9

Netflix wpompował w tę produkcję 90 milionów dolarów. Premiera „Marco Polo” już w przyszłym tygodniu

„Marco Polo” ma wszystko, aby stać się przełomem w historii Netfliksa. Wyprodukowany za 90 mln dolarów serial jest drugim najdroższym, po „Grze o Tron”, tego typu przedsięwzięciem na świecie. Co jednak szczególnie istotne, globalne prawa do tego tytułu znajdują się w całości w rękach serwisu, a to może stanowić bardzo wartościowy atut w batalii o widzów. Nie […]

„Marco Polo” ma wszystko, aby stać się przełomem w historii Netfliksa. Wyprodukowany za 90 mln dolarów serial jest drugim najdroższym, po „Grze o Tron”, tego typu przedsięwzięciem na świecie. Co jednak szczególnie istotne, globalne prawa do tego tytułu znajdują się w całości w rękach serwisu, a to może stanowić bardzo wartościowy atut w batalii o widzów.

Nie ulega wątpliwości, że Netflix to telewizyjny fenomen naszych czasów. Jego twórca, Reed Hastings jest do tego stopnia pewny pozycji oraz potencjału swojego serwisu, że wieszczy upadek klasycznej telewizji już za kilkanaście lat. Trudno mu się dziwić, bo po imponującym sukcesie „House of Cards” oraz mniejszych, ale równie udanych debiutach innych produkcji serwis ma wszystko, żeby zawalczyć z największymi. I nie mówię tutaj o internecie, bo ten Netflix już opanował (w krajach, w których jest dostępny, rzecz jasna). Teraz przychodzi pora na gigantów telewizyjnych – bo właśnie tak można odebrać premierę kosztującego 90 mln dolarów serialu „Marco Polo”.

Tylko „Gra o Tron” od HBO może się aktualnie pochwalić większym budżetem, co czyni „Marco Polo” produkcją zdecydowanie wyjątkową. Opowiadająca o losach znanego podróżnika i odkrywcy historia zadebiutuje już 12 grudnia. Tradycyjnie do sieci trafi cały pierwszy sezon, a więc 10 odcinków, które użytkownicy będą mogli obejrzeć za jednym zamachem (i tak też czynią, co potwierdzają statystyki opublikowane przy okazji premiery „House of Cards”).

Trudno nie wiązać tej premiery z utrzymującą się na stale wysokim poziomie popularnością „Gry o Tron”. Netflix rywalizuje z HBO już od pewnego czasu. „Marco Polo” ma bazować na bardzo podobnej, przesiąkniętej erotyką i brutalną przemocą konwencji. Trudno się temu dziwić, bo producent wykonawczy Dan Minahan wcześniej współtworzył m.in. właśnie „Grę o Tron” oraz „Czystą Krew” („True Blood”). Scenariusz do nowego serialu napisał John Fusco znany z takich filmów jak „Hidalgo” czy „Zakazane Królestwo”.

Biorąc pod uwagę budżet „Marco Polo” szczególnie ważną informacją może być to, że globalne prawa do tego tytułu posiada wyłącznie Netflix. Dotąd nie było to wcale takie oczywiste. W rezultacie poprzedni hit, „House of Cards” we Francji, Niemczech i innych krajach pojawiał się też na konkurencyjnych dla Netfliksa platformach. Tym razem taka sytuacja nie będzie miała miejsca, a więc każdy, kogo zainteresuje „Marco Polo” będzie mógł go obejrzeć wyłącznie w jednym miejscu. A to znacząco ułatwi Netfliksowi debiut w nowych krajach, gdzie jego seriale dotąd nie dotarły. Być może również w Polsce. Nie jest tajemnicą, że ekspansja jest jednym z priorytetów w obecnej strategii serwisu.

Netflix bardzo potrzebuje teraz takiego serialowego blockbustera, gdyż notuje wzrosty mniejsze od oczekiwań. Od europejskiego debiutu we wrześniu serwis zdobył 2 mln nowych użytkowników, a tymczasem spodziewano wyniku przynajmniej o 360 tys. lepszego. To samo dotyczy lokalnego rynku amerykańskiego. W minionym kwartale oczekiwano wzrostu na poziomie 1,33 mln, a zanotowano jedynie 975 tys. nowych subskrybentów. Na te doniesienia ceny akcji Netfliksa poszybowały w dół o aż 20 proc.

Wielką zagadką jest to, czy „Marco Polo” będzie równie dużym sukcesem co „House of Cards”? Nie ulega jednak wątpliwości, że jest to potężne przedsięwzięcie, które może zaważyć na losach Netfliksa, a także przyszłości internetowego wideo.