18

Niewidomy mężczyzna oskarżony o nielegalne pobieranie filmów – walka z piractwem czy już kretynizm?

Jakiś czas temu pisałem o piratach łapanych z przypadku. Pukałem się w czoło widząc, w jaką stronę zmierzają organizacje antypirackie. Miałem jednak nadzieję, że to szczyt, na jaki je stać i nic więcej mnie nie zaskoczy. Srogo się zawiodłem, gdy dotarła do mnie informacja na temat pewnego wydarzenia. Okazuje się, że jedna z organizacji antypirackich […]

Jakiś czas temu pisałem o piratach łapanych z przypadku. Pukałem się w czoło widząc, w jaką stronę zmierzają organizacje antypirackie. Miałem jednak nadzieję, że to szczyt, na jaki je stać i nic więcej mnie nie zaskoczy. Srogo się zawiodłem, gdy dotarła do mnie informacja na temat pewnego wydarzenia. Okazuje się, że jedna z organizacji antypirackich stwierdziła jak najbardziej poważnie, że udało jej się złapać pirata. Sęk w tym, że mężczyzna, który otrzymał oskarżenie o pobieranie filmów z internetu… jest niewidomy.

Organizacje antypirackie nie zwiększają dochodów wytwórni, a wręcz odwrotnie. Działania związane z namierzaniem i oskarżaniem piratów pochłaniają więcej pieniędzy, niż udaje się w związku z takimi pozwami uzyskać. Pojawia się jednak jeszcze jeden mankament tych wszystkich działań. Otóż często oskarżane są niewinne osoby, gdyż organizacje nie rozumieją takich faktów jak to, że adres IP nie zawsze identyfikuje daną osobę.

Do takiego nieporozumienia doszło również niedawno, kiedy oskarżenie o pobieranie filmów chronionych prawem autorskim otrzymał niewidomy mężczyzna „o imieniu Doe”. Organizacja, która pozwała tego człowieka upiera się jednak przy swojej racji i to całkiem poważnie. „Doe” jest pozwany o ściągnięcie z internetu filmów pornograficznych. Sam skomentował tę sprawę następująco:

To be honest, it’s a little ridiculous. My movie-watching ability is nonexistent. My kids watch movies, but they are 4 and 6, so they don’t watch porn either. Well, hopefully they don’t.

„Doe” nie zakłada jednak, że pozew jest błędny. Uważa, że najprawdopodobniej padł ofiarą złodziei internetu, czyli osób, którzy korzystają z niezabezpieczonych sieci Wi-Fi swoich sąsiadów. Powiedział, że nie zabezpieczał bezprzewodowej sieci w domu, gdyż korzystał z domyślnych ustawień routera:

I didn’t have time to set up the wireless network in my old apartment. I was working 18-hour days, so I just told my wife to go to Best Buy and pick up a router. She installed it, hit next, next, finish, and — boom — that was it. We lived in a very upscale building; there was no riffraff. We just assumed we didn’t have anything to worry about.

Najbardziej przykre jest to, że koszt rozprawy sądowej jest dość wysoki. I to nie tylko ze względu na same opłaty w stosunku do urzędu jakim jest sąd, ale w Stanach często potrzebny jest także prawnik. Dodatkowo kosztem jest również zwolnienie się z pracy na jeden dzień. „Doe” stwierdził, że bardziej opłacalne będzie dla niego zapłacenie organizacji antypirackiej za odwołanie pozwu, niż samo stawienie się na rozprawie:

The sad part about this entire porn thing is it will cost more to go to a judge. At the end of the day, I’ll probably settle and pay the fee to make this go away.

Takich osób w Stanach zjednoczonych jest znacznie więcej. Pieniądze pobierane od tych niewinnych ludzi nie są moim zdaniem niczym innym jak haraczem.

Więcej informacji na temat tego zdarzenia znajduje się we wpisie na TorrentFreak.