyłania niektórych plików. Inne natomiast bez końca są pobierane, choć wygląda na to, że już dawno w całości zapisano je na dysku. Ale jest jedna sytuacja, która dziś rano przelała czarę goryczy, ale głównie dlatego, że to już któryś raz, gdy muszę się tym zajmować, marnując czas.

Dlaczego OneDrive wylogowuje mnie z mojego konta?

Nie byłoby w tym nic dziwnego, choć powinno, gdyby jednocześnie wylogowano mnie z konta Microsoft także w innych usługach i aplikacjach. Ale oczywiście się tak nie dzieje. Moje konto Microsoft w Windows 10 nadal synchronizuje wszystkie ustawienia, Poczta pobiera wiadomości e-mail, Skype działa w tle i tak dalej. Jedynie OneDrive miewa takie problemy. Regularnie.

Powiecie, że ponowne wpisanie adresu e-mail (o zgrozo), hasła i potwierdzenie logowania w aplikacji nie jest żadnym wyczynem. No nie jest. Podobnie jak wskazanie mojego „nowego” miejsca na pliki, bo nie chciałbym trzymać danych na partycji systemowej. Problemem nie jest też zaczekać na sprawdzenie danych, zsynchronizowanie ewentualnych zaległości, tym bardziej, że to wszystko będzie już działo się bez mojego udziału.

Ale dlaczego w ogóle ja muszę to robić?

Dysk Google czy Dropbox ani razu mnie w ten sposób nie zaskoczyły, a skoro OneDrive stał się składową Windows 10, to nie powinien przez to działać lepiej od nich? Pod słowem „działać” znajdziecie wszystko – od radzenia sobie z problemami, po ponowne zalogowanie, a na tradycyjnym synchronizowaniu danych kończąc. Zgadza się, OneDrive powinien po prostu działać. Szczęśliwi użytkownicy OneDrive’a mnie za to znienawidzą, ale iCloud na macOS takich problemów nie miał. Nigdy.

Być może dożyję takiego pięknego dnia, w którym usługa Microsoftu nie będzie rzucać kłód pod nogi z samego rana i będę mógł zająć się właściwą pracą, zamiast przywracania ustawień aplikacji, która jeszcze dzień wcześniej działała bez przeszkód. OneDrive to generalnie dobra usługa, pojemna, z fajnym interfejsem i to właśnie z niej jako pierwszej korzystałem, gdy firmy zaczęły oferować tego typu rozwiązania (kto pamięta SkyDrive?:).