0

Ogniem i mieczem. Moje ulubione narzędzia mordu z gier wideo

„Kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie” mówi przysłowie wywodzące się z Ewangelii wg św. Mateusza. Gracze, którzy wcielają się w bohaterów gier wideo nie podlegają tej regule. W wirtualnych światach to my wybieramy narzędzie, którym wysyłamy wirtualne istnienia na tamten świat, przeważnie mając do dyspozycji znacznie szerszy wachlarz zabawek niż nasi przeciwnicy. W tym […]

„Kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie” mówi przysłowie wywodzące się z Ewangelii wg św. Mateusza. Gracze, którzy wcielają się w bohaterów gier wideo nie podlegają tej regule. W wirtualnych światach to my wybieramy narzędzie, którym wysyłamy wirtualne istnienia na tamten świat, przeważnie mając do dyspozycji znacznie szerszy wachlarz zabawek niż nasi przeciwnicy. W tym zestawieniu zebrałem dziesięć swoich ulubionych pukawek, choć znalazło się w nim również miejsce na kilka sztuk broni białej.

Na początku chciałbym dodać kilka słów uzasadniających moje wybory. Na powyższej grafice widzicie elementy uzbrojenia, które są bardzo charakterystyczne dla niektórych tytułów. Idealnym przykładem jest tutaj łom, który każdemu od razu powinien skojarzyć się z serią Half-Life. Ten ikoniczny kawałek metalu jest nieodzownym fragmentem wizerunku Gordona Freemana, głównego bohatera serii. Zgodzę się z tym, że to broń kultowa. Tyle że nie jest moim celem wyliczenie wszystkich kawałków żelastwa, które od lat pojawiają się w grach wideo i gdy tylko któraś z nich odnosi sukces, te z miejsca stają się wręcz kultowymi narzędziami mordu. W artykule wyrażam moją subiektywną opinię i przypuszczam, że część z tych przedmiotów nigdy nawet nie leżała w waszych wirtualnych łapach. Te dziesięć sztuk broni sprawiło mi niezwykłą przyjemność podczas eksterminacji przeciwników lub z innych, szczególnych względów zapadły w mojej pamięci, dlatego się tu znalazły. Czegoś Ci tu brakuje? Napisz o tym w komentarzach, ale nie kręć nosem na moją dziesiątkę, bo zarobisz headshota.

Portal – Portal Gun

portal-gun

Trudno nazywać narzędziem mordu urządzenie z gry wideo, w której właściwie nikogo nie zabijamy. Choć teoretycznie pod wyrządzanie krzywdy można podciągnąć dewastowanie wieżyczek obronnych, to jednak nie walka jest przeznaczeniem Portal Guna, którego pełna nazwa to właściwie Aperture Science Handheld Portal Device. Jeżeli jakimś cudem ominęliście tę pierwszoosobową grę logiczno-zręcznościową od Valve, to musicie wiedzieć, że ta biała „spluwa” służy do tworzenia portali we wszystkich powierzchniach płaskich. Zabawy przy tym co nie miara, a w porównaniu do innych FPSów, w których dzierżymy w rękach jakieś żelastwo, trzeba tutaj mocno wysilać szare komórki. De facto nigdy tyle nie zastanawiałem się zanim nacisnąłem spust, dlatego Portal Gun dostaje szczególne wyróżnienie, choć trochę odbiega od tematyki mojego zestawienia. Ideę karabinów robiących magiczne rzeczy, które gracz wykorzystuje do rozwiązywania łamigłówek logicznych, rozwinęli twórcy gry Antichamber, często zresztą kojarzonej właśnie z Portalem. To jednak urządzenie od wirtualnego Aperture było pierwsze i to właśnie ono ma szczególne miejsce w mojej pamięci.

