53

Nikt nie wie do czego mają służyć składane smartfony

samsung galaxy fold 2
Składany smartfon to ciekawy wynalazek. Jego nowe wersje i kombinacje powstają w błyskawicznym tempie. Koncepcji i pomysłów jest coraz więcej. Jedne składają się wertykalnie, a inne horyzontalnie. Konstrukcje są coraz śmielsze. Można składać na raz, a nawet na dwa razy. U jednych zawiasu nie widać u innych to cześć większego planu. Jednak gdzieś w tym wszystkim zabrakło mi odpowiedzi na jedno fundamentalne pytanie...po co?

Czym obecnie jest składany smartfon. Ja osobiście postrzegam go raczej w kontekście prototypów, wczesnych MVP niż jako finalny produkt konsumencki. Spójrzmy chociaż na przykład Samsunga, który swój drugi składany smartfon zbudował w całkowicie odmienny sposób oraz znacząco zmienił narrację. Jednak to nie urządzenie samo w sobie jest obecnie problemem, a użytkownik i producenci. Zasadniczo to wszyscy!

Zgadza się, brzmi to trochę jak podejście Apple do problemów z antenami w iPhone 4. Jednak w tym wypadku jest trochę inaczej. Nie mówimy w końcu o wadliwym i bardzo drogim urządzeniu. Mówimy o absurdalnie drogim telefonie, który nie jest jeszcze skończony (ciekawą analizę cen przygotował Grzesiek). A to przecież dwie różne rzeczy…prawda?  

Spróbujmy jednak wejść w temat trochę głębiej. Kluczem do sukcesu każdego produktu jest zaspokojenie konkretnej potrzeby. Nie ważne czy budujemy zwykły telefon czy składany smartfon, dom, samochód czy kawałek oprogramowania. Jeśli nie ma potrzeby, którą produkt ma zaspokoić to nikt go nie kupi. Proste, prawda? Jednak, żeby to kapkę skomplikować musimy sobie uświadomić, że są dwa rodzaje potrzeb. Takie, które już są na rynku obecne i producent celuje w konkretną grupę odbiorców i takie o których klienci nie wiedzą, a producent ich uświadamia i je kreuje. 

Tu znów odniosę się do Apple, który był mistrzem w kreowaniu potrzeb wśród konsumentów. Wiele z jego wczesnych sukcesów wynika z zaspokojenia potrzeby, o której użytkownik nawet nie zdawał sobie sprawy. Czy ich lubimy czy nie trzeba im przyznać, że robili to po mistrzowsku.  

Niezależnie od drogi, którą obiera producent to każda jego strategia produktowa sprowadza się do właśnie do zaspokojenia jakiejś potrzeby.  

Gdzie ta potrzeba ja się pytam?

I tak przechodzimy do sedna sprawy. Gdzie jest ta potrzeba, którą producenci składanych telefonów chcą zaspokoić? Nie pytam o przyszłość. Pytam o tu i teraz? Rzuć okiem na swojego pięknego iPhone, albo cudo z Androidem…hipotetycznie, gdyby go tak teraz złożyć w pół to czy stałby się lepszym czy gorszym narzędziem do pracy (tak na wszelki wypadek dodam: nie próbuj tego robić, bo coś czuję, że szybko stanie się gorszym)?

Obecna konstrukcja składanych smartfonów ma już swoje lata, bo aż 23. Zasadniczo to nie zmieniła się bardzo przez ten czas. Owszem, telefony są lżejsze, mocniejsze, smuklejsze i mają kosmiczne ilości obiektywów, ale co do samej zasady wyglądają z grubsza tak samo. Czy to coś złego? Nie. Czy chcielibyśmy czegoś nowego? Zapewne większość odpowie, że tak, ale gdyby spytać, dlaczego to już nie wyglądałoby to tak kolorowo.   

Telefony przypominają trochę samochody. Samochód dziś i 50 lat temu to zasadniczo ta sama koncepcja. Zmienia się technologia, auta są lepsze, szybsze, bezpieczniejsze, ale to dalej 4 koła i kierownica. Nie ma w tym nic złego. Auto spełnia swoje zadania doskonale.  To w końcu narzędzie. 

