60

Nie sądziłem, że kiedykolwiek zafascynuje mnie… pralka. LG 6 Motion TurboWash – pierwsze wrażenia

Od wczoraj w mojej łazience stoi pralka LG TurboWash 6 Motion. Przyznaję, że to najbardziej zaawansowane urządzenie tego typu, jakie kiedykolwiek miałem... i do tego zaskakująco fascynujące.

Bycie gadżeciarzem z całą pewnością nie ogranicza się do fascynacji komputerami, smartfonami i innymi urządzeniami z segmentu IT. Nie wiem jak wy, ale ja często emocjonuję się zakupami sprzętów RTV czy AGD. Pralki LG TurboWash 6 co prawda nie kupiłem, a jedynie zdecydowałem się na przeprowadzenie „testów”. Nie zmienia to jednak faktu, że jej możliwości i zastosowane tutaj technologie zrobiły na mnie spore wrażenie. Na tyle, że już po pierwszym dniu i kilku praniach chcę podzielić się z wami pierwszymi wrażeniami.

Model, który przyjechał do mnie na testy to nowość w ofercie koreańskiej firmy. Pralka ma załadunek 10 kg, a więc jest zauważalnie głębsza – 61 cm. Jeśli chodzi o wysokość i szerokość, raczej nie odstaje od standardów: 85 cm x 60 cm. Na pewno natomiast wrażenie robi waga – 70 kg to nie przelewki. A wynika to nie tylko z większego bębna. Swoje waży też silnik Direct Drive, który jest jednym z kluczowych atutów pralki. W przeciwieństwie do konwencjonalnych napędów nie uświadczymy tutaj konwencjonalnego napędu z paskiem przenoszącym napęd. Zamiast tego silnik umieszczono bezpośrednio za bębnem. Co to daje? Korzyści jest kilka:

  • Pralka pracuje zdecydowanie ciszej. Podczas prania trudno mi było usłyszeć cokolwiek więcej niż chlupot wody i odgłosy przewracanego prania wewnątrz. Nie ukrywam, że zrobiłoto na mnie duże wrażenie.
  • Jest stabilniejsza. Wibracje są właściwie niewyczuwalne do czasu uruchomienia wirowania (1400 obr./min) i nawet wtedy są one o wiele mniejsze niż w mojej starej pralce
  • Rozwiązanie to ma być bardziej efektywne energetycznie, czego jeszcze nie zweryfikowałem (na pralce mamy oznaczenie klasy energetycznej A+++, więc coś jest na rzeczy). Producent zapewnia, że w ogólnym rozrachunku jest też bardziej niezawodne i bezawaryjne, czego prawdopodobnie nie sprawdzę w ogóle. Dostajemy jednak aż 10 lat gwarancji na silnik, więc LG jest dość pewne swojej technologii.

Silnik DirectDrive potrafi w sumie wykonywać aż 6 unikatowych ruchów, które mają przekładać się na bardziej efektywne i oszczędne pranie. Większość pralek wykonuje po prostu ruch pełnoobrotowy, a tutaj mamy jeszcze m.in. rolowanie, upuszczanie, kołysanie czy nawet filtrowanie. Wszystko to ma sprawiać, że detergent będzie lepiej rozpuszczany, pranie sprawniej namaczane i chronione przed zgnieceniami oraz zniszczeniem. Po kilku pierwszych praniach jestem zadowolony, ale trudno mi jeszcze powiedzieć, czy to aby nie efekt placebo. W każdym razie nie odniosłem wrażenia, aby pranie wyjęte z pralki LG nie wymagało późniejszego prasowania. W tej kwestii nic się nie zmieniło.

Przedni panel pralki to ogromna liczba dotykowych przycisków, w których można zaginąć. Fani pokręteł mogą poczuć się tutaj lekko rozczarowani. Wystarczy jednak dosłownie chwila, aby opanować sterowanie. Do dyspozycji oddano nam tutaj całą gamę podstawowych programów – począwszy od bawełny, przez syntetyki i pościel, a na usuwaniu plam i cichym praniu skończywszy (to da się jeszcze ciszej?!). Tutaj największym atutem pralki ma być tryb TurboWash, który skraca podstawowy program prania bawełny do 59 minut i w tym czasie pobiera o 15 proc. mniej energii od konwencjonalnych pralek (jedynie 0,617 kw) i o 40 proc. mniej wody (46,8 l). Brzmi to naprawdę nieźle. Nie zauważyłem przy tym, aby pranie w trybie TurboWash było mniej efektywne niż w trybie standardowym (ale znów bazuję tutaj na swoich subiektywnych odczuciach). Tutaj od razu warto też dodać, że pralka pozwala nam w dowolnym momencie zatrzymać pranie i… dorzucić cokolwiek do bębna. Każdy kto choć raz wyprał tylko jedną skarpetkę doskonale wie jakie to frustrujące, więc powinien docenić takie rozwiązanie.

