12

O tym, jak LG i Samsung pół roku walczyły o zniszczoną pralkę

Dzień zakończę informacją z gatunku „co ja czytam?”. Samsung i LG to dwie olbrzymie firmy, potentaci znani z różnych segmentów rynku, nie tylko IT. Obracają grubymi miliardami dolarów, zatrudniają rzecze pracowników, mają duży wpływ na gospodarkę swojego kraju. Gdyby miało między nimi dojść do ostrego sporu, to pewnie należałoby się spodziewać poważnej afery szpiegowskiej czy […]

Dzień zakończę informacją z gatunku „co ja czytam?”. Samsung i LG to dwie olbrzymie firmy, potentaci znani z różnych segmentów rynku, nie tylko IT. Obracają grubymi miliardami dolarów, zatrudniają rzecze pracowników, mają duży wpływ na gospodarkę swojego kraju. Gdyby miało między nimi dojść do ostrego sporu, to pewnie należałoby się spodziewać poważnej afery szpiegowskiej czy podbierania top menedżerów. Tymczasem batalia rozpętała się o… pralkę. Przepraszam, o trzy pralki.

Możliwe, że część z Was pamięta tę sprawę – podczas targów IFA w Berlinie jeden z menedżerów wyższego szczebla korporacji LG został oskarżony o niszczenie pralek Samsunga. Sytuacja dość dziwna, ale raczej z kategorii dowcipów, niż afer. Gdyby ktoś pół roku temu zapytał mnie, czy będzie miała kontynuację po targach w stolicy Niemiec, to odpowiedziałbym, że nie. I byłbym w błędzie. Koreańczycy naprawdę mocno poprztykali się przy tej okazji i wytoczyli działa w postaci pozwów i dość agresywnych oskarżeń.

Samsung zarzucał pracownikom LG niszczenie sprzętu, sabotaż, LG odpowiadało, że nie ma na to dowodów albo że są one sfabrykowane, jednocześnie przekonywał, iż sprzęt Samsunga jest po prostu kiepskiej jakości. Pojawił się nawet kilkuminutowy film, w którym LG udowadnia, że ma rację i broni swojego pracownika. Pracownika, który nie jest młokosem – to osoba z blisko czterdziestoletnim stażem pracy. Podejrzewam, że wysunięcie oskarżeń o sabotaż pod adresem Koreańczyka w tym wieku było dla niego sporym przeżyciem, siarczystym policzkiem.

Napisać, że sprawa przypomina cyrk, to nie napisać nic. Angażowanie w to śledczych, prawników, pewnie też detektywów, sztabu pracowników wygląda po prostu śmiesznie. Absurd, który o dziwo nie dotyczy naszego podwórka, ale koreańskiego. Korporacje w końcu zdały sobie sprawę z tego, w co brną i postanowiły wycofać wzajemne oskarżenia, zamknąć sprawę. Pewnie będą chciały szybko o niej zapomnieć. Zastanawiam się ile mogła kosztować taka batalia ciągnąca się przez pół roku…

Przy okazji tej sprawy zaczęło mnie nurtować pytanie o przyszłość stosunków Samsunga i LG. To odwieczni rywale, trudno się dziwić, bo działają w tych samych branżach i po prostu stanowią dla siebie konkurencję. Jednak dzisiaj większe zagrożenie stwarza dla nich gromada firm z Chin. Ciekawe, czy giganci zapomną o rywalizacji, zakończą ten etap i rozpoczną nowy, w którym będą współpracować? Możliwe, że zachęcą ich do tego koreańskie władze, które dostrzegają już „chiński problem”. Nie chodzi mi oczywiście o to, by firmy połączyły się w jeden organizm, ale mogą przecież sobie pomagać na różnych płaszczyznach. A przynajmniej nie przeszkadzać. Kto wie, może zakończenie sporu o pralkę to jeden z przejawów uświadamiania sobie, że czyha na nich większe niebezpieczeństwo niż top menedżer rzekomo wyłamujący drzwiczki w AGD.