19

Nowa wersja Google+ dla Androida jest jakąś pomyłką

Nawet nie wiecie, jak się ucieszyłem, gdy zobaczyłem ikonę pobierania Google+ na swoim pasku powiadomień w telefonie. Do tej pory twórca najpopularniejszego mobilnego systemu operacyjnego na świecie nie zawiódł mnie swoją aplikacją służącą do obsługi powstałej w zeszłym roku sieci społecznościowej. No właśnie, do tej pory. Częściowo polskojęzyczna (o tym później) wersja Google+ dla Androida […]

Nawet nie wiecie, jak się ucieszyłem, gdy zobaczyłem ikonę pobierania Google+ na swoim pasku powiadomień w telefonie. Do tej pory twórca najpopularniejszego mobilnego systemu operacyjnego na świecie nie zawiódł mnie swoją aplikacją służącą do obsługi powstałej w zeszłym roku sieci społecznościowej. No właśnie, do tej pory. Częściowo polskojęzyczna (o tym później) wersja Google+ dla Androida jest wyjątkowo niedopracowana.

Nie wiem, od czego zacząć. Zachęcony pochlebnym nagłówkiem zachodniego portalu, postanowiłem jak najszybciej ściągnąć aplikację i zobaczyć, w jaki sposób została przez programistów i grafików z Mountain View ulepszona. Okazuje się, że o żadnym ulepszeniu nie ma mowy.

Aplikacja jest czarna, jak w sutannie ksiądz. Może nie cała, lecz kolorem dominującym stało się przeciwieństwo obecnego jeszcze przed chwilą białego. Zaraz po uruchomieniu Google+ nie zobaczyłem tak, jak zwykle,  ekranu głównego z ikonami kręgów, mojego profilu i kilku innych. Zamiast tego zostałem wrzucony na zalany czernią widok wpisów z moich kręgów i pół biedy, jeśli do owych wpisów nie zostały dołączone zdjęcia lub inne pliki graficzne. O wiele gorzej wygląda sprawa linków z miniaturami. Na środkowym zrzucie ekranowym poniżej możecie zobaczyć, jak nieczytelne są opisy, na tle których widnieją grafiki. Tekst się z nimi zlewa i powoduje bój oczu:

Kompletnie pozbawiony pomysłu jest również widok komentarzy do wpisu. Tutaj czerń zniknęła i została zastąpiona, delikatnie mówiąc, niepowalającymi na kolana licznikami plusów i udostępnień. Pomijam widoczną na samej górze ekranu dublującą się nazwę użytkownika. To nie koniec rewelacji.

Dopiero po chwili zastanowienia załapałem, że niedostępny na początku ekran główny, a raczej dostępne w nim opcje, zobaczę po stuknięciu palcem w lewy górny róg. W tym momencie zdziwiłem się najbardziej – moim oczom ukazało się rozwijane menu w języku angielskim z ukrytym na samym dole i podzielonym na dwie części polem z powiadomieniami.

Nie napiszę, jakie nowe funkcje oferuje aplikacja Google+ – zrobił to już wczoraj Kamil. Do póki wygląda ona tak, jak wygląda, nie będę z niej korzystać. Bardzo tego żałuję. Jeśli macie ochotę przekonać się na własnej skórze, jak wygląda ten potworek, wtedy powinniście odwiedzić sklep Google Play. Jeśli macie jej wcześniejszą wersję, to za żadne skarby jej nie aktualizujcie – nie warto!

Aktualizacja: dostałem od Czytelnika Marudy zrzut ekranu z jego tabletu. Zdjęcia na nim widoczne wyglądają, jak by były przeskalowane z rozdzielczości 64 x 32 pikseli do 400 x 200. A myślałem, że gorzej niż na smartfonach już nie będzie…