5

Grałem na nowej mapie PlayerUnknown’s Battlegrounds i mam mieszane uczucia

Nieskończona gra, która potrafi zdobyć tytuł gry roku i bić rekordy Guinnessa. Ten niezrozumiały dla wielu osób fenomen, często znienawidzony, dostał właśnie drugą mapę. Odwiedziłem pustynię, pobiegałem po meksykańskich lokacjach i mam kilka przemyśleń.

Na liczniku w PlayerUnknown’s Battlegrounds mam kilkadziesiąt, a nie kilkaset godzin. Wciąż jednak jestem tym tytułem zafascynowany i od kilku tygodni spędzam przy nim każdy wieczór przeznaczony na wirtualną zabawę. Wszystko oczywiście kosztem zarówno nowości, jak i kupki wstydu, której w ogóle nie dotykam. Cały czas nie mogę się oderwać, ale też cały czas próbuję zrozumieć fenomen tej produkcji.

ps. obrazek podrzucił Tomek Stachurski, dzięki!

Tak, to mogliśmy być my

Wczoraj w okolicach godziny 11 na testowym serwerze PlayerUnknown’s Battlegrounds pojawiła się nowa mapa. Druga mapa, co brzmi trochę jak żart jeśli spojrzeć na czas jaki minął od „premiery” tej produkcji i  ponad 24 miliony sprzedanych egzemplarzy, które pokazuje SteamSpy.

Jeśli zdecydujecie się na pustynną wycieczkę w PlayerUnknown’s Battlegrounds, na bilecie zobaczycie napis Miramar. Lokacja kojarzy się z Meksykiem, choć nie ukrywam, że pojawiły się też u mnie skojarzenia z serialem Narcos od Netfliksa. El Azahar, Cruz del Valle, Hacienda Del Patrón, El Pozo, Los Leones. Opuszczone domy z walającymi się pustymi butelkami po piwie i świeczkami z wizerunkiem Jezusa. Klimat jest zupełnie inny niż na Erangel i po kilku godzinach już wiem, że sama rozgrywka wymagać będzie ode mnie zupełnie innego podejścia do planowania.

Co tu tak pusto?

Nowa mapa nie różni się zbytnio rozmiarem od pierwszej, natomiast przestrzeni do samej rozgrywki jest więcej. Dlaczego? Nie ma tu zbiorników wodnych, pojawia się za to bardzo dużo otwartych lokacji, które szybko zostaną okrzyknięte „patelniami”. Trafiałem w miejsca, gdzie wycieczka od kamienia do kamienia oznaczała podróż bez powrotu, szczególnie gdy na wzgórzu krył się snajper. Miłośnicy leżenia w trawie w ostatnich minutach gry będą musieli napisać na nową swój plan, roślinności jest tu bowiem jak na lekarstwo. A nawet jeśli jakaś trawa jest, nie gwarantuje kamuflażu. No i powiedzmy sobie szczerze – leżąc na piaskowej powierzchni w czarnym płaszczu raczej nie wygracie kurczaka.

Co ciekawe w miastach też jest inaczej. Odczułem większe zagęszczenie budowli i przeszkód, przez co zdecydowanie łatwiej znaleźć miejscówkę do ukrycia. Oczywiście to samo może zrobić przeciwnik – kilka razy zostałem zabity przez wrogów, którzy pojawili się znikąd. Tu kluczowe będzie więc odpowiednie poznanie otoczenia, znalezienie najlepszych tras na dojście do kolejnych budynków i umiejętne poruszanie się z wykorzystaniem murków i ruin.

Nowe bronie

Nowa mapa to również nowe bronie – sześciostrzałowiec R45, którym chętnie zastąpię pistolety, obrzyn oraz Win94, czyli karabin Winchester. Nie zauważyłem by którakolwiek z broni zmieniła balans rozgrywki i traktowałby je raczej jako dodatek niż nowy podstawowy oręż.



Dostaniemy również nowe pojazdy. Pożegnajcie się z Uazem i Dacią. Po pustyni pojeździcie pickupem, terenówką podobną do auta amerykańskiego agenta z Narcosa i mini-busem ogórkiem, którym dachowanie jest aż nazbyt łatwe. Nowe auta są dość toporne, to bardziej ciężarówki, którymi ciężko przecisnąć się między przeszkodami. Z drugiej strony na Miramar jest cała masa długich, szerokich dróg i otwartych pustynnych przestrzeni przez co brak sterowności nie daje się tak mocno we znaki.






Jak się gra?

Zupełnie inaczej i potrzebuję trochę czasu na opracowanie nowych strategii rozgrywki. Niestety większość patentów z poprzedniej miejscówki na niewiele się przyda. I to jeden z największych plusów nowej lokacji – szkoda tylko, że taki powiew świeżości nie pojawił się wcześniej, to na pewno urozmaiciłoby zabawę. Na nowej mapie gra się trudniej, na otwartych przestrzeniach bardzo łatwo zginąć od strzałów z daleka, w miasteczkach natomiast wpaść na kryjącego się za gęsto ustawionymi przeszkodami przeciwników.





Nowa mapa oczywiście zachęca do eksploracji, potrafi oczarować klimatem, to jednak brakuje jej trochę polotu i obawiam się, że szybko stanie się „tą drugą lokacją” stanowiącą odskocznię od podstawowej zabawy. Ale o tym przekonamy się dopiero gdy trafi do normalnej gry. Mówiąc szczerze, bardziej czekam jednak na dwie niezbędne moim zdaniem w PlayerUnknown’s Battlegrounds kwestie. Obecne na testowym serwerze wspinanie się i leczenie podczas podróży na fotelu pasażera.

A Wy odwiedziliście już Miramar? Jak wrażenia?