15

No i jest: rakieta wielokrotnego użytku. Od szefa Amazona. Jak sprawę komentuje Elon Musk?

Jeff Bezos umieścił w Sieci swojego pierwszego tweeta. Dopiero założył konto w popularnym serwisie społecznościowym? Nie, posiada je od roku 2008. Musiało zatem wydarzyć się coś ważnego, że postanowił użyć tego kanału. W rzeczy samej: jego firma Blue Origin osiagnęła sukces realizując lot suborbitalny, który zakończył się lądowaniem rakiety. Zaplanowanym, kontrolowanym, udanym. Odzyskano ważną część […]

Jeff Bezos umieścił w Sieci swojego pierwszego tweeta. Dopiero założył konto w popularnym serwisie społecznościowym? Nie, posiada je od roku 2008. Musiało zatem wydarzyć się coś ważnego, że postanowił użyć tego kanału. W rzeczy samej: jego firma Blue Origin osiagnęła sukces realizując lot suborbitalny, który zakończył się lądowaniem rakiety. Zaplanowanym, kontrolowanym, udanym. Odzyskano ważną część pojazdu kosmicznego. To wstęp do czegoś naprawdę dużego. Komentują to specjaliści, dziennikarze, pasjonaci, a największą uwagę poświęca się słowom… Elona Muska.

New Shepard zrobił „coś dużego”

New Shepard (warto podkreślić, że nazwa nawiązuje do Alana Sheparda – pierwszego amerykańskiego astronauty) stał się gwiazdą mediów. Spora w tym zasługa Jeffa Bezosa, który uruchomił swoje konto na Twitterze, o czym pisałem wyżej. Szybko urosła liczba osób obserwujących szefa Amazona, to m.in. za ich sprawą wieść rozeszła się w Internecie. Bez tego sukces Blue Origin byłby z pewnością mniej medialny. Sprytna zagrywka, ale chyba jednorazowa. Nie można jednak napisać, że sprawę rozdmuchano niepotrzebnie – naprawdę wydarzyło się coś ciekawego.

Pojazd składający się z rakiety i modułu, w którym w przyszłości mają przebywać ludzie, wzniósł się na wysokość ponad 100 km. Ważniejsze jest to, że obie części udało się odzyskać. Lądowały osobno, a uwagę skupiono na rakiecie. Poniższy film prezentuje jej lądowanie. Sprzęt nie rozbił się, nie eksplodował, nie trafi na złom – można go ponownie wykorzystać. Właśnie o to chodziło: o stworzenie rakiety wielokrotnego użytku. Dzięki niej koszt lotów poważnie spada. Komercjalizacja tego osiągnięcia może przynieść spore korzyści.

Czas na kosmiczną turystykę

Oglądając film opublikowany przez firmę Bezosa, warto zwrócić uwagę na wątek wygenrowany, wizualizację lotu załogowego. To wygląda jak reklama: zobacz, co możesz przeżyć. A my ci to gwarantujemy, nasz pojazd jest sprawny, wszystko działa. Pokazują wprost, że to nie jest sztuka dla sztuki, z tego ma się zrodzić wielki biznes, kosmiczny przemysł turystyczny. Nad tym samym pracuje np. firma Virgin Galactic, która kilka kwartałów temu zaliczyła poważny wypadek. U Bezosa nie ma eksplozji – jest bezpieczny powrót.

Kosmiczni turyści chodzą już po naszej planecie, ale póki co jest to bardzo droga impreza, do której trzeba się poważnie przygotować. Blue Origin chce to zmienić, poważnie obniżyć próg cenowy (nadal będzie to rozrywka dla wybranych, ale już większej grupy wybranych), wprowadzić masowość. Prawie jak z lotami międzykontynentalnymi. Opanowanie pomysłu od technicznej strony, rozpropagowanie tej idei i pierwsze loty zakończone sukcesem mogą się zamienić w maszynę przynoszące naprawdę duże pieniądze. Szampany otwierane przez Bezosa i jego pracowników nie są przesadą.

Bezos pokonał Muska?

Czy z wyścigiem kosmicznym, jego „prywatną” częścią, najbardziej kojarzony jest Jeff Bezos? Nie, tutaj pierwsze skrzypce gra Elon Musk, szef Tesli, który nie ukrywa, że najbardziej „kręci” go podbój kosmosu. Zajmuje się tym firma SpaceX, o której robiło się w przeszłości głośno m.in. za sprawą… wpadek. W połowie roku pisalismy o eksplozji rakiety Falcon 9. Firma Muska pracuje nad rozwiązaniem, które pozwoliłoby odzyskiwać rakiety, sprowadzać je bezpiecznie na powierzchnię ziemi, ale do tej pory jest z tym problem.

Pojawia się zatem pytanie: Bezos dokonał tego, czego zrobić nie mógł Musk? Takie stwierdzenie byłoby ostrą przesadą. A Musk zdawał sobie sprawę z faktu, iż w świat może pójść informacja, że wyprzedził go szef Amazona, że ktoś pokazał mu, jak to się robi. To byłby problem biznesowy i wizerunkowy. To byłby wjazd na ambicję oraz cios zadany ego. Dlatego szef SpaceX szybko zareagował. Na swoim Twitterze pogratulował Bezosowi i Blue Origin, a następnie… zaczął udzielać lekcji. Tak można chyba z przymrużeniem oka nazwać jego tweety.

Musk przypomniał, co osiagnęła jego firma już w roku 2013, wskazał też na różnice między lotem suborbitalnym a lotem orbitalnym. Bezos skupia się na tym pierwszym, Musk celuje w drugi. Znacznie bardziej wymagający, trudniejszy i stanowiący nadal wyzwanie. Falcon 9 ma dokonać czegoś znacznie większego niż wzniesienie się na wysokość 100 km – celem jest przestrzeń kosmiczna, dostarczanie do niej dużych obiektów, a nie tylko kilku osób. Mowa o innych prędkościach, innych potrzebach energetycznych, innej skali. Pisząc krótko: Jeff, robisz fajne rzeczy, ale to dobre dla amatorów – my jesteśmy zawodowcami.

Szefowi Tesli trudno odmówić racji – wskazuje na kwestie, które trzeba podkreślać. Osiągnięcie Blue Origin jest istotne z punktu widzenia turystyki kosmicznej. Jeżeli spoglądamy wyżej/dalej, to trzeba ponownie wrócić do tematu SpaceX i ich prac. Czy to czyni którąś z firm gorszą/lepszą? Nie, każda ma na siebie inny plan i po prostu go realizuje. Dobrze, że obie działają, że ekipy wzajemnie się nakręcają, a my możemy to śledzić.

Grafika tytułowa: Blue Origin