Czy te drogi zabaweczki wypełniają jakąś – choćby najmniejszą – niszę na rynku? Czy faktycznie istnieje na nie zapotrzebowanie? Czy może zainteresowanie nimi wynika raczej z głodu za nowościami? W końcu od lat dostajemy w większości odgrzewane kotlety. Pomimo znaczącego skrócenia wypuszczania na rynek nowych urządzeń to okres wprowadzania prawdziwych nowinek znacząco się wydłużył. 

Użytkownicy tak bardzo przywykli do obecnego zastosowania, wykreowali tak wiele nawyków, że próba zaprezentowania, a tym bardziej wdrożenia czegoś nowego to karkołomne zadanie. Nie ma nic trudniejszego do przekonania kogoś o potrzebie zmiany swoich nawyków. Dlatego zanim ktokolwiek podejmie taką próbę powinien się zastanowić czy to w ogóle ma sens. Czy taka zmiana może przynieść coś korzystnego?

To wykreujmy potrzebę!

A skoro o zmianie nawyków mowa to podejdźmy do tematu od drugiej strony. Sam w końcu powiedziałem, że potrzebę można wykreować. Owszem, można, czasami wręcz trzeba, ale nie zawsze się da. 

Osobiście mam wrażenie, że producenci nie wiedzą co chcą nam sprzedać. Ani Samsung, ani Motorolla, ani Microsoft. Tworzą ciekawe prototypy, których (przynajmniej na razie) jedynym zadaniem jest przyciąganie uwagi i zwracanie uwagi na innowacyjność. Jednak czym jest innowacyjność, która jest bezużyteczna? Po co tworzyć składany smartfon skoro wydaje się pozbawiony walorów użytkowych, które są przecież tak ważne w tym segmencie urządzeń?

Drugim problemem jest sam użytkownik. Czy my, użytkownicy, mamy pewność, że nie chcemy tych urządzeń? Może po prostu ich nie rozumiemy i nie wiemy jak możemy z nich skorzystać, żeby miało to sens?  

Mam wrażenie, że obecnie jesteśmy na początku drogi z modelu budowania kompetencji. Pierwszy krok to nieświadoma niekompetencja. Moment, w którym wiemy tak mało o danym zagadnieniu, że nie potrafimy nawet zadać pytania. 

Większość z nas – bez bicia przyznaję się, że ja się do tej grupy zaliczam – patrzy na składane smartfony przez pryzmat czynności, które wykonujemy na Naszych obecnych urządzeniach. Efekt? Nowa koncepcja nie ma wielkiej wartości użytkowej. Ja niczego nie zyskam na złożeniu mojego urządzenia. Powiem więcej, obecnie tylko na tym stracę, bo zastosowane technologie odbiegają daleko od tego do czego przywykłem. 

Co gorsza, producenci też nie mają pomysłu. Mam wrażenie, że budują te prototypy (dalej się upieram, że to nie jest urządzenie konsumenckie) bez szerszego planu. Raczej na zasadzie „jakoś to będzie” lub „coś się wymyśli”. Tylko po co? Czy naprawdę tak ma się zmieniać rynek telefonów? Urządzenia, które stało się jednym z podstawowych narzędzi pracy dla niezliczonej grupy ludzi. Nie tędy droga. 

Czy to jest przyszłość?

Na to pytanie nikt jeszcze nie może udzielić świadomej i popartej faktami odpowiedzi. To wróżenie z fusów. Badanie czy się przyjmie na zasadzie przypadku. Bardzo ryzykowne przedsięwzięcie, ponieważ absurdalna cena urządzeń powoduje, że będą je sprawdzać tylko wąskie grupy, których opinia może być wypaczona. 

Sukces telefonu jaki znamy i kochamy (lub nienawidzimy) wynika z jego dostępności i codziennego zastosowania. Ja, póki co takiego nie widzę dla składanych urządzeń, a już na pewno nie widzę uzasadnienia wydania takiej sumy pieniędzy.