3

Nie miałem żadnych oczekiwań, a i tak jestem rozczarowany. Recenzja Tom Clancy’s Ghost Recon Breakpoint

Jesień to czas wielkich premier i jedną z nich jest bez wątpienia Tom Clancy’s Ghost Recon Breakpoint. Szkoda tylko, że zapamiętam ten tytuł jako niezły pomysł ze słabym wykonaniem. Ogromny świat z masą możliwości, który okropnie mnie wynudził.

W poniedziałek siedzieliśmy w biurze i rozmowa zeszła na chwilę na Tom Clancy’s Ghost Recon Breakpoint. Powtórzę więc to, co powiedziałem Grześkowi – fabuła wleciała mi jednym, a wyleciała drugim uchem. Zaznaczam jednak, że jest, choć nie oczekujcie ani ciekawej opowieści, ani dobrze napisanych bohaterów. Aurora to archipelag z laboratorium i fabryką firmy Skell Technology, skupiającą się na sztucznej inteligencją i dronach. Nagle komunikacja z wyspą się urywa, w związku z czym zostaje na nią wysłany oddział Duchów, jednak ich śmigłowce zostają zestrzelone. Jak to w sztampowych opowieściach bywa, to właśnie nasz bohater (lub bohaterka, którą sami stworzymy w edytorze) jest jedynym ocalałym.

A wyspa nie jest przyjazna, wszędzie chodzą uzbrojeni żołnierze, którzy na nasz widok od razu otwierają ogień. Jest też założona przez byłego amerykańskiego komandosa społeczność, którą przyjdzie nam poznać. Generalnie fajnie nie jest, a w głowie pojawiają się skojarzenia z serią Far Cry. Jestem jednak więcej niż pewien, że większość graczy nie będzie chciała poznawać historii z dwóch powodów. Po pierwsze niczym ona nie zaskakuje i jest zwyczajnie miałka, po drugie napotkani bohaterowie ciągle gadają, do tego bardzo nudne rzeczy i jedyne o czym wtedy marzyłem, to powrót do walki by tylko uniknąć konieczności słuchania tych monologów.

Trochę lepiej wygląda sama walka, która daje masę możliwości wykonania poszczególnych (czasem niestety nudnawych i powtarzalnych misji). Lubicie działać w ukryciu? Proszę bardzo – Waszym najlepszym przyjacielem będzie możliwość usmarowania się błotem, co daje duże szanse na pozostanie niezauważonym. Wolicie, w stylu Rambo, siać ołowiem i kłaść kolejnych przeciwników? Też można, choć od razu ustawcie niższy poziom trudności, bo tylko tam takie akcje przejdą. Możliwości jest naprawdę sporo – do bogatego arsenału, który dodatkowo można naprawdę konkretnie personalizować dochodzą gadżety. Ot chociażby drony, dzięki którym poznacie okolicę i zaplanujecie atak. Dodam, że zupełnie inaczej gra się w kooperacji z innymi graczami i jeśli w ogóle planujecie przygodę w Breakpoint, nie róbcie tego samotnie. Raz, że gra bardzo traci wtedy na frajdzie (czy raczej prawie jej wtedy nie ma), a dwa – Breakpoint wydaje się zaprojektowane właśnie pod wieloosobową zabawę i odniosłem wrażenie, że często przeciwników było zbyt wielu jak na jednego gracza.

Skoro o wrogach mowa, nieźle wypada sztuczna inteligencja, która każe im chować się za osłonami i prowadzić w miarę rozsądny ostrzał. O ile nie gracie na najniższym poziomie, bo wtedy można zasadniczo podejść na kilka metrów i dopiero wtedy dostać od nich kulkę. SI poskąpiono niestety na cywili, którzy będą chyba gwiazdami filmików pokroju GlitchMistrz u Quaza. Nie wiem też dlaczego mieszkańcy wyspy wydają się kompletnie oderwani od tego, co dzieje się na ekranie i nie widać żadnej interakcji z otaczającym ich światem. Ale może to i lepiej, bo chociaż nie zaalarmują strażników kiedy wejdziecie im w drogę. Tak czy inaczej wygląda to komicznie.

