0

Northrop Grumman kolejną ofiarą SpaceX? Raczej własnej nieudolności…

Jakiś czas temu pisałem o tym, że jeden z ważniejszych „kosmicznych” kontraktów dla wojska trafił w dużej części do SpaceX. Przegranymi tamtego procesu było Blue Origin Jeffa Bezosa oraz Northrop Grumman z jej projektem rakiety na paliwo stałe o nazwie OmegA. Wszyscy spodziewali się procesów odwoławczych, a tymczasem Northrop Grumman wywiesił białą flagę i zakończył pracę nad tym projektem.

SpaceX zawsze pod ręką

Wszystkie „stare” firmy produkujące rakiety kosmiczne muszą z rozrzewnieniem wspominać czasy, gdy firmy Elona Muska nie było na rynku. Projekty dało się prowadzić latami, ich koszty, finansowane pieniędzmi amerykańskiego podatnika, mogły rosnąć bez końca, ku uciesze korporacyjnych księgowych. Problem w tym, że El dorado się skończyło, SpaceX nie dość, że zdobyło szturmem rynek lotów komercyjnych, dzięki niezawodnej rakiecie i niskim cenom, zaczęło rozpychać się także na rynku zleceń rządowych i wojskowych.

Dziś warunki są takie, że właściwie każda obsuwa w terminach może zakończyć się przejściem tych klientów do SpaceX. Dodatkowym argumentem za kończeniem holowanie ociężałej konkurencji Muska jest też to, że SpaceX stała się modna. Otwarcie chwali się niskimi kosztami, przez co podatnicy mogą skonfrontować ich ceny z kosztami „kosmicznie” drogich i przewlekających się w nieskończoność projektów typu SLS, Starliner czy Vulcan.

Silniki na słabe pocieszenie

Zarówno Northrop Grumman, jak i Blue Origin na pocieszenie pozostają kontrakty na silniki dla, ciągle niegotowej, rakiety Vulcan Centaur. Niegotowej między innymi z powodu przeciągających się prac nad… silnikami. Podobnie ma się sprawa z SLS, choć tutaj w końcu odnotowano sukces i pierwszy test boostera zakończył się powodzeniem.

Patrząc na te wszystkie wydarzenia, człowiek zaczyna się obawiać, że SpaceX za chwilę zostanie monopolistą. Nawet nie z powodu jakości swoich rozwiązań, co nieudolności i niemrawości konkurencji. Northrop Grumman ma na swojej stronie hasło „A new era of exploration is impossible. Until it’s not”. Wydaje się, że dla kilku firm pierwsza część tego hasła może okazać się prawdziwa.