60

Nowe emotki Facebooka to dwa problemy. Jeden jest w nas samych, a drugi rzeczywiście w Facebooku

Przedwczoraj wieczorem zauważyłem, że w facebookowym czacie coś się zmieniło. Przyglądałem się temu chwilę, bo ze wzrokiem u mnie coraz gorzej, ale uznaję - głupio, że chory nie jestem dopóki nie pójdę do lekarza. No, rzeczywiście, Facebook zmienił trochę emotikony w czacie i - jak się okazało - słusznie uznałem, że będzie z tego minidrama. A i owszem, co poniektórzy oznajmili wszem i wobec, że nowe emotikony są brzydkie. Bo są, to prawda. Ale to nie wszystko, co trzeba powiedzieć i o nas i o Facebooku.

Zmiana emotikon na Facebooku zmieni moje i Wasze życie

Gdybym uważał tak, jak napisałem z dużą dozą sarkazmu w nagłówku, to raczej nie byłoby ze mną dobrze. Ale… co ja tam wiem. W każdym razie – emotikony w głupim czacie nie są w stanie zaprzątać mojej głowy na długo. Zmieniły się, nie podobają mi się i… to w sumie tyle. Pewnie po jakimś czasie przyzwyczaję się do nich i zapomnę jak wyglądały stare. Mawiają, że nowe zawsze jest wrogiem starego, a i ludzkie przyzwyczajenia lubią dawać o sobie znać. Czasami potrzebne są radykalne zmiany po to, aby ciężki okres adaptacji przeboleć jak zdzieranie wosku z… tam, gdzie się wosk zdziera celem usunięcia niechcianego owłosienia. O czym pomyśleliście… nie śmiem pytać.

Fakt jest taki, że nowe emotikony są po prostu brzydkie. Jakoś gorzej mi się z nich wyczytuje emocje, które w kaleki mimo wszystko sposób stara mi się przekazać rozmówca. Emotka zwykłego uśmiechu i uśmiechu z „oczkiem” są do siebie tak podobne, patrząc nawet z relatywnie bliskiej odległości, że nie wiem – czy ktoś tylko się „śmieje”, czy „puszcza oko”. Tak, wiem – straszliwa tragedia. Bloger Antywebu nie widzi różnicy między emotkami i jest drama. I tak i nie. Dlaczego tak? Bo skoro już są, to niech spełniają swoje zadanie tak, jak należy, a taki detal mimo wszystko się liczy. Dlaczego nie? BO od tego nie braknie mi do pierwszego, nie wywalą mnie z domu i nie zdechnie mi kot. Życie potoczy się dalej.

Żadna to tragedia, by o tym pisać. Ale… warto obserwować świat. Serio

Nie wydaje się Wam, że ostatnimi czasy Internet stał się miejscem, gdzie zasiada niesprecyzowana loża oburzonych, a dyskusje często przybierają formę koncertu życzeń i zażaleń? Oburzyć się dzisiaj idzie o wszystko. Przykład sprzed kilku dni. O naszej rodaczce napisałem ostatnio, że jest piękna. O kobietach mówi się, że są piękne, wychowałem się na tym, że trzeba takie rzeczy mówić, bo „tak wypada”. Bach! Otrzymuję cios w głowę obuchem siekiery, bo jestem seksistą, a dostrzeganie piękna drugiej osoby to traktowanie drugiego człowieka jak obiekt seksualny. Po pierwsze, o tym nie pomyślałem. Po drugie – nawet jeśli bym pomyślał, to jestem człowiekiem, takim zwierzakiem, który od bonobo różni się tylko tym, że stara się nie być rozwiązły i słabo uzewnętrznia się ze swoimi łóżkowymi wyczynami.

facebook

Przykład dalszy – po tym tekście odezwała się do mnie urocza tech-blogerka, która miała do mnie pretensje o to, że nie używałem w publikacji określeń typowych dla narządów płciowych, które posiadamy wszyscy. Wielkie oburzenie, bo seks trzeba wyzwolić, że zachowuję się jak ksiądz i w ogóle. Tragedia. Na koniec okazało się, że zostałem zdiagnozowany przez tech-blogerkę jako człowiek, który ma zaburzenia seksualne. Jak się pewnie domyślacie, nie poczułem się specjalnie urażony – to trochę tak, jakbym szukał w Google symptomów choroby i wyszło mi, że mam raka.

