26

Nie będę bronił iOS6, liczyłem na coś więcej

Natchniony wczorajszą konferencją Research in Motion postanowiłem ponownie wziąć do ręki swojego iPhone’a i ocenić, co takiego naprawdę pojawiło się w iOS6, że kolejna wersja tego systemu zasłużyła na numerek „6”. Po kilku minutach tylko utwierdziłem się w przekonaniu, że równie dobrze mógł to być iOS 5.5. Oczywiście śledząc konferencję WWDC, gdzie po raz pierwszy […]

Natchniony wczorajszą konferencją Research in Motion postanowiłem ponownie wziąć do ręki swojego iPhone’a i ocenić, co takiego naprawdę pojawiło się w iOS6, że kolejna wersja tego systemu zasłużyła na numerek „6”. Po kilku minutach tylko utwierdziłem się w przekonaniu, że równie dobrze mógł to być iOS 5.5.

Oczywiście śledząc konferencję WWDC, gdzie po raz pierwszy poznaliśmy listę nowości, które pojawią się w następnej wersji mobilnego systemu od Apple, nie oczekiwałem wcale żadnego przewrotu. Liczyłem na rozwój – tymczasem Apple zaserwowało nam „łatkę” na iOS5, inaczej niestety wprowadzonych zmian nazwać nie mogę.

Nie chcę po raz kolejny „wałkować” co nowego pojawiło się w udostępnionym przed tygodniem iOS6 (Kamil przygotował już taki artykuł), pragnę jedynie podkreślić kilka kwestii. Po pierwsze, co niewiele osób zauważyło tak naprawdę, górny pasek statusu uległ zmianie – „jakiej?” zapytacie. Wystarczy otworzyć pierwszą, lepszą aplikację systemową (wiadomości, kalendarz), by przekonać się, że srebrny pasek został zastąpiony wyblakniętym, niebieskim odcieniem. Konsekwencją tego jest mniej czytelna ikonka baterii czy godzina na zegarku w centrum paska. Co ciekawe, po otwarciu innej aplikacji, na przykładek notatek, pasek jest barwy czarnej z białym kolorem czcionek. Brak konsekwencji? Niby błahostka, ale mi to przeszkadza.

Spójrzmy – iOS4: wielozadaniowość, foldery. iOS5: powiadomienia, iMessage, AirPlay. Poprzednicy „szóstki” wnosili ważne nowości, natomiast iOS6 z poważniejszych udoskonaleń(?) ma tylko nowe mapy. Usprawnienia dla Siri? „Asystent” od Apple dostępny jest tylko w wybranych języka i pomimo faktu, że to w pełni rozumiem, to nie można po prostu powiedzieć, że jesto „pełnoprawna” nowość w iOS6. Integracja z Facebookiem zaś to tylko kolejny krok zeszłorocznego pomysłu (Twitter).

Nie jest też tak, że iOS6 nie przyniósł użytecznych zmian. Opcja „nie przeszkadzać”, czy możliwość odrzucenia połączenia i wysłania wiadomości SMS za jednym zamachem to rzeczywiście przydatne w życiu codziennym funkcje, ale czy to rzeczywiście wystarczy, by „wznieść system iOS na kolejny poziom”?

Nie może więc być inaczej – kolejny rok czekania przede mną z nadziejami, że iOS7 spełni choć część moich oczekiwań: decydowanie o tym, która aplikacja stanie się tą domyślną (poczta, przeglądarka), by funkcja „Otwórz w…” faktycznie robiła to co sugeruje jej nazwa czy taka prozaiczna rzecz jak możliwość umieszczenia skrótów do Wi-Fi i/lub Bluetooth w centrum powiadomień. A jak nie iOS7, to może iOS8?

Źródła grafik: Gizmag, Endgadget.