106

Polskę zaleją auta z silnikiem diesla. Niemcy niebawem zaczną się ich szybko pozbywać

Niektórzy się z tym nie zgadzają, ale takie są fakty: samochody są jednym ze źródeł smogu. Może nie tym najważniejszym, ale wciąż szkodliwym. I nie jest to temat roztrząsany jedynie w Polsce - nasi zachodni sąsiedzi po aferze dieselgate zaczęli się baczniej przyglądać sprawie i działać. Efekt jest taki, że sąd przyznał rację miastom, które chcą zakazywać wjazdu do swojego centrum pojazdom z silnikiem diesla. To może mieć bardzo poważne skutki: dla branży motoryzacyjnej, zachowania klientów i... Polaków.

Niemcy przyciągnęły uwagę naszych mediów. Niemiecki Federalny Sąd Administracyjny w Lipsku orzekł, że miasta mają prawo zakazywać wjazdu samochodom z silnikiem diesla. Niejednokrotnie pisałem o tym, że kolejne miasta czy nawet państwa zapowiedziały takie kroki, lecz perspektywa nierzadko wydawała się odległa, to miało się wydarzyć za kilkanaście – kilkadziesiąt lat. Tymczasem decyzja niemieckiego sądu może sprawić, że część tamtejszych miast poważnie podejdzie do tematu i wyda zakazy. A mowa o kilkudziesięciu miejscowościach – tych dużych i bardzo dużych.

Efekt może być taki, że Niemcy zaczną się pozbywać samochodów, które nie będą spełniać norm emisji (chodzi przede wszystkim o tlenki azotu). Obecnie po niemieckich drogach jeździ kilkanaście milionów diesli, wprowadzanie zmian spowodować może znaczny spadek ich cen. Wydaje się mało prawdopodobne, by tymi samochodami byli zainteresowani inni Niemcy, auta pewnie nie trafią na Zachód, do Francji czy państw Beneluksu, bo tam już mówi się o podobnych zakazach. Zapewne obrana zostanie droga na Wschód – te maszyny przyjadą do Polski. Jedni stwierdzą, że to pozytywna informacja, bo starsze pojazdy zostaną zastąpione nowszymi: auto 20-letnie zniknie z dróg, w jego miejsce pojawi się 7-letnie, które truje mniej. Drudzy zauważą, że to 7-letnie też truje, a wycinanie filtrów cząstek stałych to proceder dość rozpowszechniony w naszym kraju.

Przeciwko wspomnianej decyzji sądu lobbowały oczywiście niemieckie koncerny motoryzacyjne. Po ogłoszeniu decyzji, ich akcje taniały. To może przyspieszyć proces przebudowy oferty produktowej. Już teraz da się zauważyć spadek zainteresowania dieslami na Starym Kontynencie, wprowadzenie zakazów wjazdu do miast na największym rynku europejskim może ten proces podkręcić. Warto przy tym dodać, że niektórzy producenci poważnie myślą o całkowitym odejściu od takich konstrukcji.

W swoim oporze przed zakazami niemieckie firmy były wspierane przez rząd federalny, a już po samym wydaniu orzeczenia kanclerz Angela Merkel podkreślała, że dotyczy ono pojedynczych miast, a nie całego kraju. Można się zatem spodziewać, że ta batalia nie została zakończona. Złośliwi powiedzą, że władze w Berlinie powinny się zająć innym problemem: chiński koncern motoryzacyjny Geely stał się największym udziałowcem Daimlera – to kolejny pokaz siły Chińczyków na niemieckim rynku i może z tym wypadałoby coś zrobić.

Polaków powinien zastanowić fakt, że miasta, które chcą ograniczyć poruszanie się diesli, by poprawić jakość powietrza, i tak są w lepszej sytuacji, niż znaczna część miejscowości w naszym kraju. Normy są przekroczone, ale nie o setki procent, jak ma to miejsce w Polsce. Tam po prostu poważnie podchodzi się do problemu. Na tyle poważnie, że rozważana jest opcja wprowadzenia darmowej komunikacji miejskiej. Zabieg bardzo kosztowny i w wielu aspektach problematyczny, lecz korzyścią będzie poprawa jakości powietrza, a co za tym idzie jakości życia. Mniej zanieczyszczeń to mniej chorób i zgonów. Społeczeństwo zyskuje.