Momentami miałem wrażenie, że Tom Clancy’s Ghost Recon Breakpoint stara się być symulatorem komandosa. Tylko chyba niezbyt uważającego na zajęciach sprawnościowych, bo ciągle brakowało mu staminy. To samo z chowaniem się za przeszkodami – na pierwszy rzut oka wygląda profesjonalnie, a jednak wrogom zdarzało się widzieć mnie mimo tego, że moim zdaniem byłem bardzo dobrze ukryty. Nie sądzę, by dało się to poprawić aktualizacjami, choć mogę się mylić. Jest też możliwość picia wody, craftowania, gotowania i jakiś dziwny notatnik, o którym ciągle zapominałem, a nie powinienem, bo pozwala podbić zdobyte punkty doświadczenia. Trochę tego za dużo, w połączeniu z możliwościami modyfikacji broni czułem się momentami mocno przytłoczony. Interfejsem również, szczególnie że wygląda jak zrobiony konkretnie pod myszkę, a ja grałem na padzie na PlayStation 4 Pro.

Onieśmielony dużą mapą poczułem się już na początku, kiedy po pierwszej wizycie w bazie w ogóle nie wiedziałem co robić. Poleciałem helikopterem do pierwszego zaznaczonego celu, czegoś nie doczytałem – zastrzeliłem typa. To był cywil , misja nieudana, nie widziałem opcji powtórzenia. Ok, lecę do następnej – zestrzelili mnie po drodze. Pojawiłem się na mapie ponownie, w innym miejscu, biegnę, wpadam na wrogów – ginę, znów pojawiam się w innymi miejscu. Wyłączyłem Breakpoint, włączyłem dopiero kolejnego wieczora. No nie jest to na początku przyjazna gra, oj nie. Następnego dnia dotarło natomiast do mnie, że przytłacza mnie również ciągła zmiana broni – bo to taki trochę loot shooter z dziwnym systemem, w którym musimy ciągle podnosić poziom żeby móc później zdobywać jeszcze lepsze wyposażenie. Innymi słowy – ustawionym zestawem nie nacieszycie się zbyt długo. Niby fajnie, bo ciągle coś się zmienia, z drugiej strony kiepsko, bo kolejny element wprowadza do rozgrywki chaos.

Jednym z największych zarzutów skierowanych do Breakpoint był system mikropłatności. Na szczęście Ubisoft się z nich wycofał. A można było zboostować sobie doświadczenie, kupić skórki do broni, ale to nie wszystko – system miał dawać graczom z mniejszymi zapasami czasu na granie możliwość gonienia tych, którzy długo siedzą przy produkcji. To model podpatrzony w grach typu F2P i niech tam zostanie. Żółta kartka za pomysł, Ubisofcie – opanuj się następnym razem, nie tędy droga. Nie do końca wiem jak to będzie wyglądać w przyszłości, bo podobno mikropłatności w pierwotnej formie mają wrócić, gdzieś czytałem że jednak nie. Ale patrząc jak temat krąży po sieci, nie da się już w opiniach odpiąć go od gry. Szkoda, bo na pewno popsuło to odbiór produkcji, której do ideału i tak bardzo daleko.

 

I na koniec kilka słów o oprawie. Grałem na PlayStation 4 Pro i nie widziałem by była to jedna z ładniejszych gier tej kończącej się generacji. Ba, czasami potrafiła wyglądać wręcz paskudnie jak na 2019 rok. Doceniam dużą mapę, bywały fajne wizualne momenty, ale ogólnie Breakpoint prezentuje się przeciętnie. Równie przeciętnie działa, choć tu też podobno dużo zależy od platformy (na Xboksie One X lepiej niż u niebieskich). Ten tytuł to jednak, jak często w piaskownicach bywa, pole do technicznych problemów z kolizją obiektów. Niewidzialne kamienie, znikające tekstury, dziwne artefakty – wszystko można odhaczyć, bo szybko takie kwiatki znajdziecie. Mnie to akurat irytuje, ale może jesteście mniej wyczuleni.

Dobrze, że są inne gry

Przedwczoraj kupiłem Untitled Goose Game i pierwsze 30 minut w ciele niegrzecznej gęsi sprawiły mi więcej frajdy niż granie w Tom Clancy’s Ghost Recon Breakpoint. Nie ukrywam, ze nie jestem najlepszym targetem do tej gry, choć nadmienię, że przy Wildlands bawiłem się dobrze i generalnie lubię gry Ubisoftu (choć nie uważam ich za wybitne). Breakpoint najpierw rozczarował mnie fabułą, potem przytłoczył interfejsem i opcjami, by później wynudzić fabułą i rozgrywką. Nie napiszę, że to ogromne rozczarowanie, bo nie miałem wobec tej gry żadnych oczekiwań – no może poza dobrą zabawą. Tej niestety mi nie dostarczyła. Nie polecam.