15

Nie wierzę, że to oglądam, ale polecę i Wam – recenzja „Final Space” na Netflix

Final Space na Netflix
Jaki jest wasz stosunek do animacji dla dorosłych? Omijacie je? Czy może z ciekawością sprawdzicie, co nowego przygotowała jedna stacja lub serwis streamingowy? Netflix ma coś nowego do zaproponowania: "Final Space" o przygłupie w kosmosie z niewielkim mózgiem, ale o wielkim sercu. Chyba. Tak mi się wydaje. Ale bawi!

Gdy patrzycie na kadry z serialu – poniżej lub powyżej – możecie nie do końca mi wierzyć. Faktycznie, jest to dość zwariowana historia, ale która z animowanych serii dla dorosłych taka nie jest? No właśnie. „Final Space” skupia się na Garym – gościu, który ma spore tendencje do pakowania się w tarapaty. Oczywiście mu na kimś zależy – obiektem jest westchnień jest Quinn Airgone, którą poznał w barze.

To właśnie wtedy przydarzył mu się… mały wypadek, który spowodował, że Gary został zesłany do kosmicznego aresztu. Oprócz odbywania kary w nie-do-końca odosobnieniu (ze względu na towarzyszących mu irytujących robotów), ma swoje obowiązki – konserwacja stacji i inne zadania, którymi musi się codziennie zajmować. Dość przypadkiem trafia na niepozorną z wyglądu kreaturkę – zielony stworek jest groźniejszy, niż nam się wydaje, ale przygłupi Gary wcale w to nie wierzy. Sądzi, że ma sporo szczęścia, a skory do przytulania nowy przyjaciel pomaga mu i chroni go, kiedy tylko może.

Final Space na Netflix

O serial biły się TBS, Comedy Central, Fox, FX, YouTube i Fullscreen. Licytację wygrała stacja TBS, ale do Polski „Final Space” zawitał dzięki Netfliksowi. I to bardzo dobrze, bo choć nie jest to wybitna animacja, jak chociażby ostatni hit „Rick i Morty”, to jednak cały czas bawi, a momentami potrafi wzruszyć. Bohaterowie nie są jednowymiarowi, choć na potrzeby serialu wpisano ich w pewne ramy, które pozwalają rozgrywać akcję, tak a nie inaczej. Oprawa wizualna opiera się… faktycznych zdjęciach przestrzeni kosmicznej wykonanych przez NASA.

Pierwsze odcinki są dość nierówne. W chwilach, gdy już miałem ochotę zrezygnować i nacisnąć „wstecz” na pilocie, odcinek zmieniał kierunek i fabuła stawała się (nieco) bardziej interesująca. Nie będę kłamał – część serialu obejrzałem z czystej ciekawości, na zasadzie, co jeszcze czeka Gary’ego oraz czy i jak uda mu się poderwać Quinn. Całości towarzyszy jednak taka lekka i przyjazna atmosfera, żarty nie są tak głupie, jak mogłyby być, więc więcej było „za” niż „przeciw” jeśli chodzi o obejrzenie pierwszego sezonu do końca.

Final Space na Netflix

Trudno jednak nie dostrzec tu nawiązań i zapożyczeń z innych seriali animowanych dla dorosłych. Już patrząc na grafiki wydaje nam się, że to spin-off „Ricka i Morty’ego” albo „Futuramy”. I rzeczywiście „Final Space” chce czymś takim być, ale mniej na poważnie, a więcej dla zabawy. Jako serial zastępczy dla obydwu wymienionych tytułów, gdy czekamy na ich nowe odcinki, sprawdza się naprawdę nieźle. Gdybym miał wybierać, to „Final Space” nie postawiłbym ponad „Ricka I Morty’ego”, ale skoro premiera zupełnie nowych sezonów jest tak odległa, to spędzenie czasu z Garym nie jest wcale takim złym pomysłem.

17