53

Nie rozumiem ludzi filmujących koncerty telefonem

Ponad dwa lata temu Krystian Zimerman przerwał swój koncert, ponieważ jeden z widzów nagrywał go smartfonem. Wzburzony artysta krytykował wówczas YouTube’a za to, jak wpłynął on na muzykę. Nie zgodzę się z jednoznaczną krytyką serwisu, ma on swoje jasne i ciemne strony, ale muszę przyznać, że wrzucane tam amatorskie filmy z koncertów to naprawdę dziwne […]

Ponad dwa lata temu Krystian Zimerman przerwał swój koncert, ponieważ jeden z widzów nagrywał go smartfonem. Wzburzony artysta krytykował wówczas YouTube’a za to, jak wpłynął on na muzykę. Nie zgodzę się z jednoznaczną krytyką serwisu, ma on swoje jasne i ciemne strony, ale muszę przyznać, że wrzucane tam amatorskie filmy z koncertów to naprawdę dziwne zjawisko.

Poruszam temat, ponieważ w weekend miałem okazję obserwować ludzi na koncercie. Spora część wyłącznie patrzyła na scenę (i słuchała rzecz jasna), nie brakowało ludzi tańczących, ale też takich, którzy patrzyli na wydarzenie przez ekran swojego smartfonu. Bo je nagrywali. Jedni stojąc niedaleko sceny, inni kilkadziesiąt metrów od niej. I w prażącym, oślepiającym słońcu i w deszczu, po zmroku. Nawet, jeśli mają najlepsze moduły fotograficzne w swoich smartfonach, sprzęt pomyślany tak, by robić nim zdjęcia i filmy, to te materiały jakością raczej nie powalą.

Zastanawiam się, po co ludzie to robią? Pisałem już kiedyś o zdjęciach pstrykanych w ciekawych miejscach czy podczas ważnych wydarzeń. Zamiast nacieszyć się jakąś chwilą albo widokiem (własnymi oczami) ludzie natychmiast wyciągają aparat, czyli komórkę. Filmowanie koncertu to jeden z najdziwniejszych przejawów tej mody. Po co ludziom taki materiał? Będą go pokazywać znajomym, krewnym czy ludziom w pracy? Przecież tam niewiele widać, jakość muzyki jest słaba. Zachowają dla potomnych? Będą sobie odtwarzać? Lepiej chyba posłuchać profesjonalnego nagrania.

Te profesjonalne nagrania czasem trudno znaleźć w morzu śmieci, jakie trafiają na YT. Ludzie po koncercie wrzucają swoje dzieła do Sieci i zanim trafi się na coś wartościowego, przynajmniej półprofesjonalnego, można rozpocząć odtwarzanie kilku czy kilkunastu bezwartościowych filmów. Bywa i tak, że ciężko stwierdzić, kto stoi na scenie i co śpiewa. Ludziom wydaje się, że robią komuś przyjemność dodając coś takiego do wspólnej cyfrowej przestrzeni? Ale skoro ktoś te filmy ocenia pozytywnie, to może są przekonani, że wykonują kawał dobrej roboty? Działają dalej.

Nie nagrywałem, a co za tym idzie, nie wrzucałem takich materiałów i nie zamierzam tego robić. Nie mam ani umiejętności ani sprzętu, by się tego podjąć, niech sprawę biorą w swoje ręce profesjonaliści. Ktoś stwierdzi, że przecież spora część koncertów nie jest nagrywana przez profesjonalistów, potem udostępniana, ale spytam: a musi być? Nie chodzi też tylko o sprzęt i umiejętności – mnie zwyczajnie szkoda patrzeć na koncert przez ekran smartfonu, skupiać się na tym, czy w kadrze mam scenę i czy ktoś nie zasłania niewielkiego punktu, jakim jest artysta stojący kilkadziesiąt metrów dalej. „Nagrywaczom” radzę zrobić to samo.