Dark Souls – Crystal Ring Shield

moonlight-shield

W Dark Souls przywalić przeciwnikowi tarczą nie jest niczym niezwykłym, gdyż jest to ruch, który postać z kilkoma punktami siły powinna wykonać bez problemu. Dzięki temu każdą tarczę można wykorzystać jak oręż. Ale ta jest specjalna. Można ją wykuć, wykorzystując duszę jednego z bossów, księżycowego motyla. Jakie było moje zdziwienie, kiedy odkryłem – sam, bez poradników – że akurat tą szczególną tarczą można rzucać w przeciwników. Jak frisbee. Jak Kapitan Ameryka! Wystarczyło namierzyć przeciwnika i nacisnąć przycisk odpowiedzialny za atak lewą ręką, żeby Crystal Ring Shield poleciała prosto we wroga i zadała mu kolosalne obrażenia. To był świetny sposób na każdego bossa, a pomniejsze potwory padały jak muchy, przez co mogłem zbierać dużo dusz i mocno podnieść poziom postaci. Jedyną wadą rozwiązania było to, że każdy rzut zabierał tarczy podaj 1/20 paska wytrzymałości, a potem trzeba było lecieć do kowala i ją naprawiać. Potem jazda się skończyła, bo From Software wypuściło łatkę, która mocno nerfiła Crystal Ring Shield. Nazwijcie mnie cheaterem, ale Dark Souls to gra, która nie jest fair i ja też nie byłem z nią fair. Nie instalowałem tego patcha przez dobre dwa tygodnie, tak bardzo lubiłem moją tarczę. Łezka się w oku kręci.

Baldur’s Gate II – Lilarcor

Długo szukałem materiału z polską ścieżką dźwiękową, ale niestety bezskutecznie. Lilarcor (już na trzeźwo mam problem z wymówieniem tego imienia!) to myślący i przede wszystkim mówiący miecz, co czyni go wyjątkowym i mocno wyróżnia na tle innych kawałków stali z całej sagi Baldur’s Gate. W grze nie było powiedziane, jaka jest historia jego pochodzenia, ale to nie jest ważne. Lilarcor miał charakterek. Potrafił drażnić swoimi tekstami, co niektórym graczom mogło przeszkadzać i odtrącać ich od używania – a miecz świetnie nadawał się choćby dla Minska. Minsc i Lilarcor ze swoimi odzywkami stanowili duet, który robił z drugich Wrót Baldura niemalże komedię. Jak dla mnie Lilarcor to świetny smaczek i oryginalny pomysł na urozmaicenie gry.

Borderlands 2 – The Bane

W pewnym sensie The Bane przypomina Lilarcora. To gadający karabin SMG, jedna z dwóch trzech mówiących broni w Borderlands 2. Od tej drugiej, Shotguna 1340, odróżnia go to, że nie tylko rzuca tekstami przy przeładowywaniu czy zmienianiu broni (Realodin’! Swappin’ weapons!), ale i sam odgłos strzelania jest onomatopeją… powiedzmy. Odgłos wystrzału zastąpiono okrzykiem drących się meksykanów. Głos podkładała Ashly Burch, czyli ta sama osoba, która występuje w grze jako Tiny Tina. Strzelanie z The Bane to kupa śmiechu i świetny sposób na wkurzenie innych domowników.

Gears of War – Lancer

lancer

W końcu jakieś normalne karabiny, co? No, nie do końca. Ktoś w Epic Games wpadł na świetny pomysł, żeby urozmaicić podstawowy karabin maszynowy, dołączając do niego piłę łańcuchową. Gra przez to stała się jeszcze bardziej brutalna, bo gdy tylko jakiś Dron czy inny brzydal z rasy kosmitów zwanej Szarańczą znajdzie się w zasięgu zwarcia, to aż się prosi, żeby potraktować go piłą zamontowaną w Lancerze i wykonać krwawą egzekucję. Robiłem to. Wiele razy. Nazwijcie mnie sadystą, ale bawiłem się przednio.

Fallout – Pancor Jackhammer

pancor-jackhammer

Tutaj nie mogłem znaleźć lepszego zrzutu ekranu, a ten konkretny pochodzi z gry Fallout Tactics: Brotherhood of Steel, choć PJ pojawił się już w drugiej części Fallouta. Moje uwielbienie do Pancora Jackhammera to chyba kolejna manifestacja mojego wewnętrznego sadysty, bo ta broń jest wprost stworzona do tego, aby zakradać się do przeciwnika i z możliwie bliskiej odległości walić mu serią w łeb, plecy, czy jakąkolwiek inną część ciała. Serią. Z shotguna. Wyobrażacie to sobie? Jeśli odjąć przypadki, w których strzelamy do jakichś mocno opancerzonych drabów, to zawsze kończy to się fontanną flaków, co nawet w dwuwymiarowym Falloucie 2 wyglądało miodnie.

