26

O tym jak najlepsi dziennikarze na świecie przespali rewolucję

Gazety mają problem. Coraz mniej ludzi chce udawać się do kiosku i wydawać pieniądze, kiedy w Internecie może to wszystko dostać za darmo. Dlatego też redakcje zaczynają przywiązywać większą uwagę od publikowania materiałów w Internecie. Niestety modelu biznesowego nie do się przenieść 1 do 1 ze świata analogowego do cyfrowego. New York Times zdawał się jednak […]

Gazety mają problem. Coraz mniej ludzi chce udawać się do kiosku i wydawać pieniądze, kiedy w Internecie może to wszystko dostać za darmo. Dlatego też redakcje zaczynają przywiązywać większą uwagę od publikowania materiałów w Internecie. Niestety modelu biznesowego nie do się przenieść 1 do 1 ze świata analogowego do cyfrowego. New York Times zdawał się jednak do tej pory zaklinać rzeczywistość i mimo malejących przychodów, dalej tworzyć „gazetę w Internecie”, a nie serwis informacyjno – publicystyczny.

We środę dziennik zmienił swojego naczelnego. Jill Abramson po 3 latach na stanowisku została zastąpiona przez swojego dotychczasowego zastępcę – Deana Baqueta. Wydawca NY Timesa Arthur Sulzberger nie podał przyczyn swojej decyzji, ale nie trzeba być mocno utalentowanym detektywem, aby dostrzec nitki łączące zmianę na najważniejszym w gazecie stanowisku z malejącymi przychodami i popularnością, a także niedawno opublikowanym „Raportem o innowacjach”.

Raport ten jest bardzo pouczającą lekturą dla każdego, kto obraca się w mediach i tworzy treści -zarówno papierowe jak i cyfrowe. Żyjemy w erze przesytu informacjami i deficytu czasu, na wstępie podam więc od razu jak z mojej perspektywy wiedziałbym podsumowanie raportu przez redakcję. Wyglądałoby ono tak:

„Jesteśmy bardzo utalentowanymi dziennikarzami, tworzymy świetne i wartościowe artykuły, ale niestety nie umiemy sprzedać czytelnikom swojej roboty”.

Czytając raport po raz kolejny uświadamiałem sobie, że wielkie przedsiębiorstwa zmienić jest najciężej. Dziwiłem się, że Times, posiadający tak uznaną markę, mógł tak bardzo przegapić rewolucję jaka od kilku lat dzieje się nie tylko social media, ale i ogólnie w Internecie. Wygląda to mniej, więcej tak jakby redaktorzy gazety dopiero teraz odkrywali, że Ziemia nie jest płaska, a ich praca nad artykułem nie kończy się wcale w momencie jego opublikowania bądź wydrukowania.

Wszyscy w branży technologicznej lubimy w podobnym kontekście używać przykładu Nokii jako firmy, która przymknęła oczy na smartfonową rewolucję, tymczasem wydaje mi się, że na naszych oczach rodzi się właśnie przykład jeszcze większego śpiocha, który dopiero teraz podryguje leniwie, budząc się z wieloletniego snu.

O co jednak rozbija się meritum raportu? Najlepiej jest to wyjaśnić na przykładzie. Dwa lata temu Times opublikował bardzo ciekawy artykuł dotyczący zdobywania przez firmy informacji o swoich użytkownikach. Zebrał on na Facebooku 60 lajków… Ale przyznajcie się sami czy kliknęlibyście w taki tytuł, jeśli brzmiałbym on podobnie do tego jak zareklamowałem cały artykuł? Ja bym nie kliknął…

Kliknęła jednak redaktorka Forbesa i postanowiła na jego podstawie zbudować swój własny artykuł, który zatytułowała następująco:

Bez tytułu

Taki tytuł brzmi już zdecydowanie lepiej! Miliony internautów były tego samego zdania, choć tekst był właściwie przepisaniem na nowo słów dziennikarza Timesa, wraz z podkreśleniem najbardziej szokujących fragmentów. W branży wybuchła burza. NY Times oburzył się, że Forbes kradnie mu ruch na stronie (prawie 2,5 mln odwiedzin) i uprawia dziennikarstwo kopiuj – wklej.

