0

Jest coś magicznie odpychającego w OLX. Są to… ludzie

Platformę OLX najlepiej wspominam z powodu przeprowadzonej przez nią akcji marketingowej, w której usługodawca wysłał w świat bardzo prosty komunikat. Bądź sobą - chyba, że jesteś chamem. Janusz Chabior idealnie pasował do tych materiałów - potem wystąpił również w cyklu "Zdarzyło się najlepszym", w którym OLX przestrzegał przed nieuczciwymi praktykami niektórych użytkowników. Jak jest? Wydaje się, że jest lepiej. Ale...

Ale, ale. Miałem okazję prowadzić sprzedaż kilku rzeczy w serwisie OLX i w dalszym ciągu koordynuję jedną „większą”. Ta ostatnia generuje największe zainteresowanie i czasami jest tak, że dziennie odpowiadam na kilka, kilkanaście wiadomości. Zainteresowani proszą o więcej zdjęć, próbują negocjować, umawiać się na prezentację. Czasami kontakt jest naprawdę przyjemny i rzeczowy. A czasami… cóż, ręce mi opadają.

Nie usłyszałem co prawda, że jestem „po*****ny z tą ceną”, że chyba mnie sutki pieką, że cham ze mnie i prostak, bo nie mam ochoty szczególnie mocno się targować. Ale martwi mnie co innego – w jaki sposób komunikujemy się z obcymi ludźmi, od których chcemy coś kupić w internecie? Czy na pchlim targu podeszlibyśmy do sprzedawcy i wypalili od razu:

– ile?
– Proszę Pana, 50 złotych
– dam 30
– niestety nie sprzedam za taką cenę
– ok, nara

W ciągu ostatnich 6 miesięcy sprzedawałem łącznie z 5 rzeczy w tym serwisie i bywało różnie. Mniejsze rzeczy rozchodziły się szybko, te droższe i większe – odrobinę dłużej. W dalszym ciągu „bujam się” ze sprzedażą tej największej – nieruchomości, ale tutaj najprawdopodobniej „wjedzie” pośrednik, bo po prostu nie mam siły codziennie użerać się z nie tyle niekulturalnymi, co po prostu nierzetelnymi użytkownikami. Osobnym problemem jest to, że umawiamy się na obejrzenie działki i nieruchomości – na konkretny dzień i na konkretną godzinę. I uwierzcie mi, że zdarzyło się już parę razy tak, że zainteresowany nie pojawił się. W tym wypadku nie zmarnowałem swojego czasu, a czas bliskiej mi osoby, która mieszka bliżej sprzedawanej nieruchomości i to ona miała odpowiadać za prezentację domu.

Co gorsza, w przypadku drobniejszych rzeczy, zdarzały się absurdalnie bezczelne oferty oraz – tradycyjnie – czy nie da się za darmo? I do tego jeszcze z dowozem sobie ktoś życzy. Nie ma takiej opcji – moje auto na wodę nie jeździ. Jak zapłacisz tyle, ile jest w ogłoszeniu, to chętnie wyjadę z garażu.

Czytaj więcej: Jeszcze więcej miejsca na hosting i pocztę elektroniczną w chmurze nazwa.pl

Witam

Szczerze? Widząc, że rozmówca na OLX zaczyna konwersację w sprawie przedmiotu od „Witam”, wiem, że się po prostu nie dogadamy. Nie mierżą mnie w takich sytuacjach błędy interpunkcyjne, czy ortograficzne – uznajmy, że jest to komunikator, w którym można ludziom wybaczyć pewne rzeczy. Jednak mimo tego można rozmawiać z kimś kulturalnie, na pewnym pożądanym poziomie. I od lat już wbija się ludziom do głowy, że rozpoczynanie rozmowy od „Witam” automatycznie stawia rozmówców w nierównorzędnej konfiguracji – tak, jakby ten zaczynający od „Witam” stał w hierarchii wyżej. I co gorsza – bardzo często zwraca się dalej na „Ty”. Wiecie, z obcym człowiekiem ani kieliszka wódki nie wypiłem, a ten mi wyskakuje ze „zrób mi więcej zdjęć”. I nie ma tutaj nawet „proszę, zrób mi więcej zdjęć”. Mamy jednoznaczny tryb rozkazujący – tak, jakbym miał świńskim truchtem lecieć 100 km na północ Polski i porobić dodatkowe ujęcia nieruchomości.

