19

Nowy startup założyciela CD Projekt Red. Na Openbooks za ebooki płacimy ile chcemy dopiero po przeczytaniu

Openbooks.com ma szansę zupełnie zmienić model dystrybucji ebooków. Książki pobierzemy jednym kliknięciem w dowolnym formacie i zapłacimy za nie tyle, ile uznamy za słuszne dopiero po przeczytaniu. Za tą niesamowitą ideą stoi założyciel CD Projekt Red. Czy wypali? Rynek ebooków działa w sposób bardzo klasyczny. Kupujemy książkę, płacimy za nią, pobieramy na dysk/wrzucamy na urządzenie i […]

Openbooks.com ma szansę zupełnie zmienić model dystrybucji ebooków. Książki pobierzemy jednym kliknięciem w dowolnym formacie i zapłacimy za nie tyle, ile uznamy za słuszne dopiero po przeczytaniu. Za tą niesamowitą ideą stoi założyciel CD Projekt Red. Czy wypali?

Rynek ebooków działa w sposób bardzo klasyczny. Kupujemy książkę, płacimy za nią, pobieramy na dysk/wrzucamy na urządzenie i czytamy. Przed udostępnianiem jej chronią DRM-y lub znaki wodne w treści (w Polsce głównie te drugie, które mimo wszystko dają na tym polu pewne możliwości dzielenia się z najbliższymi). Michał Kiciński, założyciel studia CD Projekt Red chce to zmienić za pomocą swojej platformy Openbooks.com.

Tutaj książki pobieramy jednym kliknięciem – bez uprzedniej rejestracji i bez potrzeby posiadania jakiegokolwiek konta. Do dyspozycji mamy pliki w kilku formatach pozbawione znaków wodnych oraz zabezpieczeń. Możemy je swobodnie pobierać, czytać i dzielić się znajomymi. Dopiero potem, podejmujemy decyzję o wynagrodzeniu dla autora. Nie jest ono w jakiś szczególny sposób narzucane ani obligatoryjne. W treści książki znajdziemy jedynie adnotację na początku oraz na końcu informującą:

We hope that you are enjoying this book. We encourage you to make copies and share them with your friends. But please note, this is not a free ebook. Great skill and effort has gone into this ebook and we ask that you pay as much as this book is worth to you, or as much as you can afford. Didn’t like the book? Just delete the file.

Działanie Openbooks.com świetnie odzwierciedlone zostało w materiale wideo (skądinąd świetnie przygotowanym). Pokazano tutaj całą ideę przyświecającą projektowi, która jest świetna. Pytanie, na ile sprawdzi się jako model biznesowy. Dotąd istniały już akcje, w których mogliśmy płacić dowolną kwotę za pakiet książek. Wywiodły się one zresztą z rynku gier, gdzie modę tę zapoczątkowały inicjatywy Humble Bundle. Dotąd jednak ani jedni ani drudzy nie odważyli się udostępnić pełnego produktu jeszcze przed uiszczeniem opłaty za niego. To tak, jakby EA wydało nowego Battlefielda za darmo i w menu głównym umieściło przycisk typu: „Podoba Ci się ta gra? Zapłać za nią. Nie podoba? Usuń”.

https://vimeo.com/119753251

Praktyka pokazuje, że taki mechanizm nie jest skazany na porażkę. Badania dotyczące piractwa komputerowego dość jasno pokazują, że użytkownicy serwisów z torrentami i warezami chętnie kupują gry i inne treści po tym, jak zapoznają się z nimi i uznają, że są naprawdę dobre. To stanowi ogromną szansę dla projektu Kicińskiego. Tomasz Staniak będący CTO w Openbooks.com w wypowiedzi udzielonej specjalnie dla Antyweba tłumaczy:

Rozpowszechniony dzisiaj model dystrybucji eBooków jest przestarzały. Bazuje na tradycyjnym sposobie dystrybucji papierowych książek, mimo że możliwości techniczne w przypadku eBooków są dużo bogatsze. Również oczekiwania czytelników wobec elektronicznych książek są dużo większe niż wobec papierowych. Ludzie wiedzą, że pliki da się łatwo kopiować i przesyłać znajomym i chcą korzystać z tej możliwości. Co więcej konsumenci przywykli już, że produkty kupione online można zwrócić i uzyskać zwrot pieniędzy, jesli nie chce się ich używać. Dlaczego akurat z eBookami miałoby być inaczej.

Openbooks.com to jednocześnie ogromna szansa dla samych autorów, którzy dotąd byli skazani na bycie częścią wielkiej machiny wydawniczej. Koszty promocji, zabezpieczanie przed piractwem, marże dla pośredników i inne opłaty sprawiały, że finalny zysk dla autora mógł być zwyczajnie niesatysfakcjonujący. Tutaj panuje prosta zasada 70/30: 70 proc. wpłat otrzymuje autor, a 30 proc. bierze serwis. Wydaje się uczciwe.

2015-04-22_130042

Model ten ma jeszcze jedną zaletę – dotarcie do znacznie większej liczby odbiorców niż miałby na to klasyczny mechanizm dystrybucji. Link do płatności w treści ebooka sprawia, że każda osoba, która go otrzyma i przeczyta będzie mogła zostawić kilka groszy autorowi za jego trud i wysiłek włożony w przygotowanie publikacji. Opłacalne jest zatem dla twórców udostępnianie książki w dowolnych miejscach i dzielenie się nimi z kim popadnie. Wraz z liczbą czytelników rośnie szansa na zarobek. W ten sam sposób ideę projektu tłumaczy również Staniak:

Dla skuteczności i wydajności takiego modelu jest bardzo ważne, żeby książki trafiły do jak najszerszej grupy czyteników, z których jak największy odsetek będzie wystarczająco zasobnych, żeby zapłacili za książki, które faktycznie im się spodobają. Nie bez znaczenia jest też świadomość rynkowa odbiorców – na ile przywykli do innowacyjnych modeli transakcyjnych. Dlatego nasze wysiłki skoncentrowaliśmy w pierwszej kolejności na anglojęzycznej użytkownikach Internetu. Jest to również grupa, w której relatywnie łatwo można znaleźć autorów piszących wartościowe książki i jednocześnie gotowych skorzystać z innowacyjnego modelu biznesowego.

Ale nie można też zapominać o ryzyku, które jest w tym przypadku ogromne. Twórcy są tego najwyraźniej świadomi:

To co jest zaletą, jest również ryzykiem tego projektu – płatności odkładane w czasie mogą nigdy nie zostać zrealizowane lub użytkownicy mogą traktować OB jako dostawcę darmowych produktów. Przed nami bardzo duże wyzwanie związane z edukacją czytelników i autorów ale uważamy, że w perspektywie kilku lat nasz model i pochodne, osiągnie sukces i stanie się dla wielu bardzo naturalny.

Czy Openbooks.com będzie dla rynku ebooków tym, czym dla branży muzycznej stało się Spotify? Byłoby to na pewno wspaniałym powiewem świeżości w tej zdominowanej przez wszędobylskie promocje i rabaty części elektronicznej dystrybucji. Nie ukrywam swojego entuzjazmu i jednocześnie czuję spory niedosyt ze względu na brak polskiej wersji językowej platformy. Być może nie jest to idea tworzona z myślą o Polakach i naszym stosunkowo niewielkim rynku e-książek. Tomasz Staniak zapewnia jednak:

Mimo, że na początkowym etapie projektu koncenctrujemy się na anglojęzycznej publiczności, serwis jest globalny i umożliwiamy autorom publikowanie książek w dowolnym języku – także w polskim.