6

Nie dość, że o edukacji to jeszcze o przedsiębiorczości… czyli gorzej być nie może

Namówiłem Agnieszkę Skalę (Szkoły Przedsiębiorczości Innovation Nest) aby podzieliła się trochę swoją wiedzą i tym co robią w SPIN z czytelnikami Antyweb. Uważam, że edukując młode firmy odnośnie tak zwanego Customer Developmentu oraz narzędzi biznesowych i o tym jak odnaleźć się w roli przedsiębiorcy robią kawał naprawdę dobrej roboty. Mam nadzieję, że ten cykl który […]

Namówiłem Agnieszkę Skalę (Szkoły Przedsiębiorczości Innovation Nest) aby podzieliła się trochę swoją wiedzą i tym co robią w SPIN z czytelnikami Antyweb. Uważam, że edukując młode firmy odnośnie tak zwanego Customer Developmentu oraz narzędzi biznesowych i o tym jak odnaleźć się w roli przedsiębiorcy robią kawał naprawdę dobrej roboty. Mam nadzieję, że ten cykl który rozpoczynam przyda się wielu młodym przedsiębiorcom. Zapraszam do pierwszego odcinak czyli tak zwanego wstępniaka:

Rozpocznę ten cykl artykułów typowo po polsku, czyli ponarzekam sobie.

Otóż ci, którzy podejmują się uczyć przedsiębiorczości mają „pod górkę”, i to podwójnie. Po pierwsze – że edukacja to niełatwy kawałek chleba to chyba wiadomo powszechnie i tłumaczyć nie trzeba. Po drugie ta przedsiębiorczość – co to w ogóle za pomysł żeby ludzi uczyć czegoś takiego…? „Can entrepreneurship be taught?” – to powracające pytanie sprowokowało na początku ubiegłego roku niemałą debatę na forum Wall Street Journal i wcale mnie to nie dziwi. Hamletowski dylemat: „Przedsiębiorcy się rodzą czy życie ich tworzy?” – wciąż czeka na zadowalającą odpowiedź.

Podejście deterministyczne jest atrakcyjne, bo zakłada że raz na jakiś czas rodzi się genialny przedsiębiorca i kilku mniej genialnych, którzy pospołu zmieniają świat i czynią życie nie-przedsiębiorców przyjemniejszym / tańszym / wygodniejszym. Ich przedsiębiorcze przeznaczenie jest z góry określone, nauka oczywiście trochę tak – ale nie za dużo by nie tracić czasu, który powinni jak najszybciej poświęcić na budowanie nowych „appli” i „googli”. Wypowiedzi w tym duchu są dość częste i ja to szanuję. Nie znaczy to jednak że mi to wystarcza, ponieważ lubię opierać swoje poglądy na liczbach.

Vivek Wadhwa ze słynnego Singularity University, profesor współpracujący z ośrodkami naukowymi takimi jak Harvard, Berkeley czy Stanford, opublikował w 2008 r. wyniki badan nad pięćsetką amerykańskich firm high-tech, powstałych po roku 1995, mających ponad $1M obrotów i ponad 20 pracowników: „Education and Tech Entrepreneurship”. Ta publikacja odbiła się szerokim echem również na łamach popularnych acz poważnych wydawnictw. Wadhwa udowodnił bowiem, że średni wiek founderów tych firm wynosił aż 39lat! Tylko 5% założyło swoje firmy mając poniżej 25 roku życia. Mało tego: 92% posiadało wykształcenie co najmniej na poziomie licencjata. Pomyślimy, że to nie dziwne w kontekście firm high-tech, ale nic bardziej złudnego – tylko 37% z nich było stricte inżynierami, w tym w zakresie ICT – 9%. Wykazano też, że te firmy, które zakładali absolwenci najlepszych ośrodków akademickich rozwijały się znacząco lepiej niż pozostałe.

Czytając wyniki tych badan pomyślałam sobie że powinni byli też zapytać o wiek, w jakim ci ludzie założyli swój PIERWSZY startup. Jednak na użytek swojej teorii przyjmuję założenie, że jeżeli nawet osoby te zakładały już firmy wcześniej, to można to zaliczyć do procesu UCZENIA SIĘ – bo wiedzę, jaką zdobyli na porażkach przekuli w sukces swojej firmy.

Chciałabym więc na użytek tej serii przyjąć założenie, że to, czego i jak się uczymy ma znaczenie dla tego, jak się potem sprawdzamy w biznesie. Przyjrzę się czego nam brakuje jako obecnym / przyszłym przedsiębiorcom, jakie szczególnie złe nawyki w nas tkwią, co można na to poradzić i jak to wykonać.

Mark Twain powiedział kiedyś, że edukacja to droga od zarozumiałej ignorancji do dręczącej człowieka niepewności. Wybór opcji należy do każdego z nas. Zapraszam na pokład.

zdjęcie