Technologie ubierane. Hit ostatnich kilkunastu miesięcy, ale jeszcze daleko do tego, by uznać ten temat za przebrzmiały. W kwietniu tego roku, podczas wizyty w Tokyo, stałem się posiadaczem opaski Jawbone UP24. Drogą eliminacji wybrałem właśnie ten produkt, świadomy wielu niepochlebnych opinii na temat wytrzymałości produktów Jawbone. Problemy trzymały się ode mnie z daleka, ale do czasu.

Na początku września, pełen pozytywnych emocji informowałem Was o tym, jak świetną aktualizację przygotował Jawbone dla użytkowników opaski UP24. Oprócz kilku drobniejszych poprawek, tą najpoważniejszą zmianą było wydłużenie czasu pracy na baterii o drugie tyle. Oznaczało to, ni mniej ni więcej, że opaska zamiast tygodnia, będzie teraz „unikać” ładowarki przez pełne dwa tygodnie. Aktualizacji dokonałem i przez najbliższe niemal trzy tygodnie cieszyłem się urządzeniem, w które inwestcja wydała mi się wtedy podwójnie udana.

A miało być tak pięknie

Pewnego popołudnia opaska zawibrowała na moim nadgarstku, ale nie było to jedno z oczekiwanych powiadomień – o braku aktywności czy z sugestią pory, o której powinienem położyć się spać, by nadrobić brak snu z ostatnich kilku dni. Krótkie zerknięcie na diodę informacyjną na opaskę wystarczyło, bym zorientował się, że chodzi i niski stan naładowania baterii. Byłem tym niesamowicie zdmiony, ponieważ dwa lub trzy dni wcześniej ładowałem opaskę „tak jak Bóg przykazał”: przy użyciu oficjalnego kabelka i z portu USB w komputerze.

Po takim powiadomieniu, zazwyczaj mamy jeszcze co najmniej kilkanaście godzin do chwili pełnego rozładowania baterii, więc zupełnie nie zakrzątałem sobie tym incydentem głowy. Po powrocie do domu uruchomiłem aplikację UP na moim telefonie, a ta poinformowała mnie o braku połączenia z opaską. Wciśnięcie przycisku na UP24 „budzi” ją na chwilę, prezentując aktualny tryb pracy. Tym razem nic się nie wydarzyło. Kolejne próby zakończyły się dokładnie tak samo, więc podłączyłem opaskę do ładowarki. Dioda zaświeciła się, więc wyglądało na to, że wszystko powróci do normy – wystarczy przecież naładować opaskę, co nie zajmuje dłużej niż godzinę. Cóż, od tej pory wszystko co się działo, było dalekie od normy.

20141119_172200842_iOS2

Po odłączeniu opaski od ładowarki, przełączeniu jej w tryb nocny poszedłem spać. Rano, na pierwszy rzut oka wydawało się, że wszystko jest „okej”. Nie było. Aplikacja na telefonie wskazywała zaledwie około 70% baterii. Zaledwie, bo po kilku godzinach wskaźnik nie powinien przekroczyć nawet 95%. Postanowiłem nie ładować baterii w opasce – być może był to tylko błąd w aplikacji. Takie się przecież zdarzają. Niestety nie, tylko dwa dni później aplikacja poinformowała mnie o niskim stanie baterii, a opaska zawibrowała potwierdzając ten fakt.

Wtedy rozpoczęły się poszukiwania pomocy. Sięgnąłem, standardowo, po Google i Twittera. Odpowiednie słowa kluczowe zaprowadziły mnie na fora oficjalne i nieoficjalne oferujące wsparcie dla tego typu gadżetów, zaś użytkownicy Twittera również próbowali podsunąć rady, które mogłyby mi pomóc. Podobną sytuację przerabiałem kiedyś z tabletem, którego czas pracy na baterii znacząco się skrócił po tym, jak doprowadziłem do całkowitego rozładowania akumulatorów. Baterie potrzebowały kilku pełnych cykli ładowania, zanim wszystko wróciło do normy. Takie praktyki nie pomogły w przypadku opaski, jak i żadne inne: ponowna aktualizacja oprogramowania, soft reset i hard reset. Jawbone zaangażował się w pomoc poprzez konto wsparcia na Twitterze, ale ostatnim komunikatem jaki otrzymałem był numer telefonu, pod którym powinienem zadzwonić, by uzyskać pomoc oraz adres e-mail.

Clipboard01

Postanowiłem nie dzwonić, lecz wysłać wiadomość. Spędziłem nad nią sporo czasu, gdyż chciałem, by już w pierwszym mailu znalazły się wszystkie niezbędne informacje. To zaoszczędzi mi czasu na uzupełnianie ich później, a jak wiemy wymiana wiadomości z działem wsparcia nie jest kwestią kilkudziesięciu minut oczekiwania na odpowiedź. W e-mailu podałem wszystkie informacje odnośnie zakupu, elektroniczny paragon oraz pełen opis problemu, z którym się borykam. Podlinkowałem wszystkie opisy podobnych sytuacji, w których znaleźli się inni użytkownicy oraz tweety zamieszczone przeze mnie, jak również otrzymane na nie odpowiedzi.

We can assist you.

Na odpowiedź Jawbone czekałem dokładnie dwa dni: od 26 do 28 października. Wtedy otrzymałem wiadomość potwierdzającą przyjęcie zgłoszenia i zapowiedź wysyłki nowej opaski. Ze względu na dość odległe od siebie lokalizacje zamieszkania i zakupu, niejaki Alberto podjął decyzję o wysłaniu zupełnie nowej opaski prosto do mnie. Pozostało jedynie czekać.

Czekałem, czekałem i czekałem. Przez około dwa tygodnie nie otrzymałem zapowiedzianej wiadomości z potwierdzeniem nadania paczki, ani samej paczki. Kolejna wiadomość e-mail poruszająca tę kwestię okazała się niezbędna. Najwyraźniej zgłoszenie umknęło czyjejś uwadze lub utknęło w jakimś momencie przetwarzania. Zostałem przeproszony i zapewniony, że tym razem wszystko pójdzie tak jak powinno. I rzeczywiście, niezbyt prędko, ale jednak dostałem e-maila z informacją na temat nadanej paczki – wiadomość zawierała jej numer, więc mogłem bezproblemowo śledzić całą drogę, którą opaska potrzebowała przebyć, by dotrzeć do mnie.

20141118_131806167_iOS

Wczoraj cała sprawa doczekała się swojego finału. Kurier zawitał do moich drzwi i wręczył niewielki pakunek wysłany z Dublina. W środku, w pudełku zastępczym znajdowała się zupełnie nowa opaska oraz koperta, w której odesłać mam tę starą.

Cały proces wymiany opaski byłby idealny, gdyby nie fakt ponad dwutygodniowej zwłoki z wysyłką nowego urządzenia. Do niedawna o tego typu sytuacjach mogłem jedynie przeczytać, teraz już wiem, że dział supportu w Jawbone jest jednym z najlepszych na świecie. Nie jest idealny, ale godny pochwały i polecenia, bo kupując opaskę możemy być pewni, że przez cały okres gwarancji będziemy traktowani tak jak powinniśmy być traktowani. Być może, gdyby w Polsce dostępne były sklepy Apple Store, to proces wymiany byłby łatwiejszy – w końcu z jednym z tych sklepów w Tokyo nabyłem właśnie UP24. Tak jednak nie jest, i choć sam proces trwał dość długo, to dziś na nadgarstku noszę znów w pełni działający produkt.