14

Okulary AR to taka współczesna telewizja 3D. Czy tak samo skończą?

Im więcej mówi się o tym, jak bardzo rozszerzona rzeczywistość wywróci nasze życie do góry nogami, tym bardziej okulary AR (które na rynek od 10 lat przychodzą, przychodzą i przyjść nie mogą) przypominają mi pompowanie balonika telewizorów 3D.

4 lata pracy w PR nauczyły mnie jednego – każde twierdzenie o przyszłości jest uzasadnione, jeżeli tylko służy sprzedaży produktu bądź usługi. Jeżeli więc jakaś firma chce się pozycjonować jako ekspert w dziedzinie nowych technologii biznesowych, to nie tylko mogę wam zagwarantować, że w jej materiałach prasowych i komentarzach eksperckich znajdzie się wzmianka o AR/VR/5G/IoT, ale też – że te rozwiązania będą przedstawiane jako remedium na wszystkie bolączki każdego biznesu – od mechaników i kwiaciarni, po korporacje zatrudniające setki osób. Dlaczego o tym piszę? Ano co jakiś czas w przypadku technologii konsumenckiej pojawia się produkt, który o ile faktycznie wprowadza nowe rozwiązania, to jego możliwości są podobnie marketingowo rozdmuchiwane do tego stopnia, że gdyby zebrać je razem, to rozciągałyby one się od parzenia kawy po wynalezienie lekarstwa na raka.

Kiedyś taką technologią było 3D, które swego czasu było po prostu wszędzie

Pamiętacie rewolucję 3D? Na pewno pamiętacie. Telewizory 3D miały nas zabrać do nowej, nieodkrytej jeszcze rzeczywistości, w której mieliśmy doświadczać filmów w niespotykanej dotąd jakości. To samo w kinach, gdzie 3D miało zapewniać niesamowite doznania wizualne. Tworzono nawet telefony i konsole 3D. Efekt tego, przynajmniej dla mnie, był taki, że dużo osób kuszonych tymi obietnicami kupiło zdecydowanie za drogie odbiorniki TV, na których przez większość czasu oglądała treści w 2D, a kiedy już przyszło co do czego i można było oglądać film 3D, to w dużej mierze było to doświadczenie co najwyżej „przeciętne”. Z tego też względu telewizorów 3D już się nie produkuje.  W kinach 3D utrzymało się nieco dłużej, chociaż nie wiem dlaczego. Wiem natomiast, że 3D odcisnęło spore piętno chociażby na kinematografii kina akcji i filmy od 2010 r. zaczęły być kręcone w taki sposób, by zawierać sporo scen „które będą dobrze wyglądać w 3D”. Finalnie nie wyglądały one dobrze ani w 3D, ani w 2D i z rewolucji wyszły nici.

Teraz mamy okulary AR, które też mają sprawdzić się „wszędzie”

Jeżeli czytaliście mój poprzedni wpis dotyczący rzekomych okularów od Samsunga, to zapewne wiecie, o co mi chodzi. O ile bowiem technologia AR w formie okularów czy smartfonów jest nam znana od 10 lat i to nie w kwestii teoretycznej, a w postaci możliwej do wdrożenia implementacji, o tyle ich funkcjonalność póki co przydatna jest tylko w teorii. Ze znanych mi sposobów dotychczasowego wykorzystania AR w smartfonach mamy bowiem:

  • nawigację (wskazówki w mapach Google, gdzie znaczniki trasy pokazywane są na obrazie z kamerki)
  • narzędzia do umieszczania wirtualnych obiektów w fizycznej przestrzeni (meble, zwierzątka etc.)

  • gry (Pokemon Go, Minecraft Earth)
  • dodatki edukacyjne (proste animacje po najechaniu na kod QR, np. w muzeach)

Dużo? Moim zdaniem – jak na technologię przedstawianą jako kompletną rewolucję, to bardzo mało. Dodatkowo – część projektów jak Minecraft Earth jest właśnie zamykana ze względu na znikome zainteresowanie. Co natomiast obiecują nam okulary AR?

  • rewolucję w pracy (ułatwiona praca fizyczna np. w magazynach, praca biurowa przy monitorze AR)
  • rewolucję w konsumpcji multimediów (gry AR, filmy na wirtualnym ekranie)
  • rewolucję w poruszaniu się (nawigacja AR)
  • rewolucję w szkolnictwie  (wirtualne modele i makiety, nowy sposób wymiany informacji i wiedzy)
  • rewolucję w zakupach (przeglądanie oferty sklepu w AR)

Tak naprawdę której dziedziny życia byśmy nie dotknęli, tam AR przedstawiana jest wciąż jako czynnik, który wywróci wszystko do góry nogami. Mój problem polega na tym, że taka ilość nadziei pokładana jest w jednym gadżecie – okularach. Dziwi mnie fakt, że nikt nawet nie przejmuje się tym, że AR w smartfonach okazało się dosyć spektakularną klapą i oprócz Pokemon Go nie przyniosło ze sobą żadnej rewolucji. I nagle ta sama technologia zaimplementowana w okularach, które będą miały słabsze podzespoły, mikroskopijne baterie i kiepskie wyświetlacze ma stać się rewolucją? Bo chyba nie chcecie mi powiedzieć, że mówimy tu o ciężkich i niewygodnych Microsoft HoloLens – pozdrawiam każdego kto chciałby w nich oglądać film w AR zamiast na telewizorze.

AR z nami zostanie, ale nie zmieni rzeczywistości dla 95 proc. z nas

To do czego zmierzam to to, że AR stało się dla mnie chyba najbardziej „przehajpowanym” zjawiskiem ostatnich lat. Tak, ta technologia jest fajna, ale w żadnej mierze nie jest „rewolucyjna” bardziej niż inne aspekty postępu technicznego. Jestem przekonany, że produkty takie jak okulary do rozszerzonej rzeczywistości w końcu trafią na rynek, ale kiedy tak się stanie, bardzo szybko przekonamy się, że ich funkcjonalność jest mocno ograniczona względem oczekiwań. Dalej będziemy oglądać filmy na telewizorach, pisać przed ekranami komputerów (bądź smartfonów) i uczyć się z książek i PDF’ów. Wszystko dlatego, że takie sposoby są po prostu wygodniejsze, bardziej naturalne i nikt nie będzie chciał sobie tych procesów utrudniać (bądź pogarszać ich jakości) w imię samej tylko „innowacji”.

I tak, AR z nami zostanie, nie zniknie jak telewizja 3D. Ba, jestem przekonany, że znajdą się branże, w których faktycznie technologia ta okaże się być przydatna. Gdybym miał zgadywać, gdzie AR faktycznie mogłoby się sprawdzić, to byłaby to medycyna, projektowanie wnętrz czy różnego rodzaju inżynieria. Jednak jestem bardzo sceptyczny odnośnie tego, czy jako ludzkość porzucimy nasze smartfony, telewizory czy monitory i przeniesiemy się w świat AR. W takiej formie, w jakiej technologia ta przedstawiana jest obecnie wymagałoby to bowiem moim zdaniem zbyt dużych kompromisów jakościowych, a efekty przedstawiane na materiałach promocyjnych (tu wracam do rzekomego klipu Samsunga) osiągalne są tylko i wyłącznie w wyobraźni działów marketingu.

Innymi słowy – zwyczajnie nie dajmy się zwariować.