Ludzie pytają o ogłoszenie, czy jest aktualne, czy można prosić o więcej informacji – w dobrym tonie jest zawsze odpisywać. Więc odpisuję na każdą wiadomość – nawet taką, która „nie rokuje”. Ktoś prosi o więcej zdjęć? Okej – pytam o jakie konkretnie ujęcia chodzi, bo chcę wyjść naprzeciw oczekiwaniom konkretnego zainteresowanego. I co najczęściej otrzymuję? Ani tak, ani nie, ani dziękuję, ani nawet spier…dzielaj.

OLX

– aktualne?
– Dzień dobry, tak, ogłoszenie jest aktualne. Zapraszam do zapoznania się z opisem – jeżeli mają Państwo więcej pytań, chętnie odpowiem. Zapraszam również do kontaktu telefonicznego.
– aha, ok

Cudowne są takie rozmowy, nie zapomnę ich nigdy. Produkuję się, serio dla takiego człowieka (bo mi zależy, żeby sprzedać), natomiast druga strona nie traktuje mnie w ogóle poważnie. Mnie w domu uczono szacunku do nieznajomych – czy to na ulicy, czy to w internecie. W badaniach społecznych Polacy bardzo chętnie uznają siebie za obytych, świadomych oraz kulturalnych i tolerancyjnych. Wiecie, czasami trudno jest mi powiedzieć, że tak jest naprawdę.

Ale, żeby nie było

Są również wyjątki i tutaj muszę pozdrowić jednego użytkownika tego serwisu, który mnie mocno zaskoczył. Chodziło o bardzo niewielką rzecz, której chciałem się pozbyć (a raczej kilku rzeczy). Dosłownie groszowa kwestia. Miałem nie wysyłać poza Rzeszów, a jednak Pan Dariusz urzekł mnie przede wszystkim kulturą osobistą. Umówiliśmy się jak konkretni ludzie, że transakcja przebiegnie tak i tak – i tak właśnie wszystko się zadziało. Do tego stopnia fajnie nam się rozmawiało, że dalej utrzymujemy ze sobą kontakt już poza serwisem OLX. Ja jestem zadowolony, bo pozbyłem się rzeczy i Pan Dariusz również. Ale tutaj poszło właśnie o to, w jaki sposób się do siebie zwracaliśmy – z pełnym szacunkiem.

I wiecie, co? Nie opłaca się być „bucem”, w ogóle. Jest sobie taki parking w Rzeszowie koło ratusza, który jest bezpłatny. Często tam parkuję o różnych godzinach (zazwyczaj jest ciężko, ale nierzadko się udaje). Kilka dni temu zauważyłem, że pewna para ma problem z samochodem – próbują odpalić Forda „na kable” i nic z tego nie wychodzi. Zaoferowałem facetowi pomoc – odburknął obrażony, że nie i w ogóle, to „Panie, idź pan stąd”. Ok, spoko. Poobserwowałem sobie sytuację jeszcze przez 15 minut i byłem pewien, że facet kompletnie nie wie co robi. Rozrusznik, mimo prawidłowego podłączenia kabli od „dawcy” i pewnej obecności wystarczającego źródła energii w ogóle nie kręcił. Ale… jak miał zakręcić, skoro tzw. „bendiks” nie odbijał?

Jako że usłyszałem wcześniej „Panie, idź pan stąd”, to nie przeszkadzałem samotnemu mistrzowi mechaniki samochodowej w trakcie prób uruchomienia auta – a uparty był, bo na parkingu spędził dwie godziny coraz mocniej wkurzając żonę. A mogłem mu powiedzieć: „nie ma prawa zakręcić, ale może pojedzie „na pych””… Podobnie jak i w życiu, tak i na OLX nie opłaca się być „bucem”. A może mylę się, właśnie się opłaca, a mną rządzi niezrozumiały błąd poznawczy?