10

Nie ma już granic między realem i wirtualem

Autorem tego tekstu jest Jacek Artymiak mieszkający w sieci pod adresem artymiak.com. W tym roku przypada 20 rocznica mojej obecności w internecie. Odkąd po raz pierwszy podłączyłem się do sieci przez modem SupraFAXModem 14400 jesienią 1992 roku moje życie toczy się w dwóch światach, realnym i wirtualnym. Z roku na rok zaciera się różnica między […]

Autorem tego tekstu jest Jacek Artymiak mieszkający w sieci pod adresem artymiak.com.

W tym roku przypada 20 rocznica mojej obecności w internecie. Odkąd po raz pierwszy podłączyłem się do sieci przez modem SupraFAXModem 14400 jesienią 1992 roku moje życie toczy się w dwóch światach, realnym i wirtualnym. Z roku na rok zaciera się różnica między nimi i mam przeczucie, że świat wirtualny staje się coraz bardziej niezbędnym dodatkiem do świata rzeczywistego, który staje się o wiele bardziej ciekawy kiedy towarzyszą mu wirtualne warstwy informacji i usług.

Do tego samego wniosku dochodzą firmy produkjące wszelkiego rodzaju sprzęty, które bez dostępu do internetu są albo użyteczne w niewielkim stopniu albo wcale. Zaganiający do kąta konkurencję iPad bez dostępu do sieci jest bardzo drogim budzikiem i kalkulatorem; podobnie Kindle od Amazona bez dostępu do sieci jest drogim kawałkiem plastiku i krzemu; a kosztujący ok. 300 zł odtwarzacz DVD/BlueRay firmy LG kurzący się pod moim telewizorem posiada możliwość aktualizacji własnego oprogramowania przez interenet, ale też może służyć do zakupu i odtwarzania płatnych treści. Dobrej jakości tablety z systemem Android kosztują dziś już mniej niż 1000 zł. Komputer przepoczwarza się na naszych oczach i wciska się gdzie tylko może.

Nie ma w tym nic dziwnego, bo producenci smartfonów czy komputerów to firmy, które tworzą wirtualny świat, do którego obsługi sprzedają nam narzędzia. I to oni próbują wymyślić na nowo komputer proponując nam smatfony, tablety, czy elektroniczne czytniki książek. To ciągle jednak tylko kolejne reinkarnacje peceta, bo stąd wzięły się te firmy. Kto wzrasta i pracuje otoczony tradycyjnymi komputerami, ten do wszystkiego chce dolepiać klawiaturę i ekran.

Od niedawna widać jednak wyraźne jak producenci, którzy zaczynali od produktów, które powstały i zdobyły popularność w świecie realnym zaczynają proponować nam własne pomysły na połączenie swoich produktów z siecią. Oni nie za bardzo nawet wiedzą skąd pochodzą technologie, które stosują, ale po prostu biorą sobie z dorobku świata IT to co im pasuje do realizacji swoich planów.

Jednymi z pierwszych beneficjentów nowych technologii byli wydawcy, którzy mogli przestać wydawać pieniądze na dyskietki i płyty CD/DVD dołączane do książek i po prostu podać adres serwera FTP lub HTTP, z którego można ściągnąć dodatkowe materiały, rozdziały, przykłady, lub oprogramowanie.

Disney, Mattel i LEGO obowiązkowo już tworzą serwisy wirtualne reklamujące zbliżające się premiery filmów, zabawek, czy gadżetów. A po premierze serwisy te stają się wirtualnym uzupełnieniem tych realnych produktów. Wirtual napędza sprzedaż w realu, a real napędza użytkowników wirtuala. I tak bez końca. Najlepiej z tej trójki robi to LEGO, które oferuje nawet oprogramowanie do projektowania własnych zestawów oraz umożliwi zamawianie potrzebnych do ich budowy klocków.

Z innej działki, firmy produkujące aparaty fotograficzne i kamery wideo poddały się i umożliwiają wysyłkę filmów prosto do serwisu YouTube byle tylko przyciągnąć klienta do siebie.

Nawet producenci słuchawek i zestawów słuchawkowo-mikrofonowych starają się połaczyć te swoje grające pałąki z siecią. Kilka lat temu Plantronics rozpoczął współpracę ze startupem WorkSnug, a kilka dni temu firma Beats Electronics kupiła serwis muzyczny MOG. Plany Beats Electronics (kontrolowanej przez HTC) sięgają dalej niż plany firmy Plantronics i być może już niedługo firmy Beats Electronics i HTC będą mogły zaoferować nie tylko alternatywę dla smartfonów i tabletów Apple, ale też dla serwisu iTunes. W każdym bądź razie, Beats Electronics będzie już niedługo oferował słuchawki z dedykowanym serwisem muzycznym, czego w branży jeszcze chyba nie było.

Nawet Tesco, sieć supermarketów, kupiło ostatnio serwis streamingowy wideo, między innymi dlatego, że Amazon staje się już zbyt silnym konkurentem i trzeba na to szybko zareagować.

Co z tego wynika? Dochodzimy wreszcie do zawieszenia broni między producentami rzeczy namacalnych i wirtualnych. Jedni potrzebują drugich, co udowodnił nam smartfon. Telefon komórkowy wyposażony w szybkie łącza internetowe będący platformą sprzętową dla aplikacji, które zmieniają go w coś znacznie bardziej użytecznego za cenę kilku dodatkowych dolarów to dopiero początek tego co nas czeka. Teraz „stary” świat widzi, że trzeba wejść na teren „wirtualny”, ale zrobić tego sami nie potrafią więc kupują tych, którzy wiedzą jak poruszać się w sieci.

Samochody, telefony, aparaty fotograficzne, słuchawki, drukarki, motocykle i wszystkie inne sprzęty potrafiące się komunikować ze światem zewnętrznym za pomocą protokołu TCP/IP zacierają granice między tym co realne a wirtualne.

I to jest okazja dla startupów szukających sposobu na zwiększenie szans na szybkie wyjście za dobre pieniądze. Nie każdy zbuduje kolejnego Facebooka, ale wielu zarobi bardzo dobre pieniądze uzupełniając ofertę stary pryków działajacych w realu o niezbędne im wirtualne dodatki. To udało się m.in. Tungle.me

Nie każdy zarobi miliardy jak Skype, nie każdy zarobi setki milionów, ale kilkadziesiąt lub kilkanaście milionów dolarów to jest już kwota, o którą warto zawalczyć. I być może to jest sposób na wejście polskich startupów na rynek międzynarodowy. Zamiast próbować własne twierdze, może lepszą strategią będzie budowa nowych, lepszych wieżyczek i mostów zwodzonych dla tych, które już isnieją?