37

Nvidia z hukiem otworzyła nowy rozdział wojny między kartami graficznymi

Nvidia oficjalnie zaprezentowała karty graficzne GeForce GTX 1070 i 1080 oparte na architekturze Pascal. Tym samym otwarty został nowy rozdział wojny między kartami graficznymi. Niezwykle ciekawy rozdział.

Jak było dotąd? Nvidia skutecznie zagarniała dla siebie rynek pecetów. W jednym z ostatnich badań wykazano, że „Zieloni” mają tutaj aż 82 proc. udziałów (dane za Q2 2015). AMD stało się propozycją, która oferowała atrakcyjny stosunek ceny do możliwości i na tym właściwie ich atuty się kończyły. Aż do niedawna. Karta zaczęła się odwracać wraz ze wzrostem popularności DirectX 12. Testy wykazywały, że GeForce’y nie radzą sobie z nim tak dobrze jak Radeony oparte na mocno przyszłościowej architekturze GCN. Za AMD przemawiała też nowa strategia dotycząca sterowników. Kilka miesięcy temu pisałem o debiucie Crimson Edition, gdzie przebudowano niemal wszystko od podstaw. Co jednak najważniejsze, nowe paczki są wydawane znacznie rzadziej – w przeciwieństwie do Nvidii, gdzie przed uruchomieniem właściwie każdej nowej gry musimy się upewnić, że mamy zgodną z nią wersję sterowników.

Teraz jesteśmy u progu nowej generacji kart graficznych, starcia architektur Pascal (Nvidia) i Polaris (AMD). Pierwszą już zobaczyliśmy. Wczoraj w dużym, telegraficznym skrócie pisał o GeForce’ach GTX 1070 i 1080 Konrad. O parametrach pierwszego z nich nie wiemy jeszcze zbyt wiele. Ujawniono jedynie,  że wesprze go 8 GB pamięci GDDR5 (256 bit, 8000 MHz), a ogólną moc obliczeniową ocenia się na 6,5 TFLOPS. Nvidia chwali się, że będzie on oferował wydajność na poziomie Titan X. To mocno zaskakujące, biorąc pod uwagę, że nowy model jest jedynie o 50 dolarów droższy od 970-tki w momencie debiutu (wyceniono go na 379 dol.).

Flagowym modelem ma być jednak GTX 1080 i tutaj najwięksi fani grania na PC powinni być oczarowani. Mamy bowiem do czynienia z najszybszą wersją rdzenia GP104 z 2560 procesorami CUDA (nie wiemy jeszcze ile będzie jednostek renderujących i ile teksturujących). Taktowanie natomiast na sięgać nawet 2100 MHz (bazowo 1607 MHz, w trybie boost 1733 MHz – całą reszta będzie pewnie uzależniona od modeli niereferencyjnych, ich chłodzenia itp.). Ogólna moc obliczeniowa karty ma wynieść 9 TFLOPS. Ma to dawać możliwości porównywalne z GTX 980 SLI. Model GTX 1080 ma też posiadać 8 GB pamięci GDDR5X  na 256-bitowej szynie o częstotliwości 10 000 MHz. A to wszystko przy zaskakująco niskim TDP – 180 W – wystarczy jedna wtyczka do zasilania. Cena oczywiście jest wyższa i zaczyna się od 599 dol.

Nvidia przeskoczyła z litografiii 28 nm na zaledwie 16 nm (produkcji TSMC) i różnice powinny być widoczne jak na dłoni. Podczas prezentacji GTX 1080 z rdzeniem ustawionym na 2100 MHz notował temperatury na poziomie zaledwie 67 stopni Celsjusza. Możemy mieć zatem do czynienia nie tylko z nowym rozdziałem, jeśli chodzi o wydajność, ale również rewolucją na polu kultury pracy nowych kart graficznych. To w praktyce powinno oznaczać większą miniaturyzację. Przy TDP 180 W nie powinno być problemu z niereferencyjnymi GTX 1080 na krótkim śledziu, które wepniemy np. w płyty formatu mini-ITX. Taki komputer można np. postawić sobie pod telewizorem i traktować jako alternatywę dla konsoli (zresztą, czy mając taką bestię, ktokolwiek pomyślałby nawet o zakupie PS4 czy XOne?).

Będę na tegorocznych targach Computex, gdzie prawdopodobnie nowe karty zostaną wystawione. Wtedy też pewnie poznamy pierwsze modele niereferencyjne (debiut GTX 1080 zaplanowano na 27 maja, a GTX 1080 – 10 czerwca). Jestem bardzo ciekawy, na ile wykresy Nvidii będą się pokrywały z rzeczywistością. Miejmy nadzieję, że nie jest to wyłącznie wydajność na papierze.

A skoro o wykresach mowa, przed nami ruch AMD. Przewiduje się, że architektura Polaris zadebiutuje pod koniec czerwca. Dotąd pogłoski wskazywały na zastosowanie procesu technologicznego 14 nm (i to od Samsunga). Materiały, które wyciekły wskazują na wydajność porównywalną z GTX 980 Ti w cenie nieprzekraczającej 300 dolarów. Na ile będzie to prawda? Pozostaje czekać.

Rywalizacja nowej generacji kart graficznych zapowiada się jak na razie bardziej pasjonująco niż obecne starcie konsol obecnej generacji. Nowe GPU to przede wszystkim otwarcie na nowe sposoby konsumowania treści: rozdzielczości 4K oraz gogle wirtualnej rzeczywistości. Tak duży wzrost wydajności może też na nowo rozkręcić sprzedaż PC i być wodą na młyn producentów gogli VR. Powszechnie wiadomo już, że Oculus i HTC Vive potrzebują naprawdę mocnego sprzętu i dużej mocy obliczeniowej GPU. Tutaj pojawia się też inne pytanie – jak w tej nowej rzeczywistości odnajdzie się Intel.