8

Nowe Chromebooki od Samsunga oraz dlaczego Google tak mocno stawia na prędkość

Zastanawiałem się czy i kiedy zobaczymy nowe Chromebooki, ponieważ od jakiegoś czasu było dość cicho na temat komputerów pracujących pod systemem Chrome. Okazuje się, że Samsung zaprezentował 3 nowe rozwiązania, w tym jedno typu desktop. Wygląda więc na to, że Samsung w żadnym wypadku nie postawił krzyżyka na systemie od Google. Dodatkowo, główny inżynier Google […]

Zastanawiałem się czy i kiedy zobaczymy nowe Chromebooki, ponieważ od jakiegoś czasu było dość cicho na temat komputerów pracujących pod systemem Chrome. Okazuje się, że Samsung zaprezentował 3 nowe rozwiązania, w tym jedno typu desktop. Wygląda więc na to, że Samsung w żadnym wypadku nie postawił krzyżyka na systemie od Google. Dodatkowo, główny inżynier Google – Urs Holzle, wyjaśnił, czemu szybkość działania serwisów WWW, w tym przede wszystkim wyszukiwarki, jest naprawdę ważna.

Na filmie wrzuconym na YouTube przez  serwis 9to5google, możemy zobaczyć trzy nowe komputery pracujące pod kontrola systemu Chrome. Dwa z nich to laptopy czy raczej netbooki o różnych wielkościach ekranu. To co je przede wszystkim odróżnia od poprzedniej generacji to nowy wygląd, czyli aluminiowa obudowa i mniejsza grubość urządzenia. Dokładna specyfikacja nie jest znana, można doczytać się jedynie, że nowe Chromebooki powinny mieć 3 krotne większą wydajność, szybki dysk SSD o pojemności 16 GB i jednen z nich waży 1,37 kg.

Ciekawie wygląda desktopowe rozwiązanie w formie mini PC, czyli małego komputera, którego możemy zawiesić z tyłu naszego monitora, lub zwyczajnie postawić na biurku. Komputer zajmie mało miejsca i powinien być bardzo cichy. W stosunku do rozwiązań mobilnych ma znacznie więcej portów USB, wyjście DVI oraz, co ciekawe, dwa dodatkowe wyjścia HDMI, co sugeruje wykorzystanie komputera, jako centrum multimedialnego. Ciekawe jak będzie sobie dawał rade z materiałami w jakości Full HD, zarówno tych pochodzących z YouTube, jak i w postaci zwykłych plików.

Natomiast Business Insider przytoczył fragmenty wypowiedzi głównego inżyniera Google, który pilnuje, aby wyszukiwarka działała najszybciej jak to tylko możliwe. Wystarczy, że czas oczekiwania na wyniki wydłuży się do 400 milisekund (0,4 sekundy), żeby ruch spadł o 0,44%, co przy ilości wyszukiwań przeprowadzonych za pomocą najpopularniejszej wyszukiwarki na świecie owocuje spadkiem o miliony odsłon.

Inne statystki mówią, że 80% osób zamyka wideo, które na chwilę przestało się ładować. Jako przykład podana jest również porównywarka cen samochodów edmunds.com, która zredukowała czas ładowania strony z 9 do  1,4 sekundy, ilość odsłon w trakcie jednej sesji zwiększyła się o 17%, a dochód o 3%. Skrócenie czasu ładowania strony z 7 do 2 sekund przyniosło jeszcze większe korzyści Shopzilli, której odsłony wzrosły o 25%, a dochód wzrósł między 7 a 12%.

Nic więc dziwnego, że jeżeli strona główna Google zwalnia, Urs Holzle ogłasza „kod żółty”, który oznacza, że wszyscy inżynierowie pracujący w Google na całym świecie mają odłożyć to co aktualnie robią i zająć się problemem dotyczącym szybkości działania strony.

Na tym starania Google aby przyśpieszyć działanie stron się nie kończą, innym przykładem jest przeglądarka Chrome, która ma ładować strony najszybciej jak to tylko możliwe, dzięki takim udoskonaleniom jak SPDY, czy wcześniejszym renderowaniu stron zanim użytkownik wpisze ich pełny adres. Jak to mówią, czas to pieniądz, a więcej odsłon reklam, to więcej pieniędzy. My jako użytkownicy zyskujemy na takiemu podejściu, pod warunkiem, że nie jest ono kosztem innych ważnych rzeczy, jak choćby bezpieczeństwa.