Co jeszcze fajnego tutaj znajdziemy? Zaskoczyło mnie, że pralka przed rozpoczęciem programu dokonuje zważenia naszego prania. Na tej podstawie dostosowuje ilość wody, jaka zostanie wpompowana do bębna. Z tego też powodu na panelu nie znajdziemy żadnych przycisków typu „niepełny załadunek”, bo urządzenie jest w stanie samodzielnie to zmierzyć.

LG 6 Motion TurboWash ma również funkcję prania z użyciem pary. Tryb ten nosi nazwę TrueSteam i może być używany na kilka sposobów: jako osobny program, krótkie odświeżanie ubrań lub zmiękczanie po tradycyjnym praniu. W zależności od tego, na co się zdecydujemy, otrzymamy różne efekty. Producent zapewnia, że w każdym przypadku para pozwoli usunąć 100 proc. bakterii i 99,99 proc. alergenów. Przyznaję, że tego rozwiązania jeszcze nie sprawdzałem.

Póki co poruszaliśmy się jedynie po technologiach zaprojektowanych przede wszystkim z myślą o segmencie AGD. Mnie zależało przede wszystkim, aby testowany produkt zaczerpnął cokolwiek z branży stricte technologicznej. I faktycznie znajdziemy tutaj kilka takich rozwiązań. Przede wszystkim pralka LG posiada wbudowany moduł NFC (TagOn), który pozwala na komunikowanie się ze smartfonem, na którym zainstalujemy dedykowaną aplikację. W ten sposób możemy pobierać z sieci wyspecjalizowane programy prania, a następnie uploadować je do pralki. Niestety aktualnie w bazie LG jest ich zaledwie dziewięć – mam nadzieję, że ta liczba będzie stale rosnąć, poszerzając możliwości urządzenia. Druga wada to możliwość wgrania tylko jednego programu specjalnego jednocześnie.

Mechanizm NFC służy również do diagnostyki pralki w razie wszelkiego rodzaju usterek, awarii oraz problemów. Czasem może się okazać, że wizyta serwisanta jest zbędna, bo problem rozwiążemy sami dzięki instrukcji zaproponowanej przez aplikację po zdiagnozowaniu przyczyny. Podejrzewam, że w przyszłości pozwoli to zaoszczędzić sporo czasu i pieniędzy. Zakładam jednak, że mnie nie uda się sprawdzić tego rozwiązania. No… chyba, że coś popsuję.

Co mnie rozczarowało? Prawdę mówiąc spodziewałem się tutaj więcej pierwiastka „smart”. Liczyłem na moduł WiFi i możliwość sparowania pralki z routerem. Potem za pomocą dedykowanej aplikacji mógłbym np. uruchamiać załadowaną pralkę tuż przed powrotem z pracy. Zamiast tego mam jedynie opcję „opóźnionego startu”, za pomocą której mogę precyzyjnie określić czas, po upływie którego pralka ma zakończyć swoją pracę. WiFi mogłoby służyć również przesyłaniu wszelkich komunikatów o problemach z pralką. Producent mógłby iść o krok dalej i umieścić u podstawy czujnik wilgoci, który zaalarmowałby nad w momencie, gdy w łazience pojawi się kałuża. W ten sposób pralka chroniłaby nas jednocześnie przed wszelkimi innymi awariami hydraulicznymi. Oczywiście wszystko to znacząco by podniosło jej cenę, a ta już teraz nie jest niska, bo za opisywany model musimy zapłacić aż 3,5 tys. złotych.

Jakkolwiek by to nie brzmiało, wracam do prania i wkrótce przygotuję bardziej wyczerpujący opis LG 6 Motion TurboWash. Nie ukrywam, że nie jestem żadnym specjalistą w tym segmencie, a na co dzień w swojej łazience mam podstawowy model z dolnej półki. Z tego też powodu moja fascynacja tymi wszystkimi technologiami i rozwiązaniami tutaj zastosowanymi może być lekko na wyrost. Mam nadzieję jednak, że w ogólnym rozrachunku opinia na temat tego sprzętu będzie dla was wartościowa. A jeśli tak to kto wie – może częściej będziemy na łamach Antyweba sprawdzać tego typu sprzęty.