A sprawę z emotkami można streścić w kilku zdaniach. My lubimy czuć się oburzeni. Nie wiem, czy to trend, czy potrzeba. Może lubimy powiedzieć w social media, że coś nam się nie podoba na siłę. Rozumiem to w przypadkach jednoznacznych, kiedy ktoś robi coś społecznie nieakceptowalnego. Wtedy oburzać się trzeba, bo to zdrowy mechanizm odfiltrowywania szkodliwych dla społeczeństwa rzeczy. Natomiast w przypadku rzeczy błahych – dla świętego spokoju warto przejść obok tego i nie tyle udawać, że nic się nie dzieje… ale też nie udawać, że świat się od tego wali. Ostatnio oburzaliśmy się o reklamę T-Mobile. Była głupia, Lewandowski jak nie Lewandowski – drewno, ale może i o to chodziło. Żeby była głupia, a ludzie się oburzyli.

A co do reklam – były „Siostry Bezendu”, był Kabaret Mumio, lody od Nestle, płonący konar i Lisowska z Media Expert ucząca ludzi jak wymawiać „włączać”, przy czym szczęśliwie „ą” słychać aż za dobrze. Jedyny plus tej reklamy. I jak dobrze pamiętam, też się oburzaliśmy. Jest czym? Na dobrą sprawę nie.

Wyobraź sobie, Drogi Czytelniku, z jaką łatwością wymieniłem „głupie” reklamy. Siostry Bezendu emitowano w telepudełku 6 lat temu…

A teraz Facebook. Na co komu nowe emotikony?

Facebookowi też się oberwie. Bo skoro ludzie są oburzeni, to ja nie będę gorszy i wyciągnę parę brudów spod zuckerbergowskiego dywanu. Przedłużeniem retorycznego pytania z nagłówka wyżej niech będzie teza mówiąca o tym, że na tym portalu społecznościowym nie za bardzo ktoś skupia się na rzeczach ważnych. Babrze się natomiast w durnotach. Są inne sfery, w których Facebook powinien zostać poprawiony (chociażby działanie mechanizmu zgłaszania stron, o tym za chwilę), ale nikt z korpogłów na to jeszcze nie wpadł. Albo i wpadł, tylko że idąc za ideą znanego korpomema, człowiek wpadający na słuszny pomysł ląduje za oknem.

Facebook

Pisałem dla Was o tym sporo wcześniej. Strony takie jak „fuck Islam”, czy „fuck Christianity” są na porządku dziennym, a ponadto – niektóre z nich wiszą naprawdę długo, mimo głosów oburzeń społeczności. Facebook ma spore problemy, chce walczyć z mową nienawiści, a nie potrafi dobrze posprzątać na swoim poletku. W grupach dot. social media na Facebooku właściciele stron skarżą się na masowe „odlajkowywanie” stron, mimo że nikt nie wycofywał swojej subskrypcji treści ze stron w ten sposób. Coś jest zwyczajnie nie tak, ale Facebook uważa, że dużo potrzebniejsze są głupie emotki. A tymczasem – warto powiedzieć sobie wprost: „nie, nie są”.

facebook

Uf, dziękuję Wam, że dobrnęliście do końca. Tym, co nie dobrnęli i przeszli od razu do komentarzy też dziękuję, również tym, którzy przeczytają tylko tytuł i wysmarują swoje żale. Autor obrywa najbardziej, bo to satysfakcja niemal taka jak zarysowanie sąsiadowi nowego Mercedesa. W końcu wszyscy możemy być oburzeni – dosłownie wszystkim. I niczym zarazem.

Grafika: 1