Nikt jednak nie pomyślał, że gdyby nie Forbes to tego ruchu nigdy by nie było, a artykuł zginąłby w odmętach sieci…

Dziś, po 2 latach, Times wciąż nie wyciągnął wniosków z tamtej historii. Widać to wyraźnie po miejscu gdzie został opublikowany ich raport – na stronie… BuzzFeed.

A oto moim zdaniem najcenniejszy fragment raportu o innowacyjności:

W erze cyfrowej nie wystarczy być najlepszym dziennikarzem. Opublikowanie – nawet świetnego – materiału to jeszcze nie koniec naszej pracy w newsroomie. Dzisiejsze środowisko informacyjne jest niebywale zatłoczone i wymaga wzięcia odpowiedzialności za losy tekstu na stronie internetowej, w aplikacji i na innych platformach. Oznacza to przeszkolenie wszystkich dziennikarzy w używaniu mediów społecznościowych i wprowadzenie planu prowadzenia konwersacji już opublikowaniu materiału

Można rzec, że Times jest kilka lat za resztą Internetu. Czy zwróciliście uwagę ile mediów społecznościowych ma do swojego profilu podpięte redaktorka Forbesa? Sami możecie zobaczyć zresztą jak funkcjonuje w tym kontekście Antyweb. Postujemy każdy artykuł na Facebooku i G+, a każdy z nas często wrzuca najlepsze rzeczy jeszcze do własnych kanałów społecznościowych. Jednak najważniejsze, że przez prawie cały czas (a Rafał jeszcze częściej) jesteśmy obecni w dyskusji – odpowiadamy na pytania, wspólnie dochodzimy do ciekawych wniosków, czasami dowiadujemy się nowych rzeczy, a zdarza nam się także poprawiać literówki ;)

Times jest tu reprezentantem starego dziennikarstwa, które nie ma na dobrą sprawę racji bytu poza papierowymi gazetami.

Dziś dziennikarz, który nie jest obecny w mediach społecznościowych, jest wart o wiele mniej. Ileż to razy słyszeliśmy, że pierwszymi decyzjami nowych naczelnych wielu gazet i czasopism był wymóg posiadania konta na Twitterze i postowania określonej liczby wpisów dziennie? Jeszcze ciekawiej prezentowałby się zapis w umowie określający poziom Klouta poniżej którego dany użytkownik nie może spaść.

To jednak nie wszystko, co można było znaleźć w raporcie. Analitycy zauważyli, że Times posiada bogatą bazę 14,7 mln artykułów, tworzoną od połowy XIX wieku, którą można w bardzo łatwy sposób zrepostować – opakować w „nowe ciuszki” i sprzedać ponownie, urządzając np. „Wycieczki do przeszłości”.

Bez tytułu

Najpopularniejszym artykułem w historii Timesa okazał się być… quiz, który na podstawie wypowiadanych słów odgadywał, skąd pochodzi osoba je wypowiadająca. Tego typu atrakcje pojawiły się jednak w liczbie… jednej. Choć z drugiej strony taka rozrywka jest bardziej w klimatach BuzzFeeda, ale właściwie dlaczego NY Times nie mógłby zacząć czerpać garściami ze swojego młodszego brata?

Aby przetrwać w erze cyfrowej NY Times będzie musiał drastycznie zmienić model swojego funkcjonowania. A kiedy jest najlepszy czas na zmiany? To trochę jak w tej anegdocie w dębem: Kiedy był najlepszy czas, aby zasadzić dąb? 100 lat temu. A kiedy jest drugi najlepszy moment, aby to zrobić? Teraz!