25

Nowy serial każdego dnia to już przesada. DiCaprio ma rację – nie zachłyśnijmy się streamingiem

Streaming rewolucjonizuje rynek filmów i seriali. Ten proces się jeszcze nie dokonał i przez kilka(naście) następnych lat będziemy świadkami ogromnej przemiany. Tę skomentował Leonardo DiCaprio zmartwiony premierami seriali, którymi jesteśmy bombardowani niemal każdego dnia.

Premiera najnowszego filmu Quentina Tarantino staje się kolejną okazją do poruszenia tematu zmian, które zachodzą w przemyśle filmowym. Winnymi takiego stanu rzeczy są serwisy VOD, które naruszają utrzymywane przez dłuższy czas status quo. Premiery nowych odcinków seriali nie odbywają się już w cotygodniowych odstępach, a filmy pojawiają się czasem znikąd – pamiętacie akcję Netfliksa z najnowszą częścią Cloverfield? W przerwie finałowego meczu Super Bowl wyemitowano pierwszą zapowiedź Paradoks Cloverfield, by chwilę później film trafił na Netflix i mogły go zobaczyć miliony ludzi wokół globu. Takie sytuacje wydawały się nie do pomyślenia jeszcze kilka lat temu, a dzisiaj powoli stają się normą.

Polecamy: Nowa platforma HBO Max, to początek końca rynku VOD jaki znamy

Binge-watching już się nią stał, bo wiele osób decyduje się na seans nowego sezonu serialu dopieor wtedy, gdy ukażą się jego wszystkie odcinki. Tak najczęściej dzieje się w przypadku tytułów od HBO, gdzie takie hity jak Ostre przedmioty, Detektyw czy Wielkie kłamstewka to premiery trwające od dwóch do czterech miesięcy, bo nowe epizody emitowane są co tydzień w HBO, jednocześnie debiutując w usługach streamingowych jak HBO Go i HBO Now. Ale Netflix, Prime Video i inne potrafią zaskoczyć nas nowymi seriami po kilka razy w tygodniu, jednocześnie udostępniając kilka lub kilkanaście odcinków.

„Wkraczamy w erę streamingu, gdzie wszystko dzieje się tak nagle i w mgnieniu oka otrzymujemy nowy serial, osiem odcinków genialnej serii, które ukazują się niemal codziennie” – powiedział Leonardo DiCaprio dziennikarzowi Variety na premierze najnowszej produkcji Tarantino pt. Pewnego razu w Hollywood. „I kiedy mówisz o filmie nagranym na taśmie, w którym cały Hollywood Boulevard został fizycznie odtworzony na wzór tego z 1969 roku bez użycia CGI, to taki powrót do ery filmowania, której już możemy więcej nie oglądać” – dodał komentując tempo, w jakim teraz kręci się i dystrybuuje filmy i seriale.

Trudno aktorowi nie przyznać racji, tym bardziej, że osoby takie jak ja, które niegdyś były w stanie nadążyć za tym, co dzieje się na rynku seriali i jednocześnie nadrabiać zaległości (oglądając mające premierę wcześniej tytuły), obecnie mają trudności z byciem na bieżąco z aktualnymi premierami. Comiesięczne zestawienia nowości na Netflix czy HBO Go plus lokalne premiery, to zbyt wiele, by móc nawet spróbować dać szansę tak wielu potencjalnie udanym produkcjom. DiCaprio nie uderzył bezpośrednio w żaden serwis streamingowy, podobnie jak Spielbierg, ale przekaz zawarty w jego słowach jest dość jasny. Produkuje się zbyt dużo nie zważając zbyt często na jakość tego, co później trafia do widza.

Czytaj też: Netflix vs. przemysł filmowy – rozmawiamy w gwiazdami Hollywood

Netflix obrał nowy kurs i liczba oryginalnych projektów zostanie drastycznie zredukowana, by twórcy mogli skupić się na poziomie reprezentowanym przez wspierane produkcje. Ofiarami takich decyzji są między innymi przywracane do życia seriale, które anulowano np. Designated Survivor, który wrócił tylko na jeden sezon.

Ale z drugiej strony, to dzięki VOD dysponujemy swobodą, o której dwie dekady temu można było tylko pomarzyć. To właśnie dzięki wideo na życzenie możemy doświadczyć takich niespodzianek, jak ta zorganziowana przez Hulu, gdy długo wyczekiwany 4. sezon serialu Veronica Mars pojawił się online tydzień przed wcześniej zapowiadaną datą premiery.

Myślę, że po okresie, w którym nastąpi przesyt serwisów VOD i produkowanych przez nie treści, wrócimy do spokojniejszych czasów, a na rynku utrzyma się 3-4 nawiększych graczy, którzy będą zmuszeni do ograniczenia wydatków i liczby rozwijanych projektów.