26

Nintendo banuje zmodyfikowane 3DSy. I to skutecznie

Nie jest to pierwsza fala banów w historii konsol. Ale tym razem jest naprawdę skuteczna, na tyle, że hakerzy są skołowani.

Historia wszelkich modyfikacji konsol i piractwa z tym związanego jest bardzo długa. I przed laty sprawa była… dużo łatwiejsza. Na komputerach często wystarczały stosowne cracki, które zręcznie obchodziły rozmaite zabezpieczenia gier — nawet te najbardziej kreatywne. Teraz rzeczy się skomplikowały. Bo dostęp do homebrew i aplikacji z nielegalnych źródeł to jedno, ale użytkownicy kochają grać online. A kiedy tam zaczynają się oszustwa, to robi się nieprzyjemnie — dlatego firmy robią co w ich mocy, by się takich gagatków. No, w bonusie jeszcze — rzecz jasna — uszczelniają systemy, aby im pieniądze nie wyciekały bokiem. Ale firma wzięła się do pracy i po wielu miesiącach samowolki, rozpoczęła walkę ze zmodyfikowanymi konsolami na dobre.

Ban za banem dla kolejnych zmodyfikowanych 3DSów

Może słowem wprowadzenia — ostatnie miesiące dla przenośnej konsoli Nintendo nie były łatwe. Mimo że jej biblioteka gier rozrasta się z każdym miesiącem do niebotycznych już rozmiarów, to jakiś czas temu pojawiły się w sieci proste przepisy na to, jak dobrać się do urządzenia. Użytkownicy zmodyfikowanych konsol mogli cieszyć się nie tylko dostępem do rozmaitych homebrew, ale też urządzeniami bez blokady regionalnej. Ale sielanka się skończyła, bo firma nareszcie zakasała rękawy i blokuje. Na jakiej podstawie? No tutaj sprawa się komplikuje, bo mimo że blokady sypią się od kilku dobrych dni, zaangażowani w społeczności hakerskiej wciąż nie mogą dojść do tego, co zdradza urządzenia.

Czym skutkuje ban?

Zbanowane konsole nie przestaną nagle działać, nie stają się bezużyteczne… no, przynajmniej nie w formie, jakiej można się tego spodziewać. Użytkownicy z blokadą tracą dostęp do sieciowej rozgrywki, nie mają dostępu do swojej listy znajomych i mogą zapomnieć o dostępie do niektórych usług — m.in. YouTube. Bez problemu mogą jednak cieszyć się grami w pojedynkę, a nawet korzystać z dobrodziejstwa sieciowego sklepu eShop. Czyli, ogólnie rzecz biorąc, mogłoby być dużo gorzej.

Za co te bany?

Najprościej odpowiedzieć jest, że za modyfikacje. Mimo jednak trwającego od kilku dni śledztwa, rozmaitych ankiet i próby odnalezienia dokładnego powodu takiego stanu rzeczy — wciąż nie udało się znaleźć jednego winnego. Przypadki są tak skrajnie od siebie różne, że jedynym wspólnym mianownikiem pozostają tak naprawdę same zmodyfikowane konsole. Jedni bowiem korzystali z homebrew, inni grali w tytuły których premiera dopiero miała nadejść. Kolejni pokusili się o grzebanie w systemie tylko po to, aby móc korzystać w innym regionie. A każdemu z tej grupy zdarzyło się zarobić blokadę, która skutkuje komunikatem Error Code: 002-0102 przy próbie połączenia się z listą znajomych. Według jednego z użytkowników forum GBATemp dzięki ciągłemu połączeniu z internetem, firma zdalnie może obserwować jakie aplikacje są / były uruchamiane na poszczególnych systemach. A najwyraźniej miarka się przebrała i nareszcie postanowiła zrobić z tych wieści należyty użytek.

Oficjalne stanowisko Nintendo w tej sprawie przedstawia Kotaku:

W wyniku nieautoryzowanych modyfikacji systemu, korzystania z nieautoryzowanych wersji jednej lub więcej gier / bądź podłączania się do serwerów gier ze złamaniem zasad użytkowania, Nintendo banuje konsole tych użytkowników ze skutkiem natychmiastowym.

A to ci heca!

Usługi sieciowe Nintendo są od lat obiektem drwin. To prawda, nie są to najlepsze — z punktu widzenia użytkownika — infrastruktury. Mało intuicyjne, a w porównaniu z konkurencją — dość biedne. Ale jak widać firma swoje wie i coś tam potrafi zdziałać. Szczerze mówiąc, jestem zdziwiony ich łaską i faktem, że postanowiła kompletnie nie blokować konsol, bo pewnie nie byłoby to dla niej zbyt problematyczne.

Źródło

Grafika