6

Nie wszystko złoto, co wygląda jak Diablo. Recenzja Warhammer: Chaosbane

Macie czasem tak, że w pierwszej godzinie spędzonej z grą, jesteście pełni entuzjazmu i dobrej myśli, ale im dłużej gracie, tym bardziej coś Wam jednak nie pasuje? Warhammer: Chaosbane to doskonały przykład tego, że mając świetne uniwersum, sprawdzoną formułę, można wydać bardzo przeciętną produkcję.

Mocno czekam na nowe Diablo, trójkę wciąż ogrywam na Nintendo Switch, do tego jestem entuzjastycznie nastawiony do Diablo Immortal – wierzę w Blizzarda i to, że przyciągną mnie do ekranu tabletu oraz smartfona na długo. Obym się nie mylił. W tym całym oczekiwaniu na Diablo 4 miałem ogromną ochotę pograć w jakiegoś nowego, dobrego hack’n’slasha, dlatego chętnie zgłosiłem się do recenzji Warhammer: Chaosbane.

Muszę jednak od razu napisać, że skłonił mnie do tego przede wszystkim gatunek, bowiem uniwersum Warhammera nigdy jakoś specjalnie nie leżało w strefie moich zainteresowań. Rozmawiałem jednak z osobami, które siedzą w temacie głębiej i powtarzam po nich – czuć tu klimat Starego Świata. Uznajcie to więc za plus, który docenią przede wszystkim osoby interesujące się Warhammerem. Czy jednak Chaosbane, w którym przyjdzie nam przemierzać kolejne lokacje i wybijać kolejne stwory to dobry hack’n’slash?

Warhammer Chaosbane_20190531230123

Zaczynamy standardowo – od wyboru jednej z czterech postaci. Te jednak bardzo mocno wpisują się w schemat tego typu produkcji. Ba, powiem więcej – wydają się kalką postaci znanych z innych hack’n’slashy. Mamy więc zarówno warhammerowego barbarzyńcę, paladyna, czarodziejkę jak i amazonkę. Ale ok, za bazę wzięto sprawdzone rozwiązanie, można potraktować to jako plus.

Jeśli chodzi o system walki, pierwsze wrażenie Warhammer: Chaosbane robi bardzo dobre. Jest dynamicznie, efektownie i przyjemnie. Gorzej jest niestety w kwestii fabularnej – miałem nawet kilka momentów, w których bezmyślnie przewijałem dialogi wychodząc z założenia, że kompletnie nic ciekawego nie opowiadają, ostatecznie wątek opowieści zwyczajnie mnie nie porwał. A powinien zachęcać do zapoznania się z pokazanym w grze światem, prawda? Szczególnie, że przecież nie stworzyli go twórcy Warhammer: Chaosbane.

Generalnie jako hack’n’slash Chaosbane jest po prostu poprawny. Dobrze oddany ruch postaci, niebrzydkie animacje podczas walki, standardowo wypadający loot, ale…Kiedy po kilku godzinach orientujecie się, że większość zmian w ekwipunku to tylko lepsze statystyki, a Wasza postać wygląda praktycznie tak samo (choć trzeba zauważyć, że w przypadku krasnoluda pancerzem są tatuaże, więc to rozumiem) – w dodatku macie wrażenie, że cały czas trzepiecie w kółko te same stwory – coś chyba jest nie tak. Chętnie przywitałbym więcej urozmaiceń w każdym aspekcie – od lokacji, przez stwory aż do broni. Wszystko wydaje się bowiem takie same.

Kampania w Warhammer: Chaosbane trwa około 10 godzin i na dobrą sprawę dopiero w drugiej połowie zaczyna dziać się coś ciekawego, rozwinięte umiejętności faktycznie zmieniają coś w rozgrywce, podobnie jak zmiana broni i pancerza. Oznacza to więc, że tak charakterystyczny dla hack’n’slashy grind przez większość czasu nie ma tu większego sensu, bo równie dobrze możecie zbierać co tylko wypadnie stworom, a i tak uda Wam się iść dalej. To ma również związek z poziomem trudności – na normalnym gra nie oferuje żadnego wyzwania. I skoro trzonem produkcji jest jednak rozgrywka fabularna, a nie endgame, należy traktować to jako minus.

Warhammer Chaosbane_20190602182337

Wspominałem o dość sztampowych klasach postaci, jednak na plus należy zaliczyć, że gra każdą z nich jest jednak inna. Fakt – rozgrywka nie wymaga jakiegoś planowania starć, czy to z większymi grupami przeciwników czy silniejszymi wrogami, ale jednak czuć różnicę między poszczególnymi bohaterami, szczególnie jeśli chodzi o ich umiejętności, których będziecie cały czas używać na placu boju (każda z nich ma kilka poziomów, które zdobywamy przy kolejnych levelach). Wizualnie nie ma tu fajerwerków, jednak jest poprawnie i przyczepić mogę się tylko do poziomów głośności audio, które potrafią czasem szaleć. Na plus na pewno płynność – grałem na PlayStation 4 Pro i praktycznie ani razu nie doświadczyłem przycięć.






Warhammer: Chaosbane sprawia wrażenie produkcji niedokończonej, a to na pewno nie zachęca do zakupu. Dlaczego na przykład nie ma animowanych scenek przerywnikowych i opowieść musimy poznawać za pomocą nudnych dialogów? Odniosłem również wrażenie, że twórcom zabrakło pomysłu na jakiś element przyciągający, który spajałby kolejne misje. Złapałem się na tym, że idę od jednego świecącego na mapie punktu do drugiego, przyjmuję bez zastanowienia misję, wykonuję ją wybijając stwory, wracam do kolejnego świecącego na mapie punktu i tak w kółko. Ja wiem, że to schemat hack’n’slashy, ale w takim na przykład Diablo 3 bardzo chciałem poznać opowieść, zobaczyć co się stanie gdy wypełnię zadanie – tu w zasadzie po dwóch pierwszych godzinach grałem na automacie, bez jakiejś większej refleksji co do historii albo świata. No i sam endgame to póki co po prostu zwiedzanie odwiedzonych już lokacji na wyższych poziomach trudności. To nie zachęca do dalszej rozgrywki.

Jeśli czekacie na Diablo 4, musicie niestety czekać dalej. Warhammer: Chaosbane nie zastąpi Wam tego tytułu i trudno nazwać grę “osłodą na oczekiwanie”. Na pewno więcej z produkcji wyciągną fani uniwersum, dla których samo obcowanie ze światem będzie wartością dodaną. Myślę jednak, że postronny gracz – nawet jeśli lubi ten rodzaj gier – nie znajdzie tu dla siebie zbyt wiele. Szkoda, oczekiwałem po tym tytule czegoś więcej.