8

Ninja uciekł z Twitcha, a na jego kanale promowano pornografię. Chcieli dobrze, a wyszło jak zwykle.

Nie ważne czy śledzicie świat streamerów gier wideo czy nie, o Ninja prawdopodobnie gdzieś tam, kiedyś, słyszeliście. A już na pewno o jego głośnym transferze. Kilkanaście dni temu najpopularniejszy streamer z Twitcha został podkupiony przez Microsoft — i teraz pokazuje rozgrywkę na ich platformie Mixer. I wydawałoby się, że wszystko poszło gładko — a Twitch jakoś specjalnie nie dawał do zrozumienia, że ten cios go zabolał. Wiecie, niewinne plansze informujące że Ninja którego użytkownicy szukają jest w innym zamku, zdjęcie jego kontu plakietki "autentyczności" — czyli znaczku zweryfikowanych kont. Włodarze platformy dość subtelnie podeszli do sprawy, ale... w miniony weekend Tyler "Ninja" Blevins zabrał jednak głos w temacie, bo sprawy przybrały niezbyt fortunny obrót.

Zobacz też: Tego 27 latka śledzi na Twitchu już 10 milionów graczy. Kim jest Ninja?

Twitchowy kanał Ninja promował… pornografię

Z perspektywy innych, starających się zabłysnąć na Twitchu, użytkowników — ekipa odpowiedzialna za platformę zrobiła najlepsze co mogła. Korzystając z pozostawionej, pustej, przestrzeni najpopularniejszego streamera na świecie, postanowiła wykorzystać ją do promocji innych profili. Problem polega jednak na tym, że nie zawsze są to odpowiednie streamy — stąd o sprawie zrobiło się bardzo głośno. Jeden z fanów streamera podesłał mu bowiem zrzut, z którego jasno wynika, że na pierwszym miejscu w profilu Ninja promowana była audycja z… pornografią. To nie jest pierwszy raz, kiedy Twitch zmaga się z tego typu treściami, ale tym razem — no cóż, głupio wyszło. Tyler Blevins na tę okazję nagrał nawet krótki materiał, który zamieścił na swoim Twitterze:

Zobacz też: Nie liczy się jakość usługi czy produktu. Kupiona za grube miliony dolarów gwiazda i tak je wypromuje

Ale skoro mowa o największej gwieździe świata streamingu, to Twitch nie bardzo miał jak ten temat przemilczeć. I, również na Twitterze, pełniący rolę CEO Emmett Shear przeprosił Ninja za tę sytuację, a także tłumaczył się — mówiąc że eksperymentują z pokazywaniem rekomendowanych treści również na profilach użytkowników, którzy są offline. Na tę chwilę jednak temat zostaje chwilowo zawieszony, starają się go dopracować — no a konto z łamiącymi regulamin treściami zostało, rzecz jasna, zawieszone.

Ninja — całkiem słusznie zresztą — punktuje całą sprawę mówiąc, że to nie jest standardowe zachowanie na Twitchu, że po opuszczenia przez streamera konta, platforma decyduje się na promowanie za jego pośrednictwem innych streamerów. Co więcej: zaznacza, że nie ma nad tym absolutnie żadnej kontroli, no i o żadnej aferze nie byłoby mowy, gdyby administracja serwisu nie zaczęła kombinować z jego profilem. Przyznaje też, że próbował całkowicie pozbyć się kanału — albo chociaż zadbać o to, by nie pojawiały się na nim promowane treści, ale bez skutku. Efekty są… jakie są. A nie trzeba wiele, by uniknąć takich wpadek.

Z jednej strony — wschodząca społeczność Twitcha miała szansę na większy rozgłos dzięki promocji na TAKIM profilu. Z drugiej — no zamysł może i fajny, ale jak pokazuje ta sytuacja, ekipa mogła się do niej lepiej przygotować (ot, chociażby filtrując treści i oferując tylko zaufanych użytkowników?). Ostatecznie wyszło niezbyt przyjemnie, będą mieć nauczkę na przyszłość — kiedy kolejne gwiazdy zaczną od nich uciekać.