Moje przemyślenia

O rur odtykaniu, czyli jak się ma VAT do rozwoju branży ebooków

GM
Grzegorz Marczak
19

Autorem tekstu jest Mikołaj Małaczyński z Legimi Kubeł zimnej wody wylany został na głowy tych, którzy postulowali obniżenie (wzorem Francji i Luksemburga) podatku VAT na ebooki do poziomu 5%. Zapowiedź Komisji Europejskiej o możliwym nałożeniu kar na te państwa ożywiła na nowo dyskusję, któ...

Autorem tekstu jest Mikołaj Małaczyński z Legimi

Kubeł zimnej wody wylany został na głowy tych, którzy postulowali obniżenie (wzorem Francji i Luksemburga) podatku VAT na ebooki do poziomu 5%. Zapowiedź Komisji Europejskiej o możliwym nałożeniu kar na te państwa ożywiła na nowo dyskusję, która w branży wydawniczej prowadzona jest nieprzerwanie od wielu miesięcy.

Teoretycznie sprawa jest prosta. Chodzi o definicję. Ebook w formie pliku jest usługą, a jako że dostarczaną drogą elektroniczną, VAT musi (wg wytycznych UE) wynosić w Polsce 23%. W przeciwieństwie do ebooka zapisanego na nośniku fizycznym, który objęty jest stawką 5%. Można oczywiście wyobrazić sobie sytuację, w której księgarz sprzedaje ebooka zapisanego na płycie (płacąc niższy VAT) z możliwością odbioru osobistego, a jednocześnie kopię udostępnia on-line w formie pliku. Już widzę te „tłumy”, które ustawiają się w kolejce przed drzwiami internetowej księgarni. Bo przecież Nie ma takiej rury na świecie, której nie można odetkać, jak przed bez mała 40 laty śpiewał Jerzy Stuhr. Sęk w tym, by odetkanie nastąpiło w sposób cywilizowany.

Spójrzmy na problem abstrachując od chciejstwa. Czy faktycznie obniżenie VAT na ebooki w perspektywie najbliższych miesiący (lub paru lat) jest możliwe? Jakie warunki musielibyśmy spełnić, by tak się stało? Po pierwsze ministerstwo finansów, z którym oficjalną korespondencję w tej sprawie prowadzi Polska Izba Książki, musiałoby zmienić wykładnię. Dotychczasowa historia problemu VAT a ebooki pokazuje, że jednego nie można MF odmówić – konsekwencji. Nieważne, że były to odpowiedzi na interpelacje parlamentarzystów (z różnych partii), Rzecznika Praw Obywatelskich, czy Sekcji Publikacji Elektronicznych PIK. Ebook usługą jest i basta!

Poza tym stanowisko Komisji Europejskiej jest jednoznaczne – z Francją można stać w jednym szeregu broniąc wspólnej polityki rolnej (i dopłat), ale żeby umierać za Niceę, pardon, ebooki? Do niedawna zapewne niejeden przedsiębiorca myślał o zarejestrowaniu księgarni we Francji lub w Luksemburgu, ale dziś nawet tam nie znajdzie bezpiecznego podatkowego schronienia.

A może rozwiązaniem byłoby zaangażowanie społeczeństwa? Spójrzmy prawdzie w oczy – czy czytelnicy wyjdą na ulicę protestować? Zablokują drogi, wybudują barykady z książek/czytników? Można oczywiście podać przykład społecznych protestów przeciw ACTA, ale to zupełnie inna sytuacja. Ten problem jest po prostu zbyt abstrakcyjny. Nawet w przypadku ACTA zapewne większość osób nie wiedziała, przeciw czemu faktycznie demonstruje.

A teraz zmieńmy na chwilę optykę. Doceniając wagę problemu warto zadać sobie pytanie, czy naprawdę VAT na poziomie 23% jest głównym hamulcowym rozwoju branży ebooków? Należę do większości, która uważa, że zróżnicowanie stawki na ebooki i książki papierowe nie jest logiczne i wyrządza więcej złego niż dobrego. Czy jednak nie jest tak, że problem ten (istotny, nie przeczę) jest wygodnym alibi? Czy naprawdę mówiąc, że kupujemy mniej ebooków ze względu na wyższy o kilkanaście punktów procentowych VAT, jesteśmy szczerzy? Czy wydawcy i księgarnie zasłaniając się VAT-em nie obnażają braku wizji rozwoju swojego e-biznesu? W końcu jeśli wysokość sprzedaży danego tytułu sięga liczb pięciocyfrowych dopiero przy zastosowaniu przez księgarnie wyścigu promocji cenowych (np. ebook za 10 zł) czy zerowej (lub ujemnej!) marży, to niższy VAT byłby jedyną szansą na poprawę rentowności. Oczywiście do czasu, gdy standardem stałoby się sprzedawanie ebooków jeszcze taniej. Sprzedaż bez marży jest przecież najłatwiejszym sposobem na szybkie zbudowanie popularności serwisu wśród czytelników, wobec braku innych wartości dodanych dla ebooka w formie pliku. I jeszcze jeden argument odwracający uwagę od znaczenia różnicy w stawkach VAT: jeśli za punkt odniesienia przyjąć wydania papierowe, dla których VAT wynosi 5%, to warto przypomnieć, że niejeden wydawca podnosi cenę okładkową wydania papierowego o +/- 20%, wkalkulowując zawczasu niewyprzedane nakłady. Można więc przyjąć, że również w wydaniach papierowych ok. 20% ceny książek to koszt finansowy. Rzeczywistość nie zmienia się zatem aż tak bardzo.

Historia rozwoju (nie tylko przedsiębiorczości) to ciagłe borykanie się z problemami, przełamywanie barier (również prawnych). Szukajmy rozwiązań, a jednocześnie (choćby dla pokazania konieczności walki z absurdami prawnymi) podkreślajmy, że nie godzimy się na taką a nie inną wykładnię ministerialnych urzędników.

Obniżenie VAT, nawet jeśli nastąpi (w co wątpię) nie będzie miało decydującego znaczenia dla rozwoju branży ebooków. Dużo istotniejszą rolę odgrywają i odgrywać będą m.in. popularyzacja urządzeń do czytania, zwiększenie liczby tytułów wydawanych w formie cyfrowej, a przede wszystkim wdrażanie nowych modeli biznesowych (pozwolę sobie przywołać tu usługę Legimi – czytaj bez limitu, czy niedawny eksperyment kolegów z BookRage.org), dostosowanych do niezwykle dynamicznie zmieniającej się, cyfrowej rzeczywistości. Nie wspominając już o wpajaniu naszym dzieciom i wnukom miłości do książek. Ale przecież nie takie rury odtykano.

Obrazek pochodzi z goodereader.com

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu