11

Ołówek ołówkowi nierówny. Moja historia PC

Nigdy nie podjąłem się podkręcania swojego peceta – najprawdopodobniej wynikało to przede wszystkim z obawy przed utratą dostępu do gier na znacznie dłuższy czas i być może nawet wstyd się do tego przyznawać. A czytając kolejne opowieści o tym, jak niektórzy podejmowali się tego zadania, mam do siebie coraz więcej żalu, że nigdy nie zdecydowałem […]

Nigdy nie podjąłem się podkręcania swojego peceta – najprawdopodobniej wynikało to przede wszystkim z obawy przed utratą dostępu do gier na znacznie dłuższy czas i być może nawet wstyd się do tego przyznawać. A czytając kolejne opowieści o tym, jak niektórzy podejmowali się tego zadania, mam do siebie coraz więcej żalu, że nigdy nie zdecydowałem się tego zrobić. Ale chyba nie wszystko stracone, jeden wiekowy pecet stoi jeszcze w kącie mojego pokoju. Dać mu szansę? Zapraszamy do kolejnej odsłony serii Moja historia PC.

Autorem poniższego tekstu jest @PrzemekJ.

Pierwszy raz świadomie i z pełną odpowiedzialnością zmierzyłem się z podrasowaniem mojego sprzętu PC, gdy na rynku pojawił się Procesor o nazwie Celeron. Był to procesor montowany w długim slocie na płycie głównej, który już od momentu premiery kusił wszystkich niesamowitymi możliwościami podkręcania. Wszyscy oblizywaliśmy się smakowicie na myśl, że bez nakładu finansowego, możemy zwiększyć taktowanie procesora o przynajmniej 50%.

Dla mnie osobiście od tamtego momentu zaczął się temat podkręcania i według mnie to był przełom środowiska komputerowego dotyczący szeroko pojętego „overlockingu”. Producenci sprzętu wypuszczali coraz to nowsze rozwiązania pozwalające na podkręcanie za pomocą zwiększania FSB (Front Side Bus). Wszyscy pamiętamy te sławne i pożądane chipsety. Pragnienia były tym większe, gdyż finansowo hiper trudnym zadaniem były częste zmiany podzespołów komputerowych. I mnie się to udało, zakupiłem upragnionego Celerona 300A! Pierwsze opamiętanie przy podnoszeniu częstotliwości zapamiętałem tuż po tym, jak na radiatorze zostawiłem fragment skóry z palca wskazującego. Temperatura rosła niesamowicie szybko. Mała modyfikacja chłodzenia i przekroczyłem 450 MHz. Niestety mój model na dużo więcej mi nie pozwolił.

design-desk-drawing-2172

Kolejnym symbolem w mojej pamięci stał się procesor bezpośredniego konkurenta wspomnianego Celerona, procesor o nazwie Duron. Stało się tak dlatego, że moja ingerencja dotyczyła samego procesora. W Duronie można było odblokować mnożnik! Coś co było na stałe zablokowane, nieosiagalne, powodowało, że wariowaliśmy z podnoszeniem FSB, aby wycisnąć z procesora siódme poty. Tak mnożnik! My użytkownicy – entuzjaści mogliśmy ustawić częstotliwość procesora (FSB * mnożnik), mając do dyspozycji obie z tych wartości. Życie było piękne. Dodatkowego smaczku dodawała metoda jaką można było odblokować mnożnik Durona. Zakupiłem zatem tenże procesor, schowałem wszystkie narzędzia lutownicze, a wydobyłem z szuflady ołówek. Tak ołówek. Wówczas rownież pierwszy raz odczułem wewnętrznie, że istotnie różnią się od siebie ołówki H, B i HB. Gdyby nie mój Duron myślałbym jeszcze bardzo długo, że nauczyciel plastyki ma bzika na punkcie twardości.

Mała rysa ołówkiem HB na procesorze i już po odpaleniu kompa miałem nowy sprzęt. Co prawda czasami zdarzało się, iż na ekranie gościła informacja „unknown cpu”, ale co tam, byłem „overlocerem pełna gębą”. Oczywiście, tradycyjnie zostawiłem materiał genetyczny w postaci skóry na radiatorze. I to właściwie był ostatni moment kiedy czułem, że to ja mogę wpłynąć na mój sprzęt komputerowy od a do z, entuzjastycznie czekając z wypiekami na pierwszy ekran BIOSU.
Dzisiaj każdy producent umożliwia podkręcanie swojego sprzętu i to nie tylko procesora, ale chipsetu, procesora graficznego, pamięci, właściwie wszystkiego. Kilka kliknięć w BIOSIE (bo dzisiaj obowiązuje UEFI) i gotowe. Ba, możemy nawet zapisać nasze ustawienia jak stan gry.

gqvz

Jasne, możliwości są większe, ale czy zabawa również?

Na sam koniec wystukania moich wspomnień dotyczących podkręcania, głównie procesorów, muszę wspomnieć jeszcze o jednym. „Overlockerem”, chociaż nieświadomym, byłem na długo wcześniej niż spotkałem Celerona 300A. Zamieniłem mojego wysłużonego 386DX40 na PENTIUM. I to jakiego? Od razu PENTIUM 100. Jakież było moje zdziwienie, kiedy po latach wymieniałem go na MMX’a, zdjąłem pastę, a moim oczom ukazały się wygrawerowane dwa znaki „7” i „5”. Tak, facet który zgarnął niemałą kasę, wyproszoną u rodziców i dozbieraną z kieszonkowego, wsadził o wiele tańszego PENTIUMA 75 podkręconego na 100. Do dzisiaj mam do niego żal, chociaż nigdy później go nie spotkałem.

Zdjęcia: 1, 2.