1

Niebezpieczne drony na lotnisku? Dzięki temu do takich sytuacji nie powinno dochodzić

Temat dronów wraca jak bumerang – i choć mniej ostatnio słyszymy o niebezpiecznych incydentach z nimi w roli głównej, kwestia tych urządzeń jest jak najbardziej aktualna. Według mnie to kwestia czasu, gdy usłyszymy o kolejnym niebezpiecznym zdarzeniu, którego powodem będzie głupota, czy też nierozwaga pilotującego taki pojazd. Przypominając sobie incydent, do którego doszło w Warszawie […]

Temat dronów wraca jak bumerang – i choć mniej ostatnio słyszymy o niebezpiecznych incydentach z nimi w roli głównej, kwestia tych urządzeń jest jak najbardziej aktualna. Według mnie to kwestia czasu, gdy usłyszymy o kolejnym niebezpiecznym zdarzeniu, którego powodem będzie głupota, czy też nierozwaga pilotującego taki pojazd.

Przypominając sobie incydent, do którego doszło w Warszawie można bardzo szybko stwierdzić, że dron wcale nie jest niewinną zabawką – w odpowiednich warunkach, niezbyt bezpiecznych okolicznościach może stanowić bezpośrednią przyczynę dla katastrofy lotniczej. Przypomnę, że samolot, który podchodził do lądowania na Lotnisku Chopina znajdował się na wysokości Piaseczna, gdy o mało nie zderzył się z całkiem niemałym dronem – ten, który o mało nie spowodował wypadku był sprzętem nieco bardziej profesjonalnym, co można było stwierdzić już po tym, jak sprawa trafiła do mediów. Wysokość, na której zgłoszono widoczność zdalnie sterowanej maszyny jest poza zasięgiem tańszych jednostek.

Co zrobić, aby nikt nie mógł latać dronem w tzw. strefach kontrolowanych lotniska? Niektórzy nie zdają sobie sprawy z istnienia takich stref, garstka osób z premedytacją lata w takich rejonach poszukując na przykład świetnych widoków dla zdjęć. Niezależnie od tego co kieruje osobami łamiącymi zakaz – każdy lot drona w obrębie lotniska może się skończyć tragicznie.

Skoro nie działają zakazy, a wysokie kary finansowe w dalszym ciągu nie odstraszają, należy wprowadzić bardzo bezpośrednie obostrzenia – na których o dziwo nie cierpi nikt, kto zdrowo podchodzi do zabawy z dronami. Otóż, DJI w swoich produktach na poziomie oprogramowania wdraża rozwiązanie, dzięki któremu pojazd ani nie wleci do strefy kontrolowanej lotniska, ani z niej nie wystartuje. Problem rozwiązany „od strzału”, bez ofiar, bez idiotycznych regulacji. Rozwiązanie tak proste, że aż genialne, prawda?

drone-926392_1280

Mapy wykorzystywane przez drona, wspierane przez AirMap będą aktualizowane nie tylko o lotniska, ale także miejsca strategiczne, wokół których lepiej jest nie latać. Chodzi tu również o takie lokacje jak budynki rządowe, elektrownie, itp. Warto wspomnieć, iż konkurencja dla DJI – 3DR również wprowadza podobne obostrzenia argumentując je troską o bezpieczeństwo – również użytkowników.

Nie rozwiązuje to jednak problemu latania dronami w zatłoczonych miejscach, gdzie sprzęt może wyrządzić napotkanym osobom krzywdę (przed oczyma mam coś w stylu „teksańskiej masakry dronem mechanicznym), spaść na kogoś, przenieść nawet ładunek wybuchowy. No, dobra. Nieco się czepiam – nie taki był zamysł tego rozwiązania. Dodatkowym atutem pomysłu DJI (i pośrednio 3DR) jest jednak fakt, iż kiedy dojdzie do nieuprawnionego wyłączenia tej funkcji w dronie przez użytkownika i zostanie to wykryte przez odpowiednie służby np. w toku śledztwa – nie będzie możliwe tłumaczenie się: „nie wiedziałem, nie znam się na prawie, przykro mi”. Dla służb będzie to odpowiedni sygnał, że ktoś, kto wyłączył taki podsystem w urządzeniu działał z absolutną premedytacją i nie zasługuje na choć trochę lepsze traktowanie przez wymiar sprawiedliwości. A uważam, że ten akurat w tej kwestii powinien być szczególnie surowy – dla przykładu.

Jednak ci, którym będzie zależeć na wyłączeniu systemu, będą mogli to zrobić. Jednak będzie potrzebne zweryfikowane konto u producenta wraz z dostępnością informacji o karcie kredytowej, numerze telefonu. Mimo wszystko, nie będzie uprawniało to do latania wokół obiektów o szczególnym znaczeniu dla bezpieczeństwa, więc jest to furtka jedynie częściowo otwarta.

Grafika: 1, 2