F.E.A.R. – 10 mm HV Penetrator

penetrator

Jeśli mnie pamięć nie myli, to ta fantazyjna spluwa pojawiła się już w demie nieco straszniej strzelanki od studia Monolith. W pełnej wersji zaś przez znaczną część gry była moją ulubioną bronią. Z pewnością bronią palną, choć wystrzeliwującą bardzo nietypowe pociski. Penetrator strzelał gwoździami, tudzież metalowymi mini-kołkami, które były w stanie przybijać przeciwników do ścian. Dzięki całkiem sprawnemu jak na tamte czasy silnikowi fizycznemu, niektóre z takich śmierci kończyły się efektownymi figurami godnymi najbardziej wygimnastykowanych joginów. Poza tym dzierżąc w łapach tę broń naprawdę czuło się, że mamy moc.

Halo – Energy Sword

energy-sword

Fragment gry, w którym po raz pierwszy Energy Sword pojawił się w Halo: Combat Evolved do dzisiaj wspominam jako bardzo trudny, bo jeśli dobrze pamiętam, to w pewnym hangarze rzuciło się na mnie dwóch Sangheilich i to kompletnie znienacka, bo obcy byli niewidzialni. Niestety Master Chief nie miał wtedy możliwości pomachania świetlistym orężem, a tę dostał dopiero w drugiej części serii, którą niestety – jako jedyną – ominąłem z braku platformy. Jednak już w Halo 3, a potem chyba również w ODST, na pewno w Reachu i Halo 4 Energy Sword był moją ulubioną bronią nie tylko w trybie single player, ale i w rozgrywkach wieloosobowych. Mogę się poszczycić seriami dziesięciu i więcej cichych egzekucji pod rząd. Machanie Energy Swordem do dziś sprawia mi więcej przyjemności niż inny sposób na „ręczne” wykończenie gracza, czyli wprowadzone w Halo Reach assasination.

Quake III Arena – Rocket Launcher

rocket-launcher

Kolejna ikoniczna, bez wątpliwości kultowa broń palna w moim zestawieniu. Lubiłem ją właściwie z trzech względów. Po pierwsze, ma czadowy wygląd i to nie podlega żadnej dyskusji. Po drugie, umożliwia jakże ważne dla tego tytułu rocket jumpy, które ze zwykłej strzelaniny sieciowej robią grę zręcznościową, w której wygrywa ten, kto lepiej umie się poruszać po mapie. Po trzecie, to kolejna broń, która ma moc. Czasami nawet nie trzeba bezpośredniego trafienia, a wystarczy strzał w ścianę czy w podłogę, żeby siła wybuchającej rakiety zjechała przeciwnikowi pasek życia do zera.

Far Cry 3 Blood Dragon – Killstar

killstar

To trzeba zobaczyć. Chciałem wrzucić jakiś film z YouTube’a, ale wtedy zdradziłbym Wam za dużo z tej – niestety – krótkiej gry ociekającej klimatem filmów akcji z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Killstar to metalowa, trzyramienna gwiazda, którą główny bohater montuje na lewej ręce. Obracając się, emituje wiązkę czerwonego jak miecz Lorda Vadera lasera, który gdy tylko trafi w przeciwnika, powoduje niemal natychmiastową śmierć. Przy czym tak zabity przeciwnik wydaje odgłos podobny do pękającego popcornu. W każdej normalnej grze wideo posądziłbym twórców o przegiętą siłę rażenia, ale tutaj jest to jak najbardziej na miejscu. Zwłaszcza, że Killstara dostajemy praktycznie na samym końcu kampanii. Dzięki temu rozwiązaniu bardzo przyjemnie biega się po wyspie już po przejściu gry i odblokowuje wszystkie brakujące znajdźki.

***

Kolejność w zestawieniu zupełnie przypadkowa. W nagłówku użyłem grafik autorstwa Daniela Nyari.