14

Odkrywam „Sekrety Apple’a”. Na starcie niesmak, ale może być lepiej

Nie oceniaj książki po okładce. Podejrzewam, że to zdanie słyszał każdy z naszych Czytelników. To jedna z mądrości ludowych, która zdecydowanie wykracza poza sferę druku. Tym razem jednak odniosę się do podstawowego znaczenia przywołanego hasła. Na AW będzie o książce i to w klasycznym wydaniu, nie e-booka, lecz zapełnionych drukiem papierowych stron, okładki i obwoluty. […]

Nie oceniaj książki po okładce. Podejrzewam, że to zdanie słyszał każdy z naszych Czytelników. To jedna z mądrości ludowych, która zdecydowanie wykracza poza sferę druku. Tym razem jednak odniosę się do podstawowego znaczenia przywołanego hasła. Na AW będzie o książce i to w klasycznym wydaniu, nie e-booka, lecz zapełnionych drukiem papierowych stron, okładki i obwoluty. Uwagę należy poświęcić zwłaszcza tej ostatniej, bo to po prostu koszmar…

Wczoraj w moje ręce trafiła przez przypadek książka, którą kupiłem już jakiś czas temu. Kupiłem i wrzuciłem na półkę, bo za jej czytanie w najbliższym czasie nie zamierzałem się zabierać. Na dobrą sprawę chyba w ogóle tego nie planowałem. Po co zatem kupiłem tę pozycję? Tu bardziej prasuje pytanie „dlaczego?” i odpowiedź: dlatego, że była tania ;) Zgarnąłem książkę na jakiejś wyprzedaży i zapłaciłem za nią równowartość hamburgera w fast foodzie. Okazja, bo wyjściowo książka kosztowała blisko 60 złotych. Tyle bym na pewno nie zapłacił, ale skoro za dyszkę, to wrzuciłem do koszyka. Stwierdziłem, że może się kiedyś przydać.

SAMSUNG

SAMSUNG

Przejdźmy do rzeczy. Książka, o której piszę, nosi wdzięczny tytuł: Sektrety Apple’a. Jakoś szczególnie ich sekrety mnie nie pociągają, ale w dniu zakupu stwierdziłem, że z tego żyję i trzeba poszerzać branżową wiedzę, także na niwie wszelkich sensacji i skandali. Bo właśnie sensacji i skandali spodziewałem się po lekturze. Obwoluta po prostu zniechęca do lektury: tytułu (angielski brzmi Inside Apple) i pozostałe jej elementy biją aurą kryminału, powieści szpiegowskiej i śledzenia zagadki na miarę reptiliańskeigo spisku. Pisząc krótko: koszmar, totalnie odpychający i wywołujący grymas na twarzy.

Okładka zniechęciła, książka trafiła na półkę. I zostałaby tam, gdyby nie wczorajsze poszukiwania jakichś papierów. Stwierdziłem, że skoro już zainwestowałem, to przynajmniej przejrzę. Przejrzałem i… zacząłem czytać. Recenzji dzisiaj nie będzie, ale po kilkudziesięciu stronach lektury muszę stwierdzić, że nie jest najgorzej. Początek poświęcony postaci Jobsa całkiem interesujący. Dla znawców tematu nic nowego, ale dla osoby średnio zorientowanej, może to być niezły zbiór ciekawostek. Siebie lokuję pośrodku i chociaż nie spodziewam się arcydzieła czy też potężnego pakietu wartościowych informacji na temat firmy, to będę kontynuował lekturę.

SAMSUNG

SAMSUNG

Problemem pozostaje nieszczęsna obwoluta. Podejrzewam, że nie jest ona dziełem przypadku – wydawca celowo poszedł w kierunku widocznym na zdjęciach, bo miał nadzieję, że sensacja przyciągnie tłumy. Czy przyciągnęła nie wiem, ale jestem przekonany, że osoby jako tako związane z branżą IT może to odrzucać. Chyba, że ktoś z IT musi się dowiedzieć, jak NAPRAWDĘ działa Apple i co chce ukryć Tim Cook. Szkoda, że Znak, bo to właśnie krakowska firma wydała książkę, poszedł w tę stronę. Zwłaszcza, że po zdjęciu obwoluty, oczom ukazuje się coś ciekawego. Prosta, żółta okładka bez napisów. A przynajmniej bez widocznych napisów – dopiero pod światłem okazuje się, że widnieje tam nazwisko autora (Adam Lashinsky) i tytuł książki. Wszystko powtórzone wiele razy. Ta okładka prezentuje się naprawdę dobrze. Można nawet pomyśleć, iż to… projekt w stylu Apple.

Po zapoznaniu się z „czarami” wydawcy, zacząłem się zastanawiać, czy podobne zabiegi stosowane są w przypadku innych tytułów związanych z IT. Podejrzewam, że na temat Google, Microsoftu czy Facebooka też coś napisano. O samym Apple i Jobsie prawdopodobnie rozpisywało się szerokie grono autorów. Wszystkie pozycje utrzymane są w duchu sensacji? Albo inaczej: czy wszystkie są tak pudelkizowane przez wydawców? Przyznam, że nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie, bo działy technologiczne w księgarniach czy bibliotekach omijam szerokim łukiem – nie można żyć tylko pracą. Zamierzam to jednak zweryfikować w najbliższym czasie, bo sprawa mnie zaintrygowała. Niestety, mam złe przeczucia…

Źródło grafiki: hollywoodreporter.com