71

Nie kręcą mnie nowe odtwarzacze MP3

Obecne odtwarzacze MP3 to taki ni pies ni wydra. Nie mają ani zalet odtwarzacza z prawdziwego zdarzenia, ani nie są równie zaawansowane co współczesne smartfony. Właśnie odstałem na maila nową reklamówkę Creative, zachęcającą mnie do zakupu nowych MP3 palyerów. Są designerskie, mają dotykowe, kolorowe ekrany o dość wysokiej rozdzielczości, często WiFi i inne udogodnienia. Jednym […]

Obecne odtwarzacze MP3 to taki ni pies ni wydra. Nie mają ani zalet odtwarzacza z prawdziwego zdarzenia, ani nie są równie zaawansowane co współczesne smartfony. Właśnie odstałem na maila nową reklamówkę Creative, zachęcającą mnie do zakupu nowych MP3 palyerów. Są designerskie, mają dotykowe, kolorowe ekrany o dość wysokiej rozdzielczości, często WiFi i inne udogodnienia. Jednym słowem pełen bajer. Problem w tym, że w tym wszystkim zagubiła się gdzieś idea poręcznego odtwarzacza, którego można obsługiwać w kieszeni. Po co mi kolejny odpowiednik smarfona, czy tabletu, tylko gorszy, bo bez możliwości dzwonienia?

Wydaje się, że producenci przenośnych odtwarzaczy chcą walczyć o rynek dokładając bajerów. No bo przecież smartfony i tablety odtwarzają wideo, grają muzykę, pozwalają przeglądać internet i nie wiadomo co jeszcze, to empetójki też nie mogą być gorsze. Problem w tym, że zazwyczaj z tego połączenia MP3 playera z nowoczesnym telefonem wychodzi coś, co ma najgorsze cechy z obu rozwiązań i prawie żadnych zalet. Jest duże i nieporęczne, nie daje się obsługiwać jedną ręką, ani nie wyjmując z kieszeni, ale i tak nie ma nawet połowy możliwości co tablet czy telefon.

Czy tak, lub podobnie ma dziś wyglądać każdy odtwarzacz?

Czego oczekuje od odtwarzacza MP3?

  • Powinien być mały na tyle, żeby mieścił się w każdej kieszeni i nie uwierał. Żeby dało się z nim biegać, jeździć na rowerze, czy przeciskać w tłoku w metrze.
  • Powinien mieć tradycyjne przyciski, które da się obsługiwać w kieszeni, jedną ręką, bez wyjmowania urządzenia. Takie przyciski czuć pod palcem i po nauczeniu się ich układu w ogóle nie trzeba patrzeć który do czego służy.
  • Powinien możliwie długo działać na baterii, mam dość urządzeń które muszę pamiętać naładować, nie potrzebne mi kolejne. Działanie powyżej 60 – 80 godzin jak najbardziej wskazane. Przyda się na wyjazdach.
  • Zwarta obudowa powinna wykluczać łatwe uszkodzenie poprzez przyciśnięcie np. do krawędzi stołu czy upadek.
  • Powinien odtwarzać całą gamę formatów muzycznych, nie tylko MP3 czy WMA. Warto aby wspierał conajmniej FLAC i Ogg.

Co w takim playerze jest całkowicie zbędne?

  • Duży wyświetlacz, który pożera baterie w trybie błyskawicznym. Filmy mogę oglądać na mniej poręcznych urządzeniach, takich jak właśnie telefon czy tablet. Wystarczy tekstowy wyświetlacz trzy liniowy, monochromatyczny.
  • Interfejs dotykowy. Dla mnie to całkowite kuriozum w odtwarzaczach, zwłaszcza jeśli jednocześnie nie posiadają tradycyjnych klawiszy. Możliwość obsługi bez patrzenia jest dalece bardziej przydatna w takim wypadku, jak chcę zmienić utwór jadąc na rowerze, niż gładzenie ekraniku, które może doprowadzić do wypadku.
  • Skoro wyświetlacz ma być skromny (ale lepiej, żeby jednak był, czasem warto sprawdzić nazwę piosenki, czy wykonawcę, albo zrobić playlistę), to wszelkie bajery w stylu WiFi, nie mają sensu, bo skracają żywotność baterii i nic nie dają w zamian.

To co wymieniłem to niby charakterystyka zwykłego, prostego odtwarzacza, jakich swojego czasu było pełno. No właśnie, było. Teraz odtwarzacze albo dostępne są w najprostszej formie, nawet bez wyświetlacza, oferując przeciętną jakość dźwięku, albo w postaci kombajnów multimedialnych, odtwarzających filmy i serfujących po internecie. Jak na lekarstwo jest porządnych playerów, dla wymagającego klienta, ale pozbawionych bajerów. Szkoda.

Uważam, że tak zwane empetójki wcale nie straciły racji bytu, tylko powinny dostosować się do niszy jaka im została. Roebienie z nich urządzeń do wszystkiego mija się z celem. Kiedy wyciągam rower szosowy, chcę aby był tylko pęd powietrza, dźwięk opon na asfalcie i muzyka w uszach, a nie cegła w kieszeni.

To prawda, że większość i tak słucha muzyki z telefonów, ale to mnie nie przekonuje. Większość również słucha na załączonych w zestawie słuchawkach, które zwykle kosztują 20 złotych, albo wręcz na wbudowanym w telefon głośniczku irytując przy tym innych pasażerów autobusu. Ja i wielu moich znajomych wciąż potrzebuje tradycyjnej empetórki, której nie zastąpi żaden smartfon. Tyle, że nie ma